Sieges Even - Playgrounds

Artur Chachlowski,

ImageKariera grupy Sieges Even nabrała tempa, gdy przed kilkoma laty podpisała ona kontrakt płytowy z wytwórnią InsideOut Records. Nakładem tej firmy ukazały się dwie najnowsze płyty tego zespołu „The Art Of Navigating By The Stars” (2005) i “Paramount” (2007). Zebrały one mnóstwo pochlebnych recenzji, a co ważne, te pozytywne głosy dobiegały zarówno ze strony krytyków, jak i słuchaczy. Nowa część fanów zespołu, która usłyszała o nim po raz pierwszy za sprawą wydawnictw InsideOut, ze zdumieniem odkryła, że Sieges Even wcześniej też nagrywał  swoje płyty, bowiem swoje pierwsze kroki grupa stawiała już blisko ćwierć wieku temu. Na wcześniejszych albumach zespół jednak mocno eksperymentował. Grał zdecydowanie cięższą muzykę i dopiero kontrakt z InsideOut „uładził” nieco oblicze zespołu, dopasowując je do wymogów współczesnego art rocka.

Płyta „Playgrounds” jest zbiorem utworów Sieges Even wykonanych na żywo i pochodzących z różnych koncertów. Jest mieszaniną nowego (w większości) i starszego (w mniejszości) repertuaru zespołu. Nagrania najwyraźniej pochodzą z ubiegłorocznej trasy, gdyż spośród dziesięciu utworów stanowiących program tego albumu aż połowa znalazła się pierwotnie na płycie „Paramount”. Ze starszych rzeczy zespół przypomniał jedynie utwory „These Empty Places” i „The Waking Hours”. Oba zaanonsowane przez wokalistę Arno Mensesa jako „klasyki” zespołu i bardzo ciepło przyjęte przez publiczność. W ogóle na płycie „Playgrounds” wyraźnie słychać, że na koncertach Sieges Even panuje wspaniała atmosfera. Zadziwia też łatwość, z jaką lider zespołu zjednuje sobie sympatię zgromadzonych widzów. Menses posiada dobry kontakt z publicznością, co niewątpliwie świadczy o tym, że jest on osobowością sceniczną obdarzoną sporą charyzmą. Nie wiem jednak, czy to przypadkiem nie kwestia nieudolnego miksu, ale gdy kilkakrotnie zaprasza on widzów, by zaśpiewali razem z nim refreny poszczególnych utworów, to reakcja publiki jest raczej rachityczna.

Ta płyta jest rodzajem dokumentu. To kadr zatrzymany w czasie podsumowujący kilkuletnią współpracę zespołu z wytwórnią InsideOut. Koncertowe wykonania nie różnią się bardzo od swoich studyjnych pierwowzorów. To pewien minus tego wydawnictwa. Ale zespół pokazuje, że tworzą go sprawni muzycy (oprócz Mensesa w Sieges Even grają bracia Oliver i Alex Holzwarthowie oraz gitarzysta Markus Steffen), ale raczej bliżej im do kategorii „dobrzy rzemieślnicy” niż „wirtuozi”. Potrafią nieźle grać, lecz spoglądając na twórczość zespołu z punktu widzenia dużego obrazu trochę się dziwię, że Sieges Even posiada ostatnio aż tak dobrą prasę. Na pewno grupie nie sposób odmówić biegłości w tym, co robi i prawdziwego profesjonalizmu scenicznego, ale trochę się dziwię, o co tyle hałasu i zamieszania z okrzykiwaniem tej niemieckiej formacji „rewelacją ostatnich lat” czy „nadzieją progresywnego rocka”. Zespół Sieges Even gra wprawdzie rzetelną, melodyjną (art) rockową muzykę, lecz prócz wyróżniającego się wokalu jako całość nie robi na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, ani, jak mi się wydaje, nie wznosi się na jakieś nie wiadomo jakie wyżyny wykonawcze.

Nie znaczy to wcale, że nie warto sięgnąć po tę płytę. Powinni się z nią zapoznać szczególnie ci słuchacze, którym umknęły dotychczasowe albumy zespołu. Niniejszy krążek stanowi niesłyszaną w długiej karierze zespołu kolekcję nagrań z oklaskami i jest przeglądem materiału (głównie) z ostatnich płyt. Jest więc niezłym wstępem do zapoznania się z twórczością Sieges Even dla początkujących adeptów twórczości zespołu. I chyba w tym tkwi największy atut tego wydawnictwa.

Na koniec muszę wsadzić jeszcze jedną „szpilę”: gdybym sam miał wybierać koncertowy repertuar tego zespołu, to program krążka „Playgrounds” byłby w dużej mierze inny niż w rzeczywistości. Przede wszystkim zdecydowanie brakuje mi na nim najstarszego materiału zespołu, a także utworów „Blue Wide Open”, „Styx”, „Bridge To The Divine” i „Mounting Castles In The Blood Red Sky” (choć rozumiem, że tego ostatniego trudno byłoby grupie odtworzyć w koncertowych warunkach, gdyż zasadniczą jego część stanowi słynna mowa Martina Luthera Kinga rozpoczynająca się od słów „I have a dream...”) z ostatnich płyt. Wydaje się, że dopiero wtedy muzyczny obraz Sieges Even byłby pełny i mógłby być uznany za reprezentatywną wizytówkę dokonań zespołu.                                                

MLWZ album na 15-lecie