D Project

All India Radio - Afterworld

Maciek Lewandowski, All India Radio - Afterworld

All India Radio to muzyczny projekt, którego niekwestionowanym twórcą i liderem jest multiinstrumentalista Martin Kennedy. Aż trudno uwierzyć, ale zespół ten powstał w 1998 roku w Melbourne, a „Afterworld” jest 26. płytą od czasu debiutanckiego albumu „The Inevitable”, który ukazał się w 1999 roku!

Martin Kennedy pochodzi z Tasmanii, jest jedynym stałym członkiem zespołu, a do każdej swojej produkcji zaprasza starannie wybranych gości. Nie ukrywał nigdy, że jest wielkim fanem science fiction od czasów, kiedy to mama w 1976 r. zabrała go do kina na kultowy już film Stanleya Kubricka „2001: Odyseja kosmiczna”. Od tamtej pory Martin jest wielkim pasjonatem kosmosu, co zdecydowanie przełożyło się na jego muzyczną twórczość, poprzez wręcz kinowe, ambientowe pejzaże dźwiękowe, sugestywne tytuły piosenek oraz specyficzne wykorzystywane grafiki.

Kennedy to prawdziwy tytan pracy i oprócz swojego macierzystego projektu All India Radio, z wielkim powodzeniem tworzy duet z byłym muzykiem The Church, jednym z najbardziej cenionych australijskich artystów - Steve’em Kilbeyem, wokalistą, autorem tekstów, basistą, malarzem, pisarzem, poetą, aktorem, filozofem. Ich projekt pod niezwykle „oryginalną” nazwą ‘Kilbey Kennedy’, funkcjonuje z powodzeniem na muzycznym rynku od 2009 roku.

"Afterworld" to album wręcz o mesmerycznej sile odziaływania. Wylewa się z niego niesamowita aura przecudnych dźwięków, które swoją siłą wprowadzają słuchacza w błogą i jakże przyjemną zadumę. Wszystko to za sprawą niespiesznych, ambientowych płaszczyzn muzycznych, nad którymi królują przede wszystkim emocje i poruszające dźwięki, których blask jest obezwładniający. Ale jeśli ktoś pomyśli, że to typowy zbiór refleksyjnych utworów, przy których można się tylko błogo odprężyć się, będzie w wielkim błędzie. To muzyka tak skomponowana i umiejętnie ułożona, że zanurzając się w nią możemy doznać, dzięki tylko naszej wyobraźni i percepcji, namiastki międzyplanetarnej podróży w królestwie kosmicznych planet.

Martin Kennedy nie krył nigdy swojego podziwu dla klasyki prog rocka, wymieniając jako źródło inspiracji twórczość Yes czy szczególnie psychodelicznych elementów Pink Floyd. I nie sposób tego nie usłyszeć słuchając All India Radio. Te wszystkie, klasyczne już dziś wpływy przenikają się w sposób pełen estymy, a to za pomocą psychodelicznych aspektów muzycznych tematów umiejętnie opóźniających i migoczących echem, a to dzięki eklektycznym brzmieniom przepływającym przez warstwy utworów, które grają i jednocześnie rozciągają się tak długo jak powinny, aby osiągnąć pożądany efekt.

"Afterworld" to kolejny napisany i nagrany album podczas blokady covidowej w Australii, która trwa na tym odległym od nas kontynencie praktycznie do dziś. Jak mówi sam Kennedy: – „Była szansa na zrobienie czegoś innego i podjęcie ryzyka. Chciałem stworzyć coś o nieco większej głębi niż mój poprzedni album „Eternal” (2019 r.), który w duchu zabawy został stworzony może trochę zbyt szybko i przez to, z perspektywy czasu, uważam, że wiele jest tam do poprawy. W „Afterworld” chciałem zwolnić tempo, odetchnąć powietrzem, a przede wszystkim pozwolić zaproszonym artystom robić swoje bez zakłóceń i w efekcie stworzyć muzykę, która poruszy ludzi. Mam nadzieję, że mi się udało.”

Potwierdzenie tego ostatniego zacytowanego zadnia przychodzi bardzo szybko, gdyż już w otwierającym płytę utworze „Don't Turn Around”. Usłyszymy w nim głos tajemniczej wokalistki, ukrywającej się pod pseudonimem Yin, której śpiew to skrzyżowanie pochodzącej ze Szwecji, Stiny Nordenstam (znanej chociażby z niesamowitego albumu „Voices” Vangelisa) z brzmieniem Julee Cruise (z niezapomnianego soundtracku „Twin Peaks”). Ten zmysłowy głos Yin lewituje nad marzycielskimi plamami syntezatorów i nawiedzonymi strunami smyków i gitary. A sama melodia i minimalistyczny, ale jakże sugestywny tekst unoszą się jak duch w powietrzu. Efekt wręcz magiczny.

Eyes ahead

Don't turn around

 

I couldn't walk away

from you

Kolejne nagranie, „Deep Blue”, wzmacnia tylko wrażenia poprzednika. W nim z kolei usłyszymy wokalistkę używającą pseudonimu Sasquin (to pochodząca z Tasmanii Anna Waugh). To następna lśniąca, szybująca wśród chmur, marzycielska rozkosz, emanująca tą samą niebiańską aurą co „Don't Turn Around”. Nie ma wątpliwości, że Kennedy ma wielkie wyczucie sugestywnej muzyki – warstwowej, pełnej nagromadzonych niuansów i dosłownie błyszczącej. Do tego dochodzą mistrzowsko wykorzystane instrumenty, jak np. krystaliczna gitara zapewniająca ostrą jak brzytwa krawędź nad błogimi syntezatorami i smyczkami, podczas gdy wokal Sasquin unosi się w hipnotyzującej zadumie i zatacza kręgi na muzycznym niebie.

Nie da się ukryć, że w tych pierwszych dwóch utworach króluje niepodważalnie klimat muzyki Angelo Badalamentiego, „nadwornego” kompozytora filmów Davida Lyncha. Sami dla własnych potrzeb możemy tylko napisać scenariusz, z którymi kojarzą nam się te filmowe obrazy, a esencjonalne teksty, jak „Deep Blue”, dodatkowo nas do tego zachęcają:

 

Do do

Do do

 

Deep blue sea

See me dream

 

Deep blue dream

Deep down dream

 

Deep blue sea

Deep down dream

 

Do do

Do do

Trzeci utwór na albumie to "Sula Guin”. Jest to najdłuższa i jedna z najpiękniejszych kompozycji na "Afterworld". W tych ponad 9 minutach od samego początku delikatnie czai się, aby w odpowiednim momencie rozbłysnąć pełnym blaskiem, gitara zaproszonego Devina Townsenda. Odbija się ona echem od syntezatorowej flauty, tworząc niezwykłą, niebiańską zasłonę za pomocą skręconych strun w najlepszym stylu Floydów, z towarzyszeniem subtelnych, pływających wręcz wokali, nad tą błyszczącą powierzchnią. Przypomina to klimatem twórczość genialnych francuzów z grupy Air.

Hołd dla „kosmicznej odsłony” Pink Floyd Kennedy spłaca następnym na płycie, zinterpretowanym po mistrzowsku, coverem „Set the Controls for the Heart of The Sun" z albumu „A Saucerful Of Secrets” z 1968 roku. Pojawia się tu ponownie delikatny śpiew Yin, uduchowiony, rozmarzony, tworzący specyficzną popowo–ambientową, a jednocześnie bardziej relaksującą wersję tego klasyka. Napędzana basem, w nieco większym tempie niż oryginał, wokalistka prawie wyszeptuje psychodeliczny tekst: „Krok po kroku ustępuje noc, Przeliczając listki drżące o świcie, Lotosy wspierają się na sobie w tęsknocie, za wzgórzami, gdzie odpoczywa jaskółka. Ustaw stery na serce słońca”… A wszystko to w towarzystwie wirujących linii syntezatorów… Genialna, kosmiczna wersja!

Cztery kolejne utwory, które usłyszymy na tym magicznym albumie, to prawdziwe ambientowe rozkosze. "El Cielo" to pokłosie i jaśniejsza instrumentalna ucieczka po marzycielskiej wersji poprzedniego coveru, z wędrującym fortepianem i delikatnie przemierzającymi plamami syntezatorów, cudownym brzmieniem gitary, smyków oraz niesamowitymi ozdobnikami wokalnymi.

"Aura" powoli wraca w stan kosmicznej nieważkości, w której umiejętności Kennedy'ego sprawiają, że przestrzenie pomiędzy muzyką są rozległe i lewitujące.

Tytułowy "Afterworld" ma z kolei w sobie jakaś wręcz boską moc uzyskaną za pomocą charakterystycznych dla instrumentów strunowych tremolo, tworzących ten hipnotyzujący efekt. To również muzyczna podróż w rejony doskonale znane chociażby z tak klasycznego już albumu, jak „Ágætis byrjun” Sigur Rós (kłaniają się „Lunatykujące Anioły” z nieziemskiego „Svefn-g-englar”).

„Phantomas” to najbardziej żywe i dynamiczne nagranie z tej omawianej ambientowej muzycznej „karety”. Napędzane od samego początku wspaniałą linią basu, w której w odpowiednim momencie tembr strun, klawiszy i towarzyszącej wspaniałej wokalizy sprawiają wrażenie idealnej nastrojowej filmowej ścieżki dźwiękowej.

A skoro jesteśmy przy soudtrackach, to grzechem jest nie wspomnieć, że talent Martina Kennedy’ego został dostrzeżony i doceniony również w tej branży. Jego kompozycje bowiem pojawiały się w takich produkcjach, jak seriale „CSI: Miami”, „One Tree Hill”, „The Lying Game”, w popularnym w Australii programie telewizyjnym „Bondi Rescue”, a także w filmie z kategorii fantasy/sci-fi w reżyserii Aarona Stevensona „The Rare Earth” oraz w wielu innych.

Album kończą dwie kompozycje. "The Time of Our Lives", która zawiera charakterystyczne i piękne dźwięki niezwykle popularnego w Australii mistrza klasycznej gitary, Garetha Kocha, oraz wspaniałe strzeliste wokale, wypełnione niezwykłą melancholią, która unosi się na krótko nad pojawiającym się refrenem. Podczas gdy w tle, w oddali, słyszymy chór dziecięcych głosów. Magia, która trwa niestety tylko niespełna trzy i pół minuty, a mogłaby z powodzeniem kilkanaście razy więcej!

Utwór finałowy, "One Twenty Four AM", to kolejna kosmiczna podróż, dryfująca gdzieś wysoko po niebie. Z tajemniczym samplowanym głosem w roli głównej, dźwiękiem wyciągniętych prawie jak z filmów Lyncha gitar i innych efektów, a wszystko to kończy się … kilkusekundowym odgłosem… muczącej krowy, jakby żywcem wyjętej z okładki „Atom Heart Mother”.

Album ten ukazał się 28 kwietnia 2021. Napisany i skomponowany został w całości przez Martina Kennedy'ego na Tasmanii. Za mastering odpowiedzialny jest Simon Polinski. Okładkę albumu zaprojektował Gilbert Williams, jeden z pionierów wizjonerskiego ruchu artystycznego z 1970 roku, który ewoluował ściśle powiązany z muzycznym ruchem New Age. A lista muzyków przedstawia się następująco:

- Martin Kennedy - wszystkie instrumenty,

- Devin Townsend - gitara, wokal w „Sula Guin”

- Sasquin - wokal

- Yin - wokal

- Gareth Koch – gitara klasyczna w „The Time of our Lives”

- Chris Brush – perkusja.

„Afterworld” to magiczne i wciągające arcydzieło. Dobitnie udowadniające muzyczny geniusz Martina Kennedy’ego, niezwykłego wręcz czarodzieja nut. Sposób, w jaki tworzy on te niebiańskie klimaty można określić tylko słowami: mistrzostwo melodii i liryczna mistyka kompozycji. Do tego należy dodać niezwykły kunszt wszelkiego instrumentarium Kennedy'ego wyrażony tym jego ukochanym spacerockowym i psychodelicznym materiałem najwyższej jakości.

"Afterworld" to zbiór niezbyt długich indiepopowych piosenek z magicznymi zwrotkami, refrenami i wielobarwną misternie utkaną aurą, które owijają się wokół słuchacza niczym jak upragniony jesienną, wieczorową porą, rozgrzany koc. Wystarczy tylko jeszcze w dłoni kubek gorącego ulubionego napoju i można zacząć się zatracać przy tym albumie w marzeniach i wspomnieniach - najgłębszych, ukrytych na samym dnie serca i umysłu.

I lewitując podróżować niczym we wspomnianej „2001: Odysei kosmicznej” w krainę jutra za pomocą mapy ludzkiego przeznaczenia i drogi w nieznane…

MLWZ album na 15-lecie