D Project

Mirage - Tales From The Green Sofa

Artur Chachlowski,
ImageJuż pierwszy, wydany 4 lata temu album tego zespołu okazał się sporą niespodzianką. Tak jawnych i oczywistych odniesień do muzyki grupy Camel nie słyszeliśmy od dawna. I – co warto podkreślić – odniesień wykonanych ze sporym smakiem i prawdziwym wyczuciem. Na swojej nowej płycie Mirage idzie jeszcze dalej. Niemal z każdego elementu twórczości tej grupy przebijają nawiązania do dokonań zespołu Andy Latimera. Już nie tylko sama nazwa formacji wskazuje na jednoznaczne muzyczne inspiracje, już nie tylko sama muzyka (będąca na szczęście zdecydowanie czymś więcej niż wierną kopią camelowskich pomysłów) brzmi jakby była żywcem wyjęta ze starych płyt, lecz teraz także opracowanie graficzne książeczki pełne pustynnych krajobrazów i charakterystycznej wielbłądziej sylwetki mówi: „to my, młodzi Francuzi zakochani muzyce Camela. Posłuchajcie nas uważnie i oceńcie sami”. I rzeczywiście, we wszystkich utworach, a już najbardziej w „Friends Of Mine”, którego tekst jest w istocie hołdem złożonym grupie Camel, słychać ewidentny wpływ stylistycznej oraz kompozycyjnej szkoły Latimera i spółki mniej więcej z okresu albumów „Mirage” po „Moonmadness”. Niech nikogo nie dziwi więc fakt, że na płycie „Tales From The Green Sofa” błyszczą smakowite partie gitarowe (Stephen Forner), wykwintne dźwięki organów (Philippe Duplessy), a ciepły, miękki wokal (Cyrille Forner) chwilami do złudzenia upodabnia się do barwy głosu Andy Latimera. Dzielnie wtóruje im perkusista Joel Mondon, który swoim oszczędnym, trochę staroświeckim sposobem gry umiejętnie wpisuje się w klimat Wielbłądzich produkcji z lat 70. Tu zabrzmi flet, tam na kilka minut rozciągnie się barwna gitarowa solówka, idealnie lśnią dźwięki dobywane z analogowych klawiszy... Naprawdę niezła to płyta, mogąca dla fanów Camela okazać się prawdziwym ukojeniem w oczekiwaniu na nowe nagrania ich idoli.
MLWZ album na 15-lecie