Special Experiment - Fortune Memories

Artur Chachlowski,
ImageZdzisław Marcinkiewicz urodził się w Legnicy, ukończył wrocławską Akademię Muzyczną, a w latach 80. wyjechał do Niemiec. Tam rozpoczął działalność artystyczną współpracując z zespołem Blues Company, a także towarzysząc innym niemieckim wykonawcom jako muzyk sesyjny. W tej roli zaistniał też kilka lat temu, towarzysząc znanemu duetowi fortepianowemu Marek & Michael,  a także legendarnemu rumuńskiemu zespołowi spod znaku symfonicznego rocka Phoenix. Przed kilkoma miesiącami Dzidek stwierdził, że nadszedł już czas na muzyczną samodzielność i pod szyldem Special Experiment zrealizował swój solowy projekt zatytułowany „Fortune Memories”. Jest on wynikiem jego wieloletnich doświadczeń i niezliczonych inspiracji. Album zawiera 8 instrumentalnych utworów przesyconych soczystą barwą gitarowych i syntezatorowych brzmień. I choć wśród podziękowań zamieszczonych na okładce znalazło się nazwisko Józefa Skrzeka, to muzycznych produkcji Special Experiment nie porównywałbym raczej do SBB. Tej muzyce znacznie bliżej na przykład do dokonań Steve’a Vai. Cały czas króluje tu rozpędzona gitara, w tle słychać bogatą ścianę klawiszowych dźwięków oraz solidnie brzmiącą sekcję rytmiczną. Lubicie niezliczone gitarowe solówki? Proszę bardzo, z pewnością pokochacie muzykę z tej płyty. Lubicie  bogactwo brzmienia i nieskończoną przestrzeń wypełnioną ciekawymi pomysłami, rozwiązaniami i gitarowymi sztuczkami? „Fortune Memories” to idealna płyta dla Was. Nie mam jednak pewności, czy album ten na pewno spodoba się szerszej rzeszy słuchaczy. Miłośnicy malowniczych gitarowych dźwięków z pewnością sięgną po muzykę niedoścignionych mistrzów Malmsteena, Satrianiego, czy Vai. Z kolei sympatykom innych rockowych gatunków czegoś w propozycjach Dzidka będzie brakować. Może wokalu, może swoistej równowagi pomiędzy brzmieniem poszczególnych instrumentów, może pewnego szaleństwa i braku przewidywalności? Nie powiem, że gra Marcinkiewicza nie podoba mi się wcale. Nie mam żadnych wątpliwości co do jego klasy i ogromnych kompozytorsko – wykonawczych możliwości. Co więcej, niektóre nagrania, jak chociażby „King Of Tonight”, czy temat tytułowy „chodzą” mi po głowie od dłuższego już czasu. Niemniej, pomimo wymienionych powyżej oczywistych zalet, album ten kojarzy mi się raczej z teatrem jednego aktora. Dobrze byłoby, gdyby Dzidek sięgnął po jakiś nowy pomysł na jeszcze lepsze zaprezentowanie swojej naprawdę niezłej muzyki. Słyszałem, że zaczyna on pracę nad nowym albumem. Podobno ma to być coś bliższego prog rockowi i to z udziałem wokalisty. Trzymam kciuki.
MLWZ album na 15-lecie