Cyan - For King And Country (2021)

Artur Chachlowski, Cyan - For King And Country (2021)

To były zamierzchłe czasy, ale akurat moment wydania tej płyty pamiętam jak dziś. Tak się złożyło, że w dniu premiery albumu „For King And Country”, a było to wiosną 1993 roku, byłem akurat w siedzibie wydawcy – holenderskiej firmy SI Music i jako jeden z pierwszych miałem okazję posłuchać tego materiału skomponowanego przez – jak mi to wtedy tłumaczono – „niezwykle utalentowanego, młodego muzyka z Walii”. Od pierwszych dźwięków skojarzenia pobiegły w stronę grupy Pendragon (barwa głosu Roberta Reeda do złudzenia przypominała mi wtedy śpiew Nicka Barretta). Notabene od tej właśnie płyty rozpoczęła się moja długa znajomość z Robem, którego osobiście poznałem dopiero dwa lata później (był on już wtedy, jako muzyk, w nieco innym miejscu niż przy grupie Cyan. Wprawdzie miał już wówczas na swoim koncie drugi album ze swoim zespołem (znacznie mniej udany „Pictures From The Other Side” nagrany z zatrudnionym wokalistą Nigelem Voyle’em oraz coraz śmielej stawiającą swoje wokalne kroki Christiną (wtedy jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Murphy), z którą właśnie wtedy Reed rozpoczynał bliską współpracę, najpierw pod szyldem Trippa, a kilka lat później w grupie Magenta), ale w głowie czaiło mu się mnóstwo nowych, przeróżnych pomysłów. Wiele z nich (chociażby wspomniana Magenta) udało mu się w późniejszym czasie z powodzeniem zrealizować. Nie uwierzycie jednak, że już wtedy, w 1995 roku, gdy w stylowym pubie w walijskim Port Talbot sączyliśmy kolejne pinty lagera, Rob napomknął, że marzy mu się nagranie albumu „For King And Country” na nowo – z nieco bardziej rozbudowanymi sekcjami instrumentalnymi, orkiestracjami oraz innym wokalistą.

Rob Reed nigdy nie uważał siebie za dobrego piosenkarza, w co uwierzył tak mocno, że pozostał w tym przeświadczeniu do dziś (trudno wymienić chociaż jeden album w jego przebogatym, zarówno solowym, jak i zespołowym dorobku, na którym można usłyszeć jego głos). I do dzisiaj po głowie uporczywie chodziła mu myśl o nagraniu na nowo debiutanckiej płyty swojego pierwszego zespołu (choć pamiętajmy, że na oryginalnym wydaniu „For King And Country” Cyan był zespołem… jednoosobowym). Pomysł doczekał się swojej realizacji dopiero we wrześniu 2021 roku.

Znając oryginalny materiał nieomal na pamięć (nie ukrywam, że była to jedna z moich ulubionych płyt 1993 roku) muszę stwierdzić, że nowe światło, które Rob rzucił na debitutancki krążek Cyan spowodowało, że ta muzyka brzmi teraz o wiele dostojniej, bardziej dojrzale, nowocześniej… Ten „nowy” album jest jak powiew świeżego powietrza, piosenki są cudownie przetransponowane i wykonywane są teraz nie w pojedynkę, a przez konstelację prawdziwych gwiazd współczesnego prog rocka. Jeżeli w charakterze głównego wokalisty zatrudnia się Petera Jonesa (Camel, Tigermoth Tales), jeżeli w harmonicznym śpiewie wspomaga go wspaniała walijska piosenkarka Angharad Brinn (pamiętamy jej głos m.in. z innego projektu Reeda, Kompendium), na gitarze gra utalentowany Luke Machin (The Tangent), a na basie współpracujący z Magentą i Godsticks Dan Nelson, to jest to wystraczająca baza, na której dzięki nowym pomysłom Reeda oraz współczesnym zdobyczom techniki realizacji dźwięku można było wynieść ten materiał na o wiele wyższy poziom.

Ilość utworów na płycie jest taka sama, ale nowa wersja „For King And Country” trwa o kwadrans dłużej niż oryginał. Mamy tu zatem ponad godzinną ucztę dla progrockowych uszu, która rozpoczyna się od rozbudowanej aż do 15 minut poruszającej kompozycji „The Sorceror”. To prawdziwa muzyczna epopeja, która przechodzi przez różne sekcje, tematy i liczne solówki przeplatane cudownymi partiami wokalnymi w wykonaniu Petera Jonesa. Ten mocarny początek jest prawdziwą wizytówką albumu. Lecz to nie koniec atrakcji. Po prawdzie na płycie tej atrakcja goni atrakcję: jest tu przepięknie wykonany i radośnie słoneczny utwór „Call Me”, jest uderzający w ciepłe i czułe, tęskne tony (a przy tym obdarzony świetnym, melodyjnym refrenem) „I Defy The Sun”, jest opatrzony fantastycznym orkiestrowym trzyminutowym wstępem „Don’t Turn Away”, jest olśniewający swoim instrumentalnym blaskiem „Snowblind”, jest epicki i nieoczywisty w swojej melodyce „Man Amongst Men”, jest tajemniczy instrumental „Nightflight” wzbogacony o partię gitary flamenco i rozbudowany o sekcję dętą, jest wreszcie niesamowity finał w postaci autentycznie wzruszającej, niezwykle smutnej, lecz jakże pięknej, tytułowej piosenki z dołożoną doń na końcu kilkudziesięciosekundową partią chóru.

Nowe wersje tych utworów nabrały nowej mocy. Wszystkie zostały nagrane na nowo, prawie wszystkie zostały poszerzone o nowe sekcje i całkowicie przeprojektowane. Teraz Rob Reed przedstawia je w pełnym blasku emanującym ich pełnym, dopiero teraz w stu procentach wydobytym, potencjałem.

Czy nowa wersja „For King And Country” to tylko jednorazowe spełnienie dawnych marzeń Roberta Reeda i przedstawienie tej płyty w należnej jej muzycznej chwale czy może jest to nowy początek dla grupy Cyan, która działa teraz już w czteroosobowym składzie? Tego nie wiem. Ale współpraca geniuszu kompozytorskiego Reeda z przeogromnym talentem wokalnym Jonesa przy wsparciu bardzo dobrej pracy dwóch kompetentnych gitarzystów daje nadzieję na ciąg dalszy. Ci ludzie nie mogliby nagrać złej płyty. I gdyby w tym składzie powstał zupełnie nowy materiał, to jestem pewien, że wszyscy bylibyśmy jeszcze bardziej zachwyceni. Czy będzie nam dane tego doświadczyć? Czas pokaże.

Na koniec uwaga dla miłośników przestrzennych dźwięków. Robert Reed przygotował wersję 5.1 Surround tej płyty, którą można znaleźć na dołączonym do tego wydawnictwa dodatkowym krążku DVD.

I jeszcze jedno: współczesna wersja płyty „For King And Country” ma nową okładkę, odrobinę różniącą się od oryginału, ale jednoznacznie doń nawiązującą. Dołożenie sylwetek dwóch przypadkowych przechodniów ignorujących sprzedającego swe ordery wojennego weterana ma jeszcze mocniejszy wydźwięk niż rysunek umieszczony na okładce w 1993 roku. Od tamtego czasu wyrosło nowe pokolenie. Czyżby także w Wielkiej Brytanii ktoś zauważył, że szybko upływający czas coraz bardziej zaciera pamięć o losach ludzi, którzy przed laty z narażeniem życia walczyli o wolność swojego kraju i pokój dla swoich dzieci?...

MLWZ album na 15-lecie