Discipline - Unfolded Like Staircase (2022 remix)

Przemysław Stochmal, Discipline - Unfolded Like Staircase (2022 remix)

Choć szczęśliwie wydawnictwo to jest już namacalnie dostępne, na jego okładce widnieje data 2022. Publikacja ta bowiem uświetnia przyszłoroczny imponujący jubileusz wydania albumu „Unfolded Like Staircase”. Mija już niemal dwadzieścia pięć lat, od kiedy pochodząca z Detroit formacja Discipline zaprezentowała światu dzieło doprawdy wyśmienite, fascynujące i do dziś mogące imponować sympatykom dokonań nie tylko wszelakich realizatorów progrockowej spuścizny, ale i gatunkowych prekursorów sprzed pół wieku.

Discipline nie należy do grona progresywnych formacji ostatnich trzech dekad, których nazwy wymieniałoby się w pierwszej kolejności jako nowoczesnych tytanów gatunku. Z pewnością nie bez wpływu na to pozostaje fakt, że zespołu nigdy nie cechowała troska o regularność wydawniczą, właściwa wielu jego rówieśnikom debiutującym jak Discipline w latach 90. Niemniej album, którego piękną reedycję otrzymujemy po ćwierćwieczu od premiery, śmiało uznać można, by nie rzec – trzeba i wypada, za najściślejszą czołówkę płyt spod znaku gatunku bardzo umownie etykietowanego rockiem neoprogresywnym. To album właściwie już tak bardzo klasyczny, tak bardzo kanoniczny, mimo że w dużej mierze polega na świadomym egzekwowaniu artystycznej optyki poprzedników z prekursorskiego pokolenia. Bo, jak donosi treść książeczki załączonej do płyty, specjalne podziękowania posłał lider Discipline Matthew Parmenter przy okazji jej premiery w kierunku Jana Erika Liljeströma z Anekdoten, który wprowadził go w świat muzyki Van Der Graaf Generator i Petera Hammilla. Owo fascynujące muzyczne uniwersum odcisnęło piętno na pielęgnowanej odtąd latami estetyce dokonań Discipline i Parmentera solo, a przede wszystkim wpłynęło na tak imponujący kształt „Unfolded Like Staircase” – dzieła, w którym granica pomiędzy muzyką rockową a poezją śpiewaną czy wręcz piosenką aktorską niewiarygodnie zaciera się, co wręcz sprawia, że wszelkie systematyzowanie tej sztuki nie ma sensu.

Wydaje się, że drugi album w dorobku Discipline to dzieło tyleż wybitne, co niestety elitarne. Kto wie, być może sytuacja ta nieco odmieni się teraz, gdy pozycja ponownie znalazła się na progresywnej wokandzie. Po pierwsze dlatego, że album po raz pierwszy w historii ukazał się w różnych formatach, również takich, które ucieszą wciąż rosnące rzesze sympatyków muzyki z czarnej płyty. Po drugie zaś, jego rewitalizacją zajęła się doprawdy wielka persona rocka progresywnego z tamtej strony Atlantyku. Terry Brown, bo o nim mowa, to człowiek odpowiedzialny za produkcję wszystkich albumów Rush od „Fly By Night” do „Signals” czy najważniejszych płyt w dorobku Fates Warning, jak również za… głos postaci hipnotyzera odzywający się tu i ówdzie na albumie „Scenes From A Memory” Dream Theater. W obliczu obcowania z dziełem tak pełnym wszelakich fonicznych zakamarków i dynamicznych niespodzianek, pokusy władającego po latach stołem mikserskim musiały być niezliczone. I choć osobiście zawiodłem się na wielu „wskrzeszeniach” progresywnej klasyki, z Genesis na czele, o tyle Brownowi należy oddać, że doprawdy niewiele akcentów postanowił wyraźnie przemodelować w stosunku do oryginału. Bardziej obeznane z materiałem ucho jest w stanie wytknąć remixerowi naprędce parę grzeszków, jednak generalnie decyzje Browna wydają się trafne, zwłaszcza że to, co dla Discipline stanowiło rozpoznawalne właściwości, ze spajającymi harmoniami hammondowymi na czele, jest takie, jakie można by sobie rzeczywiście życzyć.

Dla jednych reedycja „Unfolded Like Staircase” będzie okazją do pierwszego kontaktu z tym wyjątkowym albumem, inni zachwycą się przede wszystkim nowym miksem dobrze znanych dźwięków, jeszcze innych ucieszy możliwość odegrania tej muzyki wprost z gramofonu. Radość z rocznicowego opublikowania takiego jak ten albumu ma jednak jeszcze pewien uniwersalny wymiar – pozwala ono bowiem tak drogocenną perłę ocalić od rzeczywistego zapomnienia.

MLWZ album na 15-lecie