D Project

Lumenette - All Around My Head

Artur Chachlowski, Lumenette - All Around My Head

Dziś coś z zupełnie innej muzycznej półki. Lumenette to pseudonim pochodzącej z Nashville amerykańskiej artystki Christine Byrd, która niedawno zadebiutowała albumem zatytułowanym „All Around My Head”. Od razu podkreślmy: nie jest to czysty prog rock. Ba, to w ogóle nie jest prog, a muzyczny klimat, który panuje na tej płycie, porównałbym raczej do dokonań starego dobrego This Mortal Coil. I szybko dodaję: nie jest żadna podróbka, kalka czy „Mortal Coil dla ubogich”. Mamy po prostu do czynienia z płytą autentycznie piękną i niesamowicie wciągającą.

Album ma niesamowitą energię i atmosferę, którą czuć już w początkowych nutach otwierającej go piosenki „Alaska”. Pobrzmiewają w niej wokalizy, opóźnione, natchnione gitary i nastrojowe dźwięki: syntezatory i smyczki mieszają się ze sobą, tworząc idealną burzę spokoju. A nad wszystkim unosi się krystalicznie czysty, anielski głos naszej bohaterki. Ten utwór definiuje to, z czym będziemy mieli do czynienia na reszcie albumu, który składa się z dwunastu 4-5 minutowych utworów: rozmazanych, natchnionych, uduchowionych, marzycielskich i wysmakowanych. A wokal Christine unosi się nad tą niezwykle przyjemną, relaksującą wręcz mieszanką altpopowych instrumentacji, dynamicznych bitów i eterycznej, rozmazanej atmosfery.

Nagrania „Alaska” oraz „Deeper” czy też szybko wpadający ucho „2000 Feet” i przede wszystkim finałowy „Blue” wydają się najmocniejszymi punktami programu albumu „All Around My Head”. Ale jego urok i prawdziwa wartość polegają na tym, że znacznie lepiej wypada on jako 50-minutowa suma pojedynczych utworów niż jako zbiór niezależnych od siebie piosenek.

Album promieniuje chłodną i stylową energią, ale emanuje też z niego miłość i tęsknota w sercu. “I’d rather have a broken heart than a cold one” – śpiewa Christine w utworze „Wake Up”. I zdanie to jest dowodem na to, że w jej piosenkach słychać wyraźny aspekt osobisty, a wraz z nim pobrzmiewa też niezaprzeczalny pierwiastek prawdziwości. Do tego dochodzi ważny i wymagający osobnego podkreślenia element niecodziennego instrumentarium. Niesamowity jest mariaż gitary basowej, perkusji i zaprogramowanych bitów nałożony na niezwykle delikatne gitary i szemrzące gdzieś w tle subtelne klawisze. No i dochodzą do tego tu i ówdzie pojawiające się nienachalne smyczki.

Na naszych łamach od lat wspieramy młodych zdolnych muzyków. Dlatego piszemy o tej wakacyjnej płytowej ciekawostce ze Stanów Zjednoczonych. Niby nic nadzwyczajnego, ale „All Around My Head” to rzecz niewątpliwie godna uwagi. A do tego warta odnotowania, gdyż jest to pierwszy, dodajmy, udany krok tej młodej amerykańskiej artystki, oby na drodze do sławy i popularności, bo Christine Byrd z pewnością na nią zasługuje. Trzymam kciuki!

MLWZ album na 15-lecie