D Project

Vestamaran - Bungalow Rex

Artur Chachlowski, Vestamaran - Bungalow Rex

Tego lata nie uciekniemy od Bergen… U brzegów Morza Północnego, nieopodal tego słynnego ‘progresywnego’ norweskiego miasta, znajduje się wysepka Askøy. Od 2019 roku działa tam grupa o nazwie Vestamaran, która w połowie czerwca zadebiutowała wydanym przez Apollon Records albumem zatytułowanym „Bungalow Rex”. Grają na nim: Endre Aasebø, Kjartan Ericsson, Kjell Arne Kjærgård, Jon Bolstad oraz Kristian Linz, a więc byli i aktualni członkowie grup Ribosyme, Knekklectric i The Danny Cannon Show działających na tak bardzo popularnej i aktywnej rockowej scenie Bergen.

Podobno w dobie pandemicznej apokalipsy mieszkańcy Norwegii uznali słowo „bungalow” za najmodniejsze słowo trudnych czasów. Nie dziwnego więc, że członkowie Vestamaran szybko zastosowali je w tytule swojej płyty. Można powiedzieć, że to słowo jest jedynym modnym elementem tego wydawnictwa, bo muzyka wydaje się jakby wzięta z zupełnie innej epoki. W piosenkach grupy Vestamaran panuje nostalgiczny retro klimat, nawiązujący do indie rocka, który zawładnął światem w latach 90. Już otwierający płytę temat „Error Came Save Me” wprowadza nas w ten niepowtarzalny klimat minionych lat. Uczucie to potęguje się w „Risky Pigeon”. Ten utwór oparty jest z kolei na funkowym gitarowym riffie, z którym kontrastuje charakterystyczny dystyngowany wokal. „Cutest Offender” to zadziorny kawałek muzyki z ostrymi gitarami i stylowym przejściami perkusyjnymi i pobrzmiewają w nim echa muzyki Kings Of Leon. Ciekawie prezentują się nagrania „My Finest Eye” oraz „Salt Chair”, w których pojawia się nutka Americany i nawet alternatywnego country. Pierwsze z wymienionych to emocjonalna ballada, której nie powstydziłby się sam Leonard Cohen czy Johnny Cash. Takich stylistycznych nawiązań wydaje się na tym krążku więcej. Mógłbym dać głowę, że w „Grustak” śpiewa Joe Jackson. Luz, swoboda i polot, z jakim wykonana jest ta piosenka czynią z niej mój ulubiony fragment tego wydawnictwa. Pod koniec płyty Vestamaran zabiera nas jeszcze na chwilę na poletko melodyjnego rocka (w „Follow Me”), by w finale znów ewidentnie nawiązać do twórczości Kings of Leon w utworze „Only For You”. To niezwykle udana, miła dla ucha, radosna piosenka w najlepszym możliwym wydaniu.

Koniecznie sięgnijcie po ten album w trakcie wakacyjnych miesięcy. Słuchajcie go gdy przebudzicie się rano, by powitać nowy dzień, słuchajcie go za dnia, gdy mocno świeci słońce, włączcie tę muzykę przy popołudniowym grillu, lub też wieczorem, przy ognisku, ze szklaneczką swojego ulubionego napoju na sam koniec dnia. „Bungalow Rex” to idealna płyta, by zabrać ją na wakacje i spędzić przy niej beztroskie, roześmiane chwile, zanim po urlopach powrócimy do biur, szkół i fabryk, a czwarta fala, którą zewsząd nas straszą, znów nie rozładuje naszych akumulatorów.

MLWZ album na 15-lecie