Red Sand - The Sound Of The Seventh Bell

Olga Walkiewicz, Red Sand - The Sound Of The Seventh Bell

Każdy album Red Sand pozostawiał we mnie głęboki ślad, rysę na szkle załamującą światło rzeczywistości. Był echem i historią, która mogła opleść szarość dni swoim barwnym splotem, nadać popołudniom soczystości, a wieczorom – księżycowego powabu.

Dzwony uchylające wieko do szkatuły z tą fascynującą opowieścią, potrafią zdradzić kryjący się w niej sekret. Delikatna gitara klasyczna i wokal Steffa Dorvala układają się w bukiet brzmień, z którego wypływa niczym tęczowy motyl utwór „The Sound Of The Seventh Bell” w pierwszej swojej odsłonie. Spójność, z jaką wchodzą ze sobą w plastyczną symbiozę poszczególne instrumenty jest zadziwiająca. Gitarowy temat przenika rytm generowany przez perkusję i bas. Simon Caron jest mistrzem rozsiewającym nasiona emocji i prawdziwego piękna. Instrumentalny temat „Reichenbach” to kolejny przystanek na drodze zbudowanej z aksamitnych brzmień. Fantastyczna gitara roztapiająca spokój. Jak błysk na szczycie dalekiego wulkanu, który drzemie przed wybuchem. „Insatiable” to lekka i przebojowa kompozycja ukryta w barwnym dialogu pomiędzy głosem Steffa, a klimatycznym szaleństwem Simona. Perry Angelillo układa misterną mozaikę z rytmu. To on tworzy zwartą podstawę na której opiera się melodia. Dużo tu gitary klasycznej, jak chociażby w balladowym utworze „Breathing” czy już wspomnianym „Reichenbach”.

„The Sound Of The Seventh Bell Part 2” rozpoczyna się wstępem fortepianowym, na który nakłada się syntezatorowy ornament. To cudowna kawalkada harmonii, prowadząca przez instrumentalną dolinę pełną słońca. Trzecia część tej kompozycji to prawdziwy muzyczny brylant kończący się szumem rzeki i dźwiękami dzwonów. Jest rodzajem przedłużenia drugiej części – witrażem z kolorowych kawałków szkła i refleksów świetlnych. Simon Caron lubi bajkowe zakończenia.

Ale to jeszcze nie koniec płyty. Teraz czas na dwudziestominutowy „Cracked Road”. To ogród rozmaitości, którego brama została wzniesiona z kosmicznego pyłu. Cudowny początek kojarzy się z krajobrazem z innej planety. Floydowa gitara epicko drżąca w powietrzu. Powiew świeżości. Jest tu wiele wątków, które jak myśli przenikają się wzajemnie i pieszczą ucho lekkością i finezją. Orientalizujące gitarowe pasaże budują niesamowitą aurę. Środkowa część utworu jest zabarwiona wokalem. Dużo tu się dzieje: koronkowa gitara i powrót do fortepianu, który zostaje przerwany szaloną perkusyjną kawalkadą Perry’ego. Ta kompozycja to istny kameleon, który co chwila zmienia wzory i barwy. Może właśnie tak ma być, że to co najlepsze jest zawsze na końcu?

Jest jeszcze track bonusowy - „You Can Feel It”- taka wisienka na torcie... Zgrabny dodatek do wspaniałej całości. Zespół Red Sand na płycie „The Sound Of The Seventh Bell” po raz kolejny pokazał swój potencjał i ogromną formę. To prawdziwa przyjemność obcować z taką muzyką. Odkrywać ją, oddawać się bez reszty. Karmić duszę tym, co najpiękniejsze.

MLWZ album na 15-lecie