Bonamassa, Joe - Tales Of Time

Andrzej Barwicki

Najnowsze koncertowe wydawnictwo Joe Bonamassy zatytułowane "Tales Of Time" ukazało się w połowie kwietnia tego roku. Zostało ono zarejestrowane podczas występu w słynnym Red Rocks Amphitheatre w Kolorado w sierpniu 2022 roku i zostało wyprodukowane przez długoletniego współpracownika i producenta Kevina Shirleya.

W jednym z wywiadów dla magazynu „Guitarist” Joe Bonamassa powiedział, że były trzy albumy, który miały największy wpływ na jego grę: “Blues Breakers with Eric Clapton – John Mayall & the Bluesbreakers“, „Irish Tour” Rory Gallaghera oraz “Goodbye” grupy Cream. Dziś obchodzący w maju tego roku swoje 46. urodziny amerykański gitarzysta i wokalista konsekwentnie i z powodzeniem realizuje swą muzyczną drogę tworząc własny rozpoznawalny styl gry.

W postaci płyty „Tales Of Time” trafia nam w ręce niezwykle efektowny album z pełnymi temperamentu wersjami utworów z ostatniej studyjnej płyty Bonamassy pt. „Time Clocks”, zawierający także starsze, ale jakże znamienne dla dokonań tego artysty, utwory. Muzyczne ‘opowieści o czasie’ już od samego początku wzbudzają entuzjazm słuchacza za sprawą utworu „Notches”, który to w wersji DVD zawiera krótkie intro „Dawn Of Time”. To mocny wstęp za sprawą dynamicznych bębnów i nie mniej ognistej gitary. Tak impulsywny wstęp nie pozostawi nikogo bez energicznej reakcji.

Jest rzeczą oczywistą, że zarówno zespół, jak i niesamowita solowa praca Joe odzwierciedlają najpiękniejszy dźwiękowy spektakl na żywo, jaki możemy dzięki temu wydawnictwu doświadczyć. Koncert zagrany jest po mistrzowsku, Joe jest też coraz sprawniejszym wokalistą, do tego żeńskie wokale też wszystko ładnie dopełniają. Jest, że tak napiszę, na czym ucho (a w wersji DVD także oko) zawiesić.

Na wzór najlepszej klasyki hard rocka wybrzmiewa utwór „Curtain Call” – potężny, pełen smyczkowych akordów i oczywiście zawierający ten kulminacyjny, wspaniały gitarowy riff. Koncertowa wersja tego nagrania znacząco podkreśla jego oryginalne brzmienie i wskazuje na wspaniałą kreatywność zespołową na scenie. Po tak energicznej dawce i sile rażenia, nadchodzi czas na spokojniejszą chwilę, a dostarcza nam jej urocza ballada „Mind's Eye”. Zaraz po niej pojawia się utrzymana w nieco w latynoskim nastroju kompozycja „Questions And Answers”, którą napisali James House i Kevin Shirley.

Bonamassa już wcześniej udowodnił że potrafi stworzyć niezwykły muzyczny spektakl obfitujący nie tylko w wokalno-gitarowy potencjał, rozlewając swą energię na zgromadzoną publiczność, czego zawsze można doświadczyć na jego koncertach. Nie inaczej jest gdy słuchamy między innymi utworu „Time Clocks”. To zachwycające wykonanie zawierające cudowne wokale i szlachetne brzmienie zespołu unoszące się ponad Kolorado. Warto podkreślić też pracę sekcji rytmicznej. Wszystko to składa się na niebywałe muzyczne widowisko, w którego dalszej części słyszymy tak kapitalnie zaprezentowane nagrania, jak „The Loyal King”, „Known Unknowns” , „Just ‘Cos You Can Don’t Mean You Should” oraz „Evil Mama”, które kończy wersję CD. Wersja z obrazkami to jeszcze większa dawka muzyki w postaci utworów „Midnight Blues”, „Mountain Time”, „Times Tail”, „Dust Bowl” i „The Ballad Of John Henry”.

Sądząc po owacji tłumu był to bardzo dobrze przyjęty występ, dlatego warto też zobaczyć go na dostępnym DVD czy Blu-ray, gdzie mamy więcej koncertowego materiału i możliwości podziwiania mistrza gitary, jak też pozostałych muzyków: Reese Wynans (instrumenty klawiszowe), Mahalia Barnes (śpiew i instrumenty perkusyjne), Lemar Carter (perkusja), Calvin Turner (gitara basowa), Jade MacRae (śpiew i instrumenty perkusyjne), Dannielle DeAndrea (śpiew i instrumenty perkusyjne) i Josh Smith (gitara). Joe wymienił kilku członków swojego zespołu, zachował niektórych z poprzednich występów, a wszyscy na scenie są mistrzami w swoim fachu, co na recenzowanym przeze mnie wydawnictwie jednoznacznie słychać i widać (dla przypomnienia nie gra już na perkusji Anton Fig i na basie Michael Rhodes, który zmarł 4 marca tego roku).

„Tales Of Time” to znakomicie zarejestrowane, zarówno pod względem dźwiękowym, jak i wizualnym, muzyczne wydarzenie. Dodatkowym walorem jest malownicza sceneria. Ta inspirująca lokalizacja to nie tylko oszałamiające tło, lecz niesamowicie spektakularny aspekt, który służy do podkreślenia piękna muzyki i wirtuozyjnego jej wykonania przez zespół towarzyszący Bonamassie. Jest to moim zdaniem najbardziej ekspansyjny, niesamowicie ambitny i… „przebojowy” album koncertowy, jaki ukazał się w ostatnich latach. Polecam go słuchaczom, którzy dotąd w swej płytotece takiej płyty live Bonamassy nie posiadają. Można jedynie pozytywnie pozazdrościć tym, którzy mieli okazję osobiście być na tym koncercie.

Fenomenalny jest ten album i, szczerze mówiąc, brak mi słów, by nie wyczerpać arsenału moich zachwytów, gdyż czuję, iż muszę coś zachować na jesień, kiedy to ma się pojawić na rynku nowa studyjna płyta Joe Bonamassy.

Na koniec przytoczę takie oto słowa głównego bohatera tego albumu: „Ten koncert dokumentuje naszą najbardziej postępową i największą jak dotąd produkcję, skupiającą się na moim najbardziej ambitnym albumie studyjnym „Time Clocks”. Kultowy Kevin Shirley po raz kolejny wyprodukował zarówno wspaniałą muzykę, jak i wspaniałą oprawę wizualną. Mój zespół był siłą natury w tym programie i była to naprawdę wyjątkowa noc”.

Nic dodać, nic ująć. Z całego serca polecam tę muzyczną opowieść o czasie, który – przeznaczony na słuchanie i oglądanie tego materiału - zapewne nie będzie stracony, gdyż samo pojęcie czasu ma w tym przypadku pojęcie względne.

MLWZ album na 15-lecie Tangerine Dream w Polsce: dodatkowy koncert w Szczecinie Airbag w Polsce na trzech koncertach w październiku Gong na czterech koncertach w Polsce Dwudniowy Ino-Rock Festival 2024 odbędzie się 23 i 24 sierpnia Pendragon: 'Każdy jest VIP-em" w Polsce!