5th Season - 5th Season

Tomasz Dudkowski

W zalewie nowości docierających do nas z różnych stron wychwycenie pozycji wartych uwagi bywa trudne. Tym bardziej jeśli nazwa wykonawcy nic lub niewiele nam mówi. Czasami jakiś detal powoduje, że decydujemy się zapoznać się z daną płytą. W tym przypadku zaintrygowała mnie okładka przedstawiająca astronautę stojącego na (tak przypuszczam) Księżycu wpatrującego się w pięć pionowych promieni, każdy innego koloru. Księżyc, różnokolorowe promienie, wśród gości Durga McBroom i utwór o tytule „On The Dark Side Of The Moon”… To spowodowało, że nie mogłem oprzeć się pokusie, by zagłębić się w zawartość debiutanckiego wydawnictwa grupy 5th Season.

Tworzy ją czterech Finów. Wokalista i gitarzysta Tapio Ylinen znany jest z występów w grupie PULSE (oczywiście jest to cover band Pink Floyd), a także w jazzrockowej kapeli Mortality. Na basie gra (a także udziela się wokalnie) Mikko Löytty mający na swym koncie trasy koncertowe w latach 80. i 90. z bluesrockowym zespołem Q.Stone. Skład uzupełniają grający na pianinie, organach i minimoogu Arto Piispanen oraz Jani Auvinen, który zasiadł za bębnami. Zespół został stworzony w 2017 roku przez dwóch pierwszych z wymienionych muzyków, którzy zaprosili klawiszowca i perkusistę by móc wykonywać na żywo utwory ze swoich, wcześniej wydanych, solowych płyt. Po raz pierwszy cała czwórka spotkała się w studiu podczas nagrywania albumu Löytty’ego „Höyhen” (2018). Tam poczuli, że są zespołem z prawdziwego zdarzenia i postanowili wspólnie popracować nad materiałem, który znalazł się na, wydanej przez należącą do Ylinena wytwórnię Eclipse Music, debiutanckiej płycie, której premiera miała miejsce 5 maja.

Włączamy krążek i od razu lekkie zaskoczenie… Zamiast spodziewanych Floydowych wpływów otrzymujemy 10-minutowy instrumentalny utwór „In Memoriam”, który w obszernych fragmentach brzmi jakby Andrew Latimer z kolegami chciał uszczęśliwić fanów Camel nowym nagraniem, wydanym dla zmylenia pod inną nazwą. Cudowne melodie wychodzące spod palców Ylinena przeplatają się z natchnionymi dźwiękami organów, minimooga i pianina Piispanena prowadząc porywający dialog między dwoma muzykami. Całość obudowana jest precyzyjną pracą sekcji rytmicznej (ach ta pętla basowa w środkowej części!). Kompozycja nie jest premierowa. Znalazła się ona bowiem na debiutanckim albumie grupy Mortality (tak samo zatytułowanym), wydanym w 2019 roku. Tam jednak była trzyczęściową jazzową suitą. W nowej aranżacji dosłownie kładzie słuchaczy lubujących się w progresywnych dźwiękach, do których się zaliczam, dosłownie na łopatki.

Po takim początku można było spodziewać się dalszego podążania pełną patosu i rozbudowanych form ścieżką. Nic bardziej mylnego, gdyż indeksem 2 oznaczony został utwór „Daylight’s End”, który jest… piosenką pop, bardzo kojarzącą się z dokonaniami Mike & The Mechanics. Pulsujący bas wraz z prostym rytmem granym na perkusji stanowi tło dla melodyjnych partii pianina i gitary, a przede wszystkim dla śpiewu Tapio. Może nie dysponuje on porażającymi warunkami wokalnymi, ale jego głos jest bardzo przyjemny dla ucha, dodający nagraniom pastelowej barwy. Nie można odmówić nagraniu sporej dawki przebojowości, która powoduje, że melodia refrenu zostaje w pamięci na dłużej.

Na trzeciej ścieżce zamieszczono balladę „I Am The Waves”, w której muzycy nie kryją inspiracji nagraniami grupy Yes. Czarują partiami gitary akustycznej, pianina i nadającymi vintage’owy klimat organami snującymi się w tle. Po raz kolejny na czoło wysuwa się jednak gitara elektryczna, którą Ylinen zabiera nas w muzyczne pejzaże znane z twórczości Pink Floyd, Genesis czy Marillion. W warstwie tekstowej to, podobnie jak „Daylight’s End”, pieśń miłosna:

“I am the fire, I am the fuel

You are the spark that lights me up.

I give you life, you give me hope

The light of the candle is a wonder to behold.

 

If the candle burns out, what is there left for me to do

But to dream of you?

Or some other spark that might make me Lazarus of love

with a hole in my heart

 

I am the waves, I am the sea

You are the rain that washes down on me!

You are the sun, I am the moon

I would be nothing without you,

Nothing without you”

I tak przechodzimy do nagrania, które zwróciło moją uwagę podczas sprawdzania tracklisty. Chodzi oczywiście o „On The Dark Side Of The Moon”, który podzielony jest na dwie części trwające łącznie ponad trzynaście minut. O ile wcześniejsze pozycje są kompozycjami Ylinena, tak tu autorem muzyki jest Mikko Löytty (w pierwszej części samodzielnym, w drugiej do spółki z gitarzystą). W pierwszej odsłonie mamy do czynienia z piosenką utrzymaną w średnim tempie, z bardzo nastrojowym wokalem Tapio, któremu w refrenach towarzyszy Durga McBroom. Nic zatem dziwnego, że czuć tu klimat Pink Floyd potęgowany dodatkowo partią solową gitary, podczas której Ylinen gra przy użyciu efektu talk box. Oprócz tego muzycy raczą nas także bardzo sugestywnymi dźwiękami basu i, przede wszystkim, instrumentów klawiszowych, wśród których prym wiodą organy Hammonda. Drugi rozdział nagrania jest w większości instrumentalny, dopiero pod koniec wracają wokaliści, by wyśpiewać ponownie tekst refrenu:

“I took a walk on the dark side of the moon

A dance between light and dark

Midnight and noon!

I took a walk on the dark side of the moon

A dance between light and dark

Midnight and noon!

 

Now I follow the moon (follow the moon)

Wherever it goes (follow the moon)

If the light still shines, (light still shines)

nobody knows.

 

I follow the moon”.

Ta odsłona wyróżnia się intrygującą figurą basową oraz wyśmienitymi duetami organowo – gitarowymi, tudzież pierwszorzędnymi pejzażami w stylu Gilmoura kreowanymi przez Ylinena i stanowi jeden z najmocniejszych punktów wydawnictwa.

Kolejne dwie ścieżki wypełniają kompozycje Löytty’ego z tekstami Esy Eloranty. Pierwszą z nich jest „Lay Down”, która wprowadza relaksujący klimat z fajnie bujającym basem, wykorzystaniem bongosów, snującej się gitary, w której partii słychać wpływy Gilmoura, ale także choćby Marka Knopflera czy Roberta Frippa (soundscape’y w drugiej części) oraz wybijających się dłuższymi fragmentami na pierwszy plan organami. „Lay Down” płynnie przechodzi w „Don’t Wanna Sing Your Blues”. Tu także mamy wyrazisty bas, bluesową (zgodnie z tytułem) gitarę, pianino, instrumenty perkusyjne oraz klawiszowe, które pobrzmiewają gdzieś w tle. Najjaśniejszym punktem tego nagrania jest wspaniałe, emocjonalne solo na Hammondach w wykonaniu fińskiej legendy, Jukki Gustavsona znanego z grupy Wigwam (na której wpływ powołują się muzycy 5th Season). W tekście podmiot próbuje uwolnić się od toksycznej znajomości, zamęczającej go swoimi niepowodzeniami:

“My phone is ringing, it’s your number, man!

I know there is something wrong again

You never miss me when you’re feeling fine

It’s been that way since way back when

You tell me destiny is pushing you around

Even though you’re trying to do it right

And all the women, they just treat you mean

And you always lose the fight

 

No news is all the news I wanna hear from you now

Don’t bother calling me, I don’t wanna know

Your blues is bringing me down, you always do it somehow

Don’t bother calling me no more, you gotta let it go…

 

Don’t wanna sing your blues now!”.

Prawdziwą wisienką na pełnym przepysznych muzycznych warstw torcie jest finałowa pieśń autorstwa Tapio zatytułowana „Desperate Measures”. Dużo tu fortepianu oraz organowego tła, ale przede wszystkim jest to popis Ylinena, który prezentuje niezwykle poruszające dźwięki swej gitary naznaczonej miłością do gry Latimera, Gilmoura czy Hacketta. Do tego mamy tu jego niezwykle nastrojowy śpiew oraz cudnej urody wokalizę Durgi McBroom, szczególnie w końcowej części, gdy jej głos tworzy z gitarą niesamowity duet (skojarzenia z ubiegłorocznym nagraniem „Dark Shadows (Part 1)” Bjørna Riisa jak najbardziej na miejscu). W ten sposób otrzymamujemy 6 i pół minuty muzycznej uczty poruszającej każdy fragment ciała, której towarzyszy pełen zadumy nad swoją rolą w świecie tekst:

“Upon closer inspection

I hear bells ringing in my ear

A wedding or a funeral

I no longer know what's happening

 

Upon closer inspection

This ship is sinking in the sea

Thought I spoke with God

But that voice was only me

 

Lost without a trace

The point of no return was passed

A long time ago

There is no disgrace

When desperate measure come to pass

In times like these

 

Illusion may kill you

The world is not your friend

Nobody owes you anything

Least of all happiness

happiness...

 

I suspend my disbelief

For a moment of sweet relief

Though illusion it may be

Did I play my part?

Did I give enough of my heart?

Of my heart...”.

I tak niepostrzeżenie mijają 53 minuty wypełnione muzyką przez duże M. Wpływy sławnych poprzedników są tu mocno słyszalne, ale całość jest podana w taki sposób, że to absolutnie nie razi. Repertuar jest może nieco eklektyczny, jakby zespół nie za bardzo wiedział, w którą stronę pójść. Jednak muzykom udało się sprawić, że wszystkie elementy dźwiękowych puzzli układają się w piękny, spójny obraz mieniący się wieloma barwami.

Album dostępny jest na profilu grupy na Bandcampie (www.5thseasonband.bandcamp.com). Do wyboru mamy wersję cyfrową, płytę kompaktową oraz na podwójne winyle (czarne lub limitowane zielone), których stronę D wypełniają singlowa wersja „On The Dark Side Of The Moon (Part 1)” oraz nagranie „Soundscape Follow The Moon”. Niezależnie od wyboru nośnika obcowanie z muzyką zawartą na debiutanckim krążku 5th Season dostarcza wiele przyjemnych wrażeń. Póki co to jedno z moich ulubionych tegorocznych wydawnictw, które ma spore szanse na znalezienie się w czołówce prywatnych podsumowań 2023 roku. I to nie tylko w kategorii „Debiuty”.

MLWZ album na 15-lecie Tangerine Dream w Polsce: dodatkowy koncert w Szczecinie The Watch plays Genesis na koncertach w Polsce już... za rok Airbag w Polsce na trzech koncertach w październiku Gong na czterech koncertach w Polsce Dwudniowy Ino-Rock Festival 2024 odbędzie się 23 i 24 sierpnia