Numan, Gary - Intruder

Olga Walkiewicz, Numan, Gary - Intruder

Człowiek i planeta. Odwieczna gonitwa. Problem, który drąży umysły największych myślicieli, ekologów i ludzi o otwartym sercu. Kto zwycięży w tej nierównej walce? Czy zniszczymy sami siebie, czy destrukcji ulegniemy wraz ze światem, który nas otacza? Pytania w pytaniach…

Gary Numan potrafi ukraść serce i duszę. To namiętność, która urosła u stóp wulkanu. Rozgrzewana ogniem. Chłodzona wiatrem z czterech stron świata. Powstała płyta – szalony koncept przesiąknięty psychodeliczną mgłą. Otoczony woalem mistycyzmu i emocjonalną koroną cierniową. Muzyka, która broczy niczym rana na nadgarstku. Muzyka bolesna, piękna i zjawiskowa.

„Intruder” to album zabijający wszystkie dogmaty, ograniczenia i bariery. Czasem to, co inspiruje leży w zasięgu ręki. Tutaj był to wiersz córki - „Echo”. I stało się. Bestia została uwolniona zza krat. „Intruder” to fascynująca płyta. Jest tu siła, emocja i ogień, który potrafi rozpętać prawdziwy armageddon. Zderzenie industrialnego mroku z rockową ekspresją. To prawdziwy róg obfitości pod względem formy, środków artystycznego przekazu, różnorodność nastrojów. Płyta wciąga niczym wir pełen tajemnic. Od samego początku do końca.

Album inicjuje szalony „Betrayed” - kompozycja kunsztownie osadzona melodią w koronkowej oprawie, jaką generuje sekcja rytmiczna. Emanuje spokojem i powagą, aby wybuchnąć wulkanem energii w refrenie. „The Gift” wciąga swoim orientalnym echem i niesamowitą atmosferą. Odbywa się to z niezaprzeczalnym udziałem tureckiego muzyka – Gorkema Sena, wirtuoza gry na yaybaharu. Gary Numan lubi poszukiwania, nie boi się eksperymentów. Nie zmienił jednak kierunku, który nakreślił jego muzyczne wędrówki w ostatnich latach. W pewnym sensie jest wierny ścieżce, którą sobie wytyczył i jest bardzo konsekwentny w tym co robi. „I Am Streaming” to lekkość i finezja rozkwitająca w zabójcze crescenda. Uwielbiam go właśnie takiego. Z tą nieokiełznaną dzikością na końcu zdania. Tytułowy „Intruder” wgniata w fotel niefrasobliwym podejściem do rytmiki i mrokiem. Bardzo ciekawe są tematy w ”Is This World Not Enough” i w spokojnym ”The Black Sun”. Bardzo dużo tu powagi i gniewu przetłumaczonego na język szarości i czerni. Ciężkie rytmy. Wędrówki po zakamarkach ludzkiego umysłu, wizjonerstwo przesiąknięte nostalgią.

Trzynaście utworów z kończącym płytę podniosłym „The End of Dragons – Alt”. Ta niesamowita godzina spędzona w towarzystwie Gary’ego Numana to czas pełen refleksji, niepokoju i czaru. Do takich albumów się powraca. Zostają głęboko w sercu.

MLWZ album na 15-lecie