D Project

Dim Gray - Firmament

Artur Chachlowski, Dim Gray - Firmament

Grupę Dim Grey tworzą: gitarzysta Håkon Høiberg, wokalista i klawiszowiec Oskar Holldorff oraz perkusista Tom Ian Klungland. Pochodzą z różnych części Norwegii, z różnych i różniących się od siebie miejsc, zarówno muzycznie, jak i geograficznie. W cudowny sposób przed 10 laty połączył ich los. Wszyscy przybyli do Oslo, by w stolicy rozpocząć studia. Odnaleźli się nawzajem i pomiędzy trzema młodymi muzykami powstała swoista więź muzyki i przyjaźni. Chociaż ich muzyczne zainteresowania były również odległe od siebie jak miejsca, z których pochodzą - black metal, blues, folk, muzyka filmowa – to właśnie taki konglomerat ich muzycznych korzeni zrodził muzykę zjawiskowo piękną, która we wspaniały sposób wypełniła ich wydany dwa lata temu debiutancki album zatytułowany „Flown” .

Muzycznego trzęsienia ziemi nie było, ale krążkiem tym tu i ówdzie zwrócili na siebie uwagę. Także i w Małym Leksykonie – swego czasu w naszej audycji zagraliśmy kilka utworów z tego wydawnictwa, które wydało się nam na tyle ciekawe, że koniecznie chcieliśmy przedstawić je naszym Słuchaczom i Czytelnikom w szerszym wymiarze. Miała być recenzja. Ale… nie powstała. Dlatego też teraz, gdy tylko norweskie trio rozpoczęło promocję swojego nowego, planowanego do wydania na początku września, krążka „Firmament”, nie zwlekamy ani chwili, tylko czym prędzej donosimy o wydarzeniu, na które powinni się przygotować wszyscy zwolennicy melancholijnej, lirycznej i uduchowionej odmiany skandynawskiego rocka.

Wspomniałem, że swoją muzyką szybko zwrócili na siebie uwagę. W maju supportowali grupę Marillion na sztokholmskim Marillion Weekend, a niedawno grupą Dim Gray zainteresowali się m.in. muzycy brytyjskiej grupy Big Big Train. Po pierwsze zaoferowali Norwegom płytowy kontrakt („Firmament” ukazuje się nakładem wytwórni English Electric Recordings), po drugie zaprosili ich jako support na rozpoczynające się za kilka dni pierwsze po śmierci Davida Longdona tournée, a po trzecie, grający na instrumentach klawiszowych Oskar Holldorff dołączy na tej trasie do koncertowego składu Big Big Train.

„Firmament” to album, który składa się z dwunastu zwartych, klimatycznych i opartych na wpadających w ucho melodiach utworów. To płyta pełna życia i niezwykłej muzycznej kolorystyki, zapewniająca wciągającą i chwilami mocno zaskakującą podróż, wiodącą drogą od nasyconego smyczkami kameralnego popu, przez sugestywny indie-folk i bujną elektronikę, aż po wysublimowany art rock. Ta ambitna artystyczna wypowiedź norweskiego zespołu z pewnością spodoba się muzycznie fanom takich artystów, jak Radiohead, Sigur Rós, Steven Wilson, Agnes Obel, Owen Pallett, Susanne Sundfør czy też – ze względu na swoją, podkreślam to po raz kolejny, melodykę – grupa Tears For Fears. Stylistycznie album eksploruje obszary pełne melancholii, które tak udanie zostały zdefiniowane na albumie „Flown”, i w warstwie lirycznej opowiada o słabościach współczesnego świata, przeciwstawia romantyczne wyobrażenia o prostszych i w sumie lepszych czasach, uprzedzeniom i brakowi logiki dzisiejszej często bardzo smutnej rzeczywistości. W tekstach często pojawia się tęsknota za tym, co już odeszło, wszechobecne są wspomnienia z dzieciństwa i wiara w pozornie bajkowe wątki pełne dziwnych stworów, gnomów i trolli.

I choć ambitny pomysł na swoją muzykę norwescy muzycy wcielają w życie w sposób konsekwentny i godny podziwu, to muszę przyznać, że po wielokrotnym wsłuchaniu się w materiał wypełniający nową płytę, mam pewne poczucie niedosytu. Dla mnie to niestety stopień niżej niźli „Flown”. Być może poprzednim albumem poprzeczka została podniesiona zbyt wysoko, bądź też nowa płyta to rzecz po prostu nieco słabsza od swojej poprzedniczki. Niemniej nie chciałbym tutaj pozostawić wrażenia, że „Firmament” to jakaś artystyczna klapa. Nie. Dim Gray nadal oferuje melodycznie piękne, ciche i intymne muzyczne chwile, zrównoważone efektownymi kolorowymi pejzażami dźwiękowymi z imponującymi zwrotami akcji. Wszystko to ubrane jest w skondensowany i zwarty format. Dość powiedzieć, że praktycznie wszystkie utwory na nowym krążku trwają nie dłużej niż 3-4 minuty. Ale do budowania tej nostalgiczno-melancholijnej aury nie trzeba wcale dłuższych i bardziej rozbudowanych form.

Weźmy chociażby otwierające to wydawnictwo nagranie „Mare”. To prawdziwa melancholijna perełka w sposób przejrzysty informująca słuchacza czego można spodziewać się na tym albumie w jego dalszych fragmentach, znajdujących swój upust w finałowym tyleż klimatycznie wyciszonym, co przejmującym temacie „Meridian”, który mówi o świecie podzielonym na pół. Zwróćmy uwagę na delikatność aranżacji i chwytliwość refrenów, chociażby w „Cannons”, „Iron Henry” i „Abalus | In Time”. Tytułowy „Firmament” to kolejny wyróżniających się fragmentów tego wydawnictwa. Ilekroć go słucham, nie mogę wyjść z podziwu względem wielkości ładunku emocji nagromadzonych w tej kompozycji. Warto też poświęcić chwilę na niezwykle przyjemny dla uszu odbiorcy utwór „Long Ago” czy też singlowe nagrania „Avalon | The Tide” (mityczna wyspa Avalon z legend arturiańskich wydaje się tu trafioną w punkt metaforą osiągnięcia niemożliwego celu) i „Ashes”. Oba zaliczam do najlepszych momentów tego albumu, gdyż od początku do końca zachwycają swoją nieoczywistością, a ten drugi zaskakuje wręcz swą elektroniczną aranżacją. Oskar Holldorff, wyjaśnia to tak: „Chcieliśmy nieco przesunąć granicę i zobaczyć, jak daleko możemy posunąć się w pewnym kierunku, ale nadal być sobą. W opozycji do elektroniki w piosence tej znajdują się partie klasycznych skrzypiec wykonywane przez Hannę Nicoline Krohn Moland”. Osobiście zwróciłbym jeszcze uwagę na wspaniałe perkusyjne figury w tym właśnie utworze, które przypominają mi trochę „Red Rain” Petera Gabriela. Posłuchajcie uważnie. Coś na pewno w tym jest.

No cóż, koniecznie spróbujcie i sami przekonajcie się czy zespół Dim Gray i jego tegoroczna płyta to Wasza ulubiona muzyczna półka. Jeżeli znacie pierwszą płytę, nie zniechęcajcie się, tylko dajcie albumowi „Firmament” kolejną szansę. Natomiast jeżeli nie słyszeliście jeszcze debiutanckiego krążka, a czujecie się „Fimamentem” choć troszeczkę zaintrygowani, to po wysłuchaniu porcji nowej muzyki Dim Gray koniecznie sięgnijcie po poprzednią muzyczną produkcję tego norweskiego zespołu. Rozczarowania nie będzie.

MLWZ album na 15-lecie