Hats Off Gentlemen It's Adequate – The Confidence Trick

Tomasz Dudkowski, Hats Off Gentlemen It's Adequate – The Confidence Trick

Przyznaję, że czasami o tym, że dana płyta trafi do mojego odtwarzacza decyduje jakiś impuls. Wyłapanie wśród dziesiątek czy nawet setek przewijających się przez sieć propozycji czegoś interesującego bywa niezwykle trudne, tym bardziej jeśli nazwy wykonawców niewiele mi mówią. Aż strach pomyśleć ile ciekawych wydawnictw przechodzi gdzieś niezauważonych. Zapewne niejednego fana muzyki dręczą podobne myśli. Tym bardziej cieszę się, że w przypadku tego albumu zdecydowałem się zaufać instynktowi i zapoznać się z jego zawartością. Co o tym zadecydowało? Na pewno niecodzienna nazwa plus intrygująca okładka.

Hats Off Gentlemen It’s Adequate to duet, który stanowi dwójka przyjaciół z dzieciństwa – Malcolm Galloway (wokal, gitara, instrumenty klawiszowe, programowanie) i Mark Gatland (bas, gitary, instrumenty klawiszowe, Chapman Stick, chórki). W nagraniach uczestniczy także Kathlyn Thomas (flet, chórki), prywatnie żona Malcolma. Do tej pory twórczość Anglików jakoś nie zwróciła uwagi w naszym kraju, a opisywana płyta jest już szóstą w ich dorobku. Dyskografia grupy obejmuje następujące długogrające pozycje: „Invisible” (2012), „When The Kill Code Fails” (2015), „Broken But Still Standing” (2017), „Out Of Mind” (2018), “Nostalgia For Infinity” (2020) i “The Confidence Trick” (2022). Uzupełnia ją też kilka minialbumów. Zespół jest też aktywny koncertowo i ma na swoim koncie występy na wielu festiwalach w Wielkiej Brytanii.

Wydany 29 lipca album trwa dość długo, bo 68 minut i został podzielony na 13 ścieżek, z czego 8 to propozycje z tekstem, natomiast 5 to utwory instrumentalne. Rozpoczyna się od singlowego, mogącego kojarzyć się z ostatnimi dokonaniami grupy Galahad, nagrania „Silence Is A Statement”, napędzanego pracą programowanej perkusji, intensywnym basem i użytej z dużym smakiem elektroniki oraz wtopionych w nią dźwięków gitary i fortepianu. A wszystko to spaja swoim głosem Galloway. Od razu zaznaczę, że jego wokal jest bardzo silnym punktem wydawnictwa. Malcolm śpiewa niezwykle melodyjnie, a barwę jego głosu mógłbym określić jako mieszankę Bryana Ferry’ego i Petera Hammilla z Timem Bownessem, choć zapewne skojarzeń może być więcej. Zgodnie z tytułem, w tekście poruszony jest temat milczenia jako cichego przyzwolenia na dokonywanie rzeczy złych. Brak sprzeciwu oznacza akceptację:

“When we say nothing - we speak

When we say nothing - silence is a statement

 

Nothing isn’t neutral

Quiet is compliance

When convenience prioritised

Silence is a statement

 

Silence isn’t neutral

When silence covers violence

Bitten tongues condemn us

And silence is a statement

 

Quiet isn’t neutral

Quiet is compliance

Silence is a statement”.

W “Back When I Started” po raz pierwszy możemy usłyszeć grającą na flecie Kathlyn Thomas, wspomagającą także męża wokalnie w refrenie. Jej partia w drugiej części utworu wprowadza niesamowity klimat rodem z nagrań Jethro Tull czy Camel. W tekście bohater ma wehikuł czasu, ale za każdym razem, gdy próbuje coś naprawić w swojej historii, przypadkowo pogarsza sytuację. Przesłanie jest takie, że nie potrzebujemy maszyny do podróży w czasie, gdyż mimo zdawania sobie sprawy z popełniania błędów wciąż je powtarzamy:

“And when I find myself

I find myself back where I started

I let the same mistakes make me again

Come from another place

Another chance to write the story

And every redrawn path leads back to the start”.

Flet obecny jest także w kolejnym nagraniu, „End Of The Line”. Jest to jeden z najpiękniejszych fragmentów płyty. Subtelne klawiszowe orkiestracje, motyw grany na fortepianie oraz gitara, która początkowo przewija się gdzieś w tle, by w drugiej części uraczyć nas cudowną grą w tandemie z fletem. Warstwa liryczna opowiada o społeczeństwach, które rozwinęły się tak, że nie można zadawać już pytań o ich istnienie, gdyż grozi to unicestwieniem, bo te pewne swojej historycznie jedynie słusznej prawdy wymordowały się nawzajem.

Nastrój ulega zmianie wraz z pojawieniem się pierwszej instrumentalnej kompozycji, przesyconej elektroniką i ambientowym klimatem, „Perky Pat”. Zainspirowana została powieścią Philipa K. Dicka i odnosi się do lalki o efektownym, ale fikcyjnym stylu życia, używanej do odwracania uwagi od rzeczywistości. Dick, a konkretnie powieść „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”, był też inspiracją do powstania kolejnego utworu, „World War Terminus”, który mówi o kolejnej „wojnie, która miała zakończyć wszystkie wojny”. W końcu jedna ze stron użyła broni, która wybiła większość zwierząt i spowodowała uszkodzenia mózgu. Wykasowała wszelkie zapisy tego, co wydarzyło się przed wojną, zatem nikt już nie wie o co walczyli. Tu śpiew jest bardziej agresywny i jednocześnie nieco aktorski. Ponownie rządzi programowana perkusja wybijająca skomplikowany rytm, będący tłem dla gitar (elektrycznej i slide, na której gra Gatland). Pod koniec słyszymy także krótką partię pianina elektrycznego, która wprowadza lekki jazzowy klimat.

Po tym energicznym numerze przychodzi chwila wytchnienia za sprawą kolejnego nagrania instrumentalnego zatytułowanego, nomen omen, „Pretending To Breathe”. To kolejny elektroniczny fragment z pulsującym basem i ciekawym rytmem.

Drugą część płyty rozpoczyna spokojna kompozycja „Another Plague”, w której na uwagę zasługują piękne klawiszowe pasaże oraz bardziej dynamiczne solo na gitarze i delikatniejsze, zagrane na syntezatorze. Tematem utworu jest odhumanizowanie tych, których uznajemy za „innych”. Choć to tylko pretekst do stworzenia treści odnoszących się do doświadczeń zawodowych Gallowaya (jest neuropatologiem oraz wykładowcą akademickim). Oddajmy mu zatem glos:

Bohaterem piosenki jest patolog, badający nową chorobę, która sprawia, że ludzie „znikają” (nie rozpoznajemy ich twarzy). Najpierw dotyka najbardziej zmarginalizowane grupy, a następnie rozprzestrzenia się, aż w końcu żadna twarz nie jest rozpoznawana. W tej historii patolog stwierdza, że problemem nie jest infekcja, która bezpośrednio wpływa na twarze ludzi, ale uszkodzenie zakrętu wrzecionowatego, części układu wzrokowego na spodzie mózgu, która jest ważna dla rozpoznawania wizualnego…

“The first faceless body

The tidemark on the shore

An anonymous hand clutches a toy

 

Another faceless body

Under the cold flat light

The chalk cliff reflector, unveils the night

 

Another plague, another threat dividing

Unrecognised, unmade

 

Another plague, invasion of the faceless

The influx of the nameless

Landing at the shore

Another plague

Vectors cross the border

The panic spreads, on a plague siege island”.

I tak dochodzimy do najdłuższej ścieżki na albumie, którą stanowi ponad dziesięciominutowe instrumentalne nagranie „Refuge”. Tu zdecydowanie na pierwszy plan wysuwa się fortepian grający najpierw spokojne nuty (na tle orkiestracji i schowanego z tyłu fletu), by za chwilę przenieść nas w rejony muzyki awangardowej czy też klasycznej. Dopiero w finale słyszymy perkusję, bas i gitarę. Ten popis klawiszowych umiejętności Gallowaya, z wieloma zmianami nastroju, jest hołdem dla jego prababki, Broni Krom, która w trakcie swojego życia na początku XX wieku była wielokrotnie zmuszona do ucieczki. Najpierw z Kowna do Moskwy, a następnie do Paryża, z którego w trakcie II wojny światowej musiała uciekać ukrywając się w Pirenejach…

Po tej sporej dawce emocji zaklętej w instrumentalnej opowieści przychodzi pora na kolejny utwór bez słów. Tym razem otrzymujemy bardziej skondensowaną, czterominutową kompozycję „Interlude” z wyrazistym basem, dynamiczną perkusją, solowymi popisami na gitarze i syntezatorze.

W ten sposób docieramy do nagrania tytułowego. To kolejny mocny punkt wydawnictwa, w którym Gilmourowskie gitary łączą się z klawiszowym podkładem. Znajduje się też tu miejsce na syntezatorowe pejzaże niczym u naszego Ryszarda Kramarskiego. Do tego dochodzi głos Malcolma, który w tekście skupia się na zbytniej pewności siebie, która może być zgubna, jeśli nie jest poparta kompetencjami: Świat wielokrotnie był doprowadzany do dewastacji przez tych, którzy są nadmiernie pewni nieuchronności własnego zwycięstwa.

 

“Deep inside there’s a flaw

That draws us towards the worst in us

The worst of us

 

It amplifies the certain

The confident and cruel

While the quiet and the grown up are ignored

 

We’re quick to fall for

The confidence trick

To fool ourselves

To let ourselves be used

We’ve fallen once again

For the confidence trick

And we never learn

We never learn

 

We’re so quick, to lose ourselves to the confidence trick

We want to believe

We’re happy to be deceived

We sell ourselves for nothing

To the oldest trick

The confident incompetent

Narcissistic slaughter-men rise”.

Po “The Confidence Trick” przychodzi czas na, ostatni już, utwór instrumentalny. „Lava Lamprey” to naznaczona wpływem jazzu kompozycja będąca niekontrolowaną jazdą po koszmarnym wesołym miasteczku. Jednocześnie jest pomostem pomiędzy kompozycją tytułową, która mówi o przejmowaniu władzy przez dyktatorów, a przedostatnią ścieżką zatytułowaną „All Empires Fall”, która porusza temat upadku każdego, nawet najbardziej pozornie nietykalnego przywódcy. To jeszcze jeden bardziej dynamiczny utwór, w którym Galloway w zwrotkach bardziej deklamuje tekst niż śpiewa, natomiast w refrenie głosy jego i Kathlyn Thomas zostały przetworzone, co ponownie nasuwa mi skojarzenie z dokonaniami Galahad, czy też bardziej z ich alter-ego, czyli Galahad Electric Company.

Na koniec otrzymujemy jeszcze akustyczną (tylko fortepian i głos) miniaturkę „Cygnus”. W tym nieco ponad minutowym nagraniu Malcolm oddaje hołd wszystkim pracownikom służby zdrowia, opieki społecznej i innym pracownikom pierwszej linii, którzy stracili życie, opiekując się innymi podczas pandemii COVID.

Cygnus był kryptonimem ćwiczenia gotowości na wypadek pandemii wirusowej w Wielkiej Brytanii w 2016 roku. Słowo „cygnus” (łac. łabędź), było używane jako odniesienie do fikcyjnej ptasiej grypy przenoszonej przez łabędzie. Raport z tych ćwiczeń przedstawiał kilka ważnych obszarów wymagających poprawy w ramach przygotowań do przyszłej pandemii, w tym nieodpowiednie gromadzenie środków ochrony osobistej w celu ochrony pracowników służby zdrowia i opieki społecznej przed zarażeniem się chorobą. Operacja Cygnus uwypukliła niedociągnięcia w przygotowaniach, ale dopiero z perspektywy czasu, kiedy hipotetyczna utrata życia w walce z wirusem przełożyła się na utratę tak wielu realnych, kochanych ludzi, zaczęto wdrażać w życie wyniki tych ćwiczeń.

“No-one could have guessed, except they did

Wargame Cygnus brought to life, the gaps between the shrinking systems

No-one listened when you tried to speak

Preparations overpriced when death confined to abstract numbers

 

We stripped the armour from our heroes, the stockpile cost too much

We sent them to fight

Armed with applause

And it wasn’t enough”.

Panowie Galloway i Gartner z pomocą pani Thomas stworzyli niezwykle interesującą muzyczną opowieść prezentując mieszankę rocka progresywnego z alternatywą, elementami muzyki klasycznej, jazzowej i elektronicznej, łącząc wszystko w bardzo interesujący zbiór. Początkowo album wydaje się zbyt długi, ale po kilku przesłuchaniach zdajemy sobie sprawę, że wszystko jest tu na swoim miejscu i jakakolwiek zmiana burzyłaby przekaz. Całość spaja śpiew pierwszego z wymienionych muzyków oraz jego teksty, w których porusza tematy naukowe, historyczne, psychologiczne i filozoficzne. Ponadto jest on autorem intrygującej okładki, a wraz z Gatlandem szaty graficznej niezwykle barwnej książeczki. Wracając do zawartości muzycznej, brak żywej perkusji może być pewnym mankamentem, ale zapewniam, że sposób w jaki zespół przygotował podkłady perkusyjne powoduje, że brak prawdziwego pałkarza nie jest zbyt mocno odczuwalny.

Grupa kontynuuje ścieżkę obraną na wcześniejszych płytach, eksplorując znane sobie muzyczne terytoria, jednak robi to z takim wdziękiem i z takim wykonawczo-produkcyjnym kunsztem, że obcowanie z każdym z ich dokonań (wszystkie albumy są dostępne w streamingu) przynosi słuchaczowi dużą dawkę fascynujących muzycznych doznań. Nie inaczej jest też z „The Confidence Trick”. Parafrazując nazwę zespołu: „Czapki z głów, to jak najbardziej wskazane!”.

Płyta została wydana przez należącą do grupy wytwórnię Glass Castle Recordings i można zamawiać ją zarówno w wersji cyfrowej, jak i na płycie kompaktowej, na stronie hatsoffgentlemen.bandcamp.com

MLWZ album na 15-lecie