Styx - Crash Of The Crown

Andrzej Barwicki, Styx - Crash Of The Crown

Styx to amerykańska grupa rockowa działająca z kilkoma przerwami od 1972 roku i posiadająca znaczący dorobek płyt studyjnych i koncertowych. Na przestrzni lat utrwalała swoją muzyczna pozycję, a co się z tym wiąże, dawała dużą satysfakcję fanom swojej muzyki. Wiadomość o nagraniu najnowszego albumu zapewne ucieszyła miłośników i kolekcjonerów twórczości Styx. Album zatytułowany "Crash Of The Crown" ukazał się 18 czerwca br. nakładem wytwórni Alpha Dog 2T / UMe i jest dostępny na czystym winylu, czarnym winylu, CD oraz na platformach cyfrowych.

Przystępując do słuchania najnowszej płyty grupy Styx, trochę pod wpływem piłkarskich emocji i parafrazując na sportowo pewne powiedzenie, miałem nadzieję, że nie będzie to „drużyna piłkarska, która jest jak fortepian. Potrzebujesz ośmiu, żeby go nieśli, i trzech, którzy umieją na tym cholerstwie grać”. A zatem co otrzymujemy na płycie „Crash Of The Crown”? Mamy tu do „rozegrania” niecałe 45 minut składające się z 15 kompozycji, których wysłuchanie nie będzie dla nas czasem straconych nadziei na wartościową i pełną jakości grę zespołową.

Album zaczyna się od utworu „Fight For Our Lives” - niezwykle odpowiedniego tytułu dla piosenki, która mogłaby być dedykowana pewnej piłkarskiej reprezentacyjnej drużynie „Nie poddamy się, gra jest do wygrania i przyjechaliśmy tu po naszą nagrodę….”. Słyszymy tu piękne harmonie i jasne dźwięki gitar, z których Styx był znany w latach 70. i 80. i do których chętnie nawiązuje na tym najnowszym wydawnictwie.

Zdolność do pisania tekstów jest sztuką nie mniej istotną jak sama muzyka. Takie dobieranie słów, aby powstała uniwersalna piosenka czy cały album, który wpisuje się w obecną sytuację to prawdziwa sztuka. Z mojej strony wielkie uznanie dla kreatywności tej amerykańskiej formacji. Bo z tego co wiem, to materiał na ten krążek powstał jeszcze przed światowym lockdownem. Czyżby więc autorzy mieli prorocze sny?

Magia Styxowych brzmień, poprzez gitary, sekcję rytmiczną i klawisze, jeszcze bardziej uwypukla się w utworze „A Monster” - rozmach, żywe brzmienie i strona wokalna są tutaj zachwycające. To dopiero pierwsze minuty spotkania Styx – Słuchacze, a słyszymy już tyle błyskotliwie rozegranych instrumentalnych zagrań dających tak uwielbiane emocjonujące chwile, że dobrze to rokuje na resztę tego „meczu”.

W tej drużynie nie ma słabych rozgrywających, co potwierdza między innymi kompozycja „Reveries”, gdzie klasyczny rock rozpoczynający się gitarą akustyczną potrafi przerodzić się w mocną i do tego bardzo efektowną gitarową solówkę. I już uprzedzam, że nie jedyną na tym krążku.

W nagraniu „Hold Back The Darkness” muzyka wypełnia i ozdabia przestrzeń dźwiękową wibracją o określonej barwie emocjonalnej: padający deszcz, delikatne dźwięki budują nastrój z melancholijnym akcentem, który za kilka chwil rozbłyśnie progresywną gitarą. Można tu usłyszeć trochę floydowych niuansów, ale całość utworu brzmi po prostu jak… Styx. A piosenka opowiada o młodej osobie, która po raz pierwszy wychodzi z domu i szuka wolności.

„Save Us From Ourselves” jest przeplatane fragmentami słynnego przemówienia z 1940 roku, brytyjskiego polityka, męża stanu, mówcę, dwukrotnego premiera Zjednoczonego Królestwa, - Winstona Churchilla. I znów świetne partie gitary idealnie łączą się tutaj z harmoniami i rewelacyjnie brzmiącą perkusją.

Warto wyrazić uznanie za stronę wokalną, która jest tutaj wykonywana przez trzech wokalistów, co ma istotny wpływ na całokształt materiału. Śpiewają tu: gitarzyści Tommy Shaw i James „JY” Young, a także keyboardzista Lawrence Gowan. Towarzyszą im znajdujący się w rewelacyjnej formie basista Chuck Panozzo, perkusista Todd Sucherman oraz wszechstronny gitarzysta Ricky Phillips. Tak dużo różnorodnych rozwiązań na „Crash Of The Crown” (zarówno na całej płycie, jak i w kompozycji tytułowej) powoduje, że całość przybliża się do rockowej opery. Tak, to prawdziwie królewska muza i myślę, że oddani fani tego zespołu będą mieli się z czego cieszyć. Tym bardziej, że na krążku tym akcja goni akcję. Bo oto, przyjmując za główny wskaźnik brzmienia miękki rockowy dźwięk, zamiast ostrych gitar i bębnów, które normalnie można było usłyszeć w twórczości Styx, można śmiało przejść do słuchania kolejnej bardzo zgrabnej piosenki pt. „Our Wonderful Lives” („…Jeszcze się nie poddamy, nie zapomnimy, wciąż mamy nasze cudowne życie, aby się cieszyć i dawać nadzieję”). To pełen uroku, bardzo beatlesowski kawałek, po wybrzmieniu którego – niejako już w doliczonym czasie gry – na naszych twarzach na długą chwilę pojawia się radosny uśmiech.

No i tym oto sposobem rozpoczyna się druga połowa albumu. Uskrzydleni dochodzącymi do nas dźwiękami z lewej lub prawej strony głośników z aplauzem odkrywamy kolejne atuty znajdujące się na płycie „Crash Of The Crown”. W utworach „Common Ground”, „Sound The Alarm” i „Long Live The King” doświadczamy mnóstwa zawrotnych akcji, instrumentalnych wrzutek i efektownych parad, tak bardzo charakterystycznych dla długoletniej kariery zespołu Styx.

Nawet tak króciutkie fragmenty, jak miniaturowy prolog „Lost At Sea,” mają tutaj swoje niebagatelne znaczenie, gdyż niespodziewanie przeradza się on w oskrzydlająca akcję w postaci utworu  „Coming Out The Other Side”. Takie odnoszę wrażenie, że sprawdzone sprzed lat muzyczne schematy, tak bardzo charakterystyczne dla twórczości Styx, odżywają na tym albumie na nowo i dodają jakże teraźniejszego polotu tym nowym utworom. Zespół potrafi dopracować szczegóły, by później z tak istotnych elementów powstał album, który okazuje się bardzo zaskakujący nawet dla zagorzałych fanów jego starszego dorobku. Nowe nagrania Styx dają świadectwo potęgi zespołu, który potrafi dobrze zabrzmieć klimatycznie i stylowo oraz obdarowywać słuchaczy muzyką łączącą tradycje i współczesność.

Płyta „Crash Of The Crown” wprowadza nas w czas optymizmu i przetrwania dodając otuchy w trudnych „podbramkowych” życiowych sytuacjach. Poszczególne utwory wnoszą różne rytmy, brzmienia i wibracje, które mają swój potencjał i charakter oraz to coś, co powoduje, że nie potrafisz oderwać od nich uwagi. Jedną z rzeczy, na którą zawsze można liczyć w zespole Styx, jest jego wybitna muzykalność kultywowana od wielu, wielu lat.

Nie chcę tutaj zdradzać wszystkich szczegółów, bo cóż by to była za przyjemność dalszego „oglądania”, gdy zna się końcowy wynik? Niech te nowe muzyczne perełki grupy Styx odkryje indywidualnie każdy z nas, do czego szczerze zachęcam. Niech niniejszy tekst będzie jedynie wstępem do głębszej, wielokrotnej i autentycznie przeżywanej celebracji nietuzinkowych finezyjnych zagrań zespołu oraz producenta (i muzyka udzielającego się instrumentalnie na tym krążku) Willa Evankovicha - człowieka odpowiedzialnego za poprzednie studyjne arcydzieła zespołu.

Jak się okazuje, amerykańscy weterani rocka potrafią nadal inspirować, a także dawać nadzieję, że jeszcze nie czas żegnać się z sceną, gdy tworzy się tak imponujące nagrania, jakie spotykamy na płycie „Crash Of The Crown”.

Magia muzyki grupy Styx zadziałała i utorowała sobie drogę do naszych muzycznych upodobań windując najnowszy album co najmniej do ćwierćfinału rozgrywki o ulubione płyty 2021 roku. Łączy nas muzyka, łączy nas Styx, pomimo tego, że nie ma dogrywki, ale zawsze możemy zrobić muzyczną weryfikację tego, co usłyszeliśmy lub co nam umknęło, odtwarzając zawartość albumu jeszcze raz, co w gruncie rzeczy i tak nie zmieni wyniku. Bo to bardzo dobrze zagrany, od początku do końca, muzyczny spektakl, dający wiele pozytywnych wibracji, których aktualnie tak bardzo potrzebujemy. Styx potrafi zaoferować swym fanom rockową moc, progresywną melodyjność, różnorodność instrumentalną, wyrafinowane aranżacje, epickie aranżacje oraz bogactwo melodii i wokali. Od lat grają swoje, wygrywając przy tym wiele!!!

MLWZ album na 15-lecie