Perennial Quest - Persistance

Robert "Morfina" Węgrzyn,

ImageOto tracklista najnowszego krążka niemieckiej formacji Perennial Quest: 1. Dream Over 2. Believe In You  3. Inside Out  4. Take Off The Mask  5. A Perennial Quest  6. Rise Again  7. The Way To Your Heart  8. Are you there? 

Płyta nagrana została w składzie: Philip Ohrlein - vocals, guitars, Johannes Keil - vocals, keyboards , Tobias Hermann - drums, percussion, Stefan Obst - guitars , Florian Amelingmeier - bass.

Osiem kompozycji muzycznie oscylujących wokół progresywnego metalu, ale czy tylko? Zdecydowanie nie… Po przesłuchaniu materiału doszukamy się z pewnością innych fascynacji muzyków tej kapeli. To dobry album, bardzo interesujący. Zespół powstawał na przełomie 1995 i 1996 roku, czyli dobrych czternaście lat temu… W tym czasie nie zrobił nie wiadomo jak wielkiego szumu, pamiętam tylko album  - "Seconds" z 2001 roku, to troszkę maławo. Ale oto jest nowy krążek…

Już pierwszy utwór „Dream Over” to niezła mieszanka fajnych ciężkich metalizujących gitar, w tle postępujące klawisze i… cisza. Jest podkładzik wiosełkowy i przyjemny wokal… Atmosfera rośnie, rośnie i lecimy… Jedno zastrzeżenie, nie podoba mi się brzmienie bębnów.
”Take Off The Mask” to bardzo dobry numer (czwarty na płycie), podoba mi się fajny wstęp do tej kompozycji, szybki rytm i gitary: ścięcie i liryzm. Klawisze grają melancholijnie, znów wchodzi rytm, grają niczym Rise Against. Interesujące!!! A zaraz potem rasowe prog rockowe, nawet art rockowe klimaty… Fajniuchna zagrywka i solo na wiośle… 9 minut wyczerpującej przyjemności…

Pozycja numer 5 na płytce to utwór „A Perennial Quest” (utwór w cudzysłowie, raczej 27-minutowa suita składająca się z pięciu podtytułów), dłuży się, dłuży, nie wiem jaki jest tego cel, ale nie jest to chyba dobry zabieg. Nie wnikam głębiej, tak zamierzyli artyści i tak mają.

”Are you there?” to ostatnia kompozycja na tym krążku.  Na tytułowe pytanie odpowiadam: „Yes I am still here”. Ta kompozycja zainteresowała mnie najbardziej, bo to soczyste, ostre granie. Przyznam, że zdecydowanie wolę ten zespół w wersji z pazurkiem.

Ogólnie muzycznie za dużo smutów się wkrada w tę muzykę. Na płycie przez długie chwile jest ładnie i tylko ładnie, melodie pięknie płyną… Muza ma jednak dodawać energii, a nie odbierać ją; panowie więcej czadu poproszę, stać was, bo słyszę, że takowe momenty gdzieniegdzie się czają się na waszym krążku.

Podsumowując, to dość ciekawy album, którego warto posłuchać, jakość nagrania całkiem zadawalająca, płytka wydana jako koncept album, gdzie wkładka, CD i tray bardzo ładnie się komponują. Jestem ciekaw setu koncertowego tego teamu, zapraszam zatem do naszego kraju na koncerty.

MLWZ album na 15-lecie