Glass Hammer - Arise

Artur Chachlowski

Nowy album Glass Hammer nosi tytuł „Arise”. A właściwie to „A.R.I.S.E.” A.R.I.S. E., czyli Android Research Initiative for Space Exploration.

Po tym wstępie wiemy już, że mamy do czynienia z kosmicznym koncept albumem. I to już albumem nr 22 w dyskografii tej amerykańskiej grupy, który przedstawia niezwykłą podróż androida wysłanego w kosmiczną misję przez nadgorliwych naukowców w statku o nazwie Deadalus. Misję, o czym przekonujemy się w finale, nieudaną, a dla wysłanego w kosmos androida zakończoną tragicznie…

Grupą Glass Hammer od samego początku kieruje duet instrumentalistów Fred Schendel – Steve Babb (ten drugi sporadycznie udziela się także wokalnie), któremu na płycie „Arise” towarzyszą: perkusista Randall Williams, gitarzysta Reece Boyd oraz wokalistka Hannah Pryor. I jak to zawsze w przypadku Glass Hammer bywa, serwują nam na nowym krążku wybuchową mieszankę progresywnego rocka, hard rocka, psycho rocka, a chwilami nawet pop rocka utrzymanego w atmosferze lat 80.

Kosmiczna przygoda androida zaczyna się od „Launch of the Deadalus” – jednominutowego instrumentalnego wstępu ilustrującego wystrzelenie statku badawczego z androidem na pokładzie. Następujący zaraz po nim pierwszy regularny utwór, „Wolf 359”, brzmi niczym filmowy epos, pojawia się głos Hannah Pryor i jej śpiew wspaniale rozpościera się na tle majestatu wszechpotężnej, bogato aranżowanej i epicko brzmiącej muzyki zespołu. To utwór, który wprowadza nas w międzygwiezdną podróż i misję androida.

Kolejny temat, „ARION (18 delphini b)”, rozpoczyna się od zmodulowanego śpiewu Steve’a Babba, ale po chwili Hannah ponownie przejmuje kontrolę w tym utworze, w którym mamy do czynienia z efektowną przejażdżką utrzymaną w duchu progresywnych lat 70. z finezyjną solówką zagraną na syntezatorach.

Chwilę potem klawiszowe tła ustępują miejsca błyskotliwej gitarze pojawiającego się tu Reece’a Boyda, a galaktyczna podróż przenosi naszego bohatera na brzeg „Mare Sirenum”. Zaczyna on odczuwać wokół siebie niepokojącą obecność obcych. To instrumentalny utwór pełen elektronicznych dźwięków, na tle których rozlega się mocna partia gitary basowej wzmocniona subtelnym perkusyjnym podkładem.

Ostra i intensywna instrumentalna jazda rozpoczyna nagranie „Lost”, w którym, po pewnym czasie, wspaniale prezentuje się aksamitny wokal Hannah, pełen patosu i ciepła. To piosenka o dwóch skrajnościach, o surowej rzeczywistości kontrastującej z pięknem wszechświata. Jest tu sporo zachwycających partii instrumentów klawiszowych oraz finezyjna perkusyjna pętla, po czym powraca nieco zmodyfikowany temat przewodni słyszany już na początku. Bardzo zgrabny to utwór, mający szansę by istnieć samodzielnie, niejako niezależnie od pozostałej muzyki zebranej na tym albumie w spójną całość w tym zestawie.

„Rift at WASP-12” mówi o tym, że w niebiańskiej przestrzeni pojawia się nieopisana czasoprzestrzenna szczelina zwiastująca przybycie nieznanych istot z niezbadanych jeszcze światów. Ich tajemnicza obecność wywołuje u bohatera tej opowieści paraliżujący niepokój. Muzycznie zaś jest to pieśń będąca, nie wiem czy zamierzonym, hołdem dla psychodelicznego rocka, a konkretnie stanowi ona głęboki ukłon w stronę grupy Hawkwind. Ponownie pojawia się tu na głównym wokalu Steve Babb, który zapewnia przyjemną linię melodyjną i przenikające się z nią dzikie solo gitarowe Freda Schendela.

Mroczny i ciężki temat „Proxima Centauri B” brzmi niczym złowrogi soundtrack do filmu z gatunku science fiction. Ponownie pojawia się tu spektakularna partia gitary w wykonaniu Reece’a Boyda, po czym Hannah Pryor zaczyna śpiewać niczym rasowa hardrockowa wokalistka. Dodajmy, śpiewa tak, że aż ręce same składają się do oklasków.

Tę fabularną opowieść dopełniają dwie długie kompozycje: tytułowa „Arise” oraz instrumentalny epik „The Return Of Deadalus”. Łącznie trwają blisko pół godziny. Ten pierwszy to prawdziwie monumentalny, dostojny, szlachetnie brzmiący, powolny utwór, w którym napięcie można wyczuć w każdej nucie i w każdym słowie. Nie ukrywam, że to mój ulubiony fragment tego albumu. Wokal Hannah jest znakomity, ale to tylko jeden trybik w imponującym muzycznym kotle bogatego instrumentarium grupy Glass Hammer. Akurat w tym utworze mnóstwo jest partii melotronu i zapewne dlatego tak misternie budowany jest tu klimat wielkiego progresywnego muzycznego święta. To kawał świetnej muzyki, który poprzez swój konsekwentnie budowany klimat dodaje tej płycie napięcia, popycha akcję do przodu i otwiera drogę do grand finale w postaci kolejnego długasa - „The Return Of Daedalus”. To w przeważającej mierze utwór instrumentalny (dopiero w samej końcówce pojawia się głos Hannah Pryor) i również, jak kompozycja „Arise”, rozwija się powoli, przez co nie tylko sukcesywnie wzmaga napięcie, ale przenosi słuchacza w otchłań obfitych psychodelicznych wariacji. Brzmi to wszystko niczym mocny jam, który po drodze zawiera kilka fajnych zwrotów akcji, solówek i instrumentalnych interakcji. Pozostawia on słuchacza w zamyśleniu co naprawdę stało się z wysłanym w kosmos androidem…

Płyta „Arise” brzmi bardzo spójnie, ma swoisty flow, który sprawia, że dolatujące do naszych uszu dźwięki płyną luźno i swobodnie. I chociaż czasami niektóre fragmenty wydają się trochę chropowate, szczególnie gdy nad progrockowymi rozwiązaniami górę biorą hardrockowe riffy i mocne gitarowe solówki, potęga brzmienia opartego na rozbudowanych partiach instrumentów klawiszowych robi naprawdę przeogromne wrażenie. Glass Hammer przedstawia na płycie „Arise” muzykę ewidentnie wyciągniętą z minionej epoki, technicznie unowocześnioną, cyfrowo zmodernizowaną i przystosowaną do wymogów współczesności. Brzmi ona jak połączenie progresywnego rocka i hard rocka ze złotych lat 70. z lekko rozimprowizowanymi klimatami przepełnionymi elektroniką. Efekt, który sprawdził się przed laty w przypadku grup Rush i Deep Purple, sprawdza się i teraz. Muzycy grupy Glass Hammer pokazali, że są w niezłej formie!

MLWZ album na 15-lecie Tangerine Dream w Polsce: dodatkowy koncert w Szczecinie The Watch plays Genesis na koncertach w Polsce już... za rok Airbag w Polsce na trzech koncertach w październiku Gong na czterech koncertach w Polsce Dwudniowy Ino-Rock Festival 2024 odbędzie się 23 i 24 sierpnia