Overhead - And We're Not Here After All

Maciej Stwora,

Image“And We're Not Here After All” (premiera w 2008 roku) jest trzecim albumem niezwykle interesującej fińskiej grupy Overhead, która w dalszym ciągu nie zdobyła jeszcze zbyt dużej popularności, mimo ciekawej i oryginalnej muzyki jaką wykonuje. Na szczególną uwagę zasługuje wokalista Alex Keskitalo, który posiada bardzo intrygującą barwę głosu, a także wzbogaca twórczość zespołu ślicznymi partiami fletu. Na omawianej przeze mnie płycie mamy do czynienia ze zróżnicowanymi dźwiękami, każdy utwór potrafi zaskoczyć odmienną strukturą czy też innym wykorzystaniem poszczególnych instrumentów. A co najważniejsze, całości słucha się z wielką przyjemnością.

Krążek składa się z siedmiu kompozycji:

A Method.... Zaczyna się delikatnie. Od razu możemy się przekonać o oryginalności głosu wokalisty, który góruje nad innymi instrumentami. Dopiero w trzeciej minucie utwór staje się bardziej rockowy, przygotowując nas na to, co się będzie działo za chwilę.

...To The Madness. Świetny jazz rockowy fragment, w trakcie którego można zachwycać się grą basisty Janne Pylkkönena oraz perkusisty Ville Sjöbloma. Natomiast Alex Keskitalo swoje umiejętności pokazuje podczas refrenów, które pojawiają się od czasu do czasu. Z minuty na minutę brzmienie zespołu zyskuje na sile, dzięki bardziej słyszalnym partiom gitary i klawiszy. W okolicy piątej minuty następuje uspokojenie i na pierwszy plan wysuwa się tajemniczy głos, opowiadający nam pewną historię. I jeszcze końcowe dynamiczne uderzenie.

Time Can Stay. Stosunkowo przebojowe nagranie. Bardzo ładna linia wokalna Keskitalo, współgrająca z równie uroczą gitarą Jaakko Kettunena. Także sekcja rytmiczna poprzez „wyprostowany” rytm sprzyja piosenkowemu charakterowi „Time Can Stay”. W tle słyszymy subtelne dźwięki fortepianu. Bardziej zadziornie robi się podczas refrenów i na samym końcu utworu, kiedy to instrumentaliści przyspieszają, a melodie nabierają większego „ciężaru”.

The Sun. Krótka „słoneczna” miniaturka, będąca zapowiedzią najdłuższej kompozycji na płycie.

Lost Inside. Wspaniały, progresywny utwór. Zaczyna się spokojnie, z bardzo ładną partią klawiszy Tarmo Simonena na czele. W trzeciej minucie pojawia się rytm i „Lost Inside” nabiera wiatru w żagle, szczególnie w refrenie, podczas którego muzyka i głos wokalisty stają się podniosłe. Przez następne kilka minut jesteśmy świadkami niezwykłego bogactwa dźwięków grupy Overhead. W ósmej minucie Alex czaruje nas piękną melodią fletu, a w dziesiątej sekcja rytmiczna popisuje się krystaliczną grą swych instrumentów. Całość kończy się, jak na epickie progresywne nagranie przystało, w bardzo patetyczny sposób.

Entropy. Początek brzmi wręcz tanecznie, po kilku sekundach jednak kompozycja nabiera zdecydowanie rockowego wymiaru. Warto zwrócić uwagę na intrygujące partie instrumentów klawiszowych oraz charyzmatyczny śpiew Keskitalo. W czwartej minucie natomiast śliczną gitarową solówką przypomina o sobie Jaakko Kettunen. „Entropy”, obok „Time Can Stay” jest najbardziej przebojowym nagraniem na albumie “And We're Not Here After All”.

A Captain On The Shore. Cudowne zakończenie płyty. W „kapitański” świat wprowadza nas flet, a w ślad za nim podąża reszta „orkiestry”. Warto zaznaczyć, że w ostatnim utworze za partie wokalne oprócz Alexa odpowiedzialna jest także Petra Oksa, która swym głosem sprawia, że „A Captain On The Shore” nabiera magicznego klimatu. W pierwszej części kompozycji Petra stanowi jedynie tło dla wokalisty Overhead, później jednak role się odwracają i to ona góruje nad pozostałymi muzykami grupy. W szóstej minucie zaczyna się prawdziwa uczta dla uszu – podniosłe wokale, szaleństwo sekcji rytmicznej, piękne melodie gitary, fortepianu oraz fletu. Żyć, nie umierać.

Mam nadzieję, że zespół Overhead doczeka się wreszcie chwili, gdy większa ilość słuchaczy zwróci na niego swą uwagę. Po raz trzeci udowodnił, że z całą pewnością na to zasługuje. Nietuzinkowe podejście do rocka progresywnego, oryginalny głos wokalisty, a także spora różnorodność muzycznych stylów powinna skłonić miłośników tego typu dźwięków do sięgnięcia po omawiany album. Warto posłuchać i wyrobić sobie własną opinię na temat twórczości Finów. A nuż się spodoba? Gorąco zachęcam.

MLWZ album na 15-lecie