Nothing In Writing - New Lives For Rent

Maciej Niemczak, Nothing In Writing - New Lives For Rent

Taka sytuacja... Tacoma, stan Waszyngton. Siedzi sobie gość (tak się złożyło, że muzyk) w wygodnym fotelu ze słuchawkami na uszach, pije drinka i rozmyśla: "Zadawałeś sobie kiedyś pytanie, co by było, gdybyś mógł żyć nowym życiem?". Była późna pora i kolejno zaczęli go nachodzić znamienici goście. Jako pierwszy pojawił się Mariusz Duda i rzekł - ''Twój powrót jest możliwy. Jeśli masz wątpliwości, proszę posłuchaj tego...''. I wręczył mu płytę ''Wasteland''. Niebawem w drzwiach ujrzał Stevena Wilsona z całą kolekcją wydawnictw Jeżozwierzy. ''Zwróć uwagę na moje aranżacje''. Jakież było jego zdziwienie, gdy po chwili zobaczył Steve'a Lukathera i Neala Schona. Dwugłosem powiedzieli - ''Niech nasze gitary natchną cię w poszukiwaniu nowego brzmienia''. Jakby tego było mało, to na koniec zjawili się William H Jenkins (Enchant) i Roland Orzabal: ''W twoim dotychczasowym muzycznym życiu było dużo metalowej ekspresji, spróbuj teraz nieco bardziej pastelowych dźwięków''.

Czy przedstawiona sytuacja miała miejsce naprawdę? Tego nie wiem, ale faktem jest, że Sean Thompson (bo to ten gość z wygodnego fotela) dobrał sobie perkusistę Dana Blacksona i pod egidą Nothing In Writing nagrał album ''New Lives For Rent'', który opowiada po prostu o życiu. Ogólne przesłanie jest takie, że nie możemy przeżyć naszego życia marząc o czym, co moglibyśmy mieć, niezależnie od tego, czy byłoby to urodzenie się gdzie indziej, czy może gdybyśmy podejmowali różne decyzje w różnych momentach. Nie, musimy żyć takim życiem, jakie mamy tu i teraz. To jedyny sposób na znalezienie szczęścia.

Wymienieni przeze mnie we wstępie artyści nie pojawili się przypadkowo, bowiem duet Nothing In Writing przyznaje się do inspiracji zaczerpniętych z ich twórczości. A sam Sean Thompson to też żaden debiutant. Wnikliwi znawcy metalu znają go zapewne z zespołu Odd Logic, którego jest główną postacią. ''New Lives For Rent'', od razu zaznaczę, nie jest jednak płytą progmetalową - to koncepcyjny album, na którym, a i owszem, nie brakuje potężnych riffów, ale dominuje na nim melodyjny rock. Dużą rolę w poszczególnych utworach odgrywają świetne klawisze i wyrazista sekcja rytmiczna. To album pełen fantastycznych wokalnych chwytów napędzanych znakomitym głosem Seana, jak również jego wręcz uzależniających solówek gitarowych. Znajdziemy tu nagrania dynamiczne, pełne ożywczej energii, ale i uspokajające duszę ballady. Plus jeden niesamowity utwór instrumentalny ''Alien Sky Limits'' - mój ulubiony na tym krążku.

Być może ten album nie jest niczym wymyślnym ani odkrywczym, ale to akurat nie wada. Sean i Dan, mimo tak różnorodnych inspiracji, nie przekombinowali z eklektycznością materiału. Tej płyty słucha się naprawdę dobrze, gładko przechodząc z utworu na utwór, poczynając od pierwszego, a na ostatnim kończąc. W otwierającym nagraniu ''New Life'', po bardzo spokojnym pierwszym fragmencie, za pomocą mocnych bębnów i basu, jak również ostrej gitary Nothing In Writing uderza potężnym ładunkiem energii, po czym następuje niesamowity refren a'la Tears For Fears, a później liryczna solówka. Świetny początek!!! Następne dwa utwory - „Roads Below” i „The Getaway” - to przede wszystkim wyrazista gitara, przypominająca nieco Journey, zwłaszcza w tym drugim nagraniu. Numery 4 i 5 to piękna ballada ''Virtual Fall'' (trochę w stylu Toto) i trochę Wilsonowski ''Home Again”, zwłaszcza w swojej drugiej części. To już połowa albumu a w dalszym ciągu jest rewelacyjnie! Następny utwór to ''The Last Goodbye'' – słodki na początku, przechodzący w trochę ponure klimaty i z niesamowitą końcówką powtarzającej się melodii. ''Moment In Time'' to najbardziej eklektyczny fragment płyty. Oczywiście dominuje tu mocny rokowy beat, w tle słychać pastelowe klawisze, a głos Seana brzmi bardzo wyraziście, wręcz aksamitnie (refreny!). ''Still Believe'' można podciągnąć pod balladę ze względu na wiele spokojniejszych momentów. W tym utworze wyeksponowany jest bas, a w drugiej części usłyszymy świetną solówkę na klawiszach. Przedostatni utwór to, jak już wspomniałem, mój ulubiony na tej płycie ''Alien Sky Limits''. Bardzo chwytliwy, z cudowną melodią klawiszy i metalową gitarą, trochę przypominającą Opeth z pierwszych płyt. Jeden z lepszych instrumentalnych numerów, jakie kiedykolwiek słyszałem. No i w finale pozostał już tylko lekki, zwiewny, dodający otuchy utwór ''Here And Alive''. Idealny na zakończenie tak znakomitego albumu.

Nie będę roztrząsał czy to debiut czy nie, bo to nieistotne, wiem natomiast, że ta płyta pozostanie w sercach wielu fanów rocka, bez żadnego kategoryzowania. Nie ma tu słabych momentów, całości słucha się wybornie i należy mieć nadzieję, że Nothing In Writing nie jest jednorazowym wyskokiem metalowca Seana Thompsona. Ciekawe czy w przyszłości uraczy nas on jeszcze takimi wydawnictwami, jak ''New Lives For Rent''? Z niecierpliwością będę na to czekał.

MLWZ album na 15-lecie