Big Big Train - The Underfall Yard

Artur Chachlowski,

Image„The Underfall Yard” jest szóstym (bądź siódmym, jeżeli weźmiemy pod uwagę wydany w 1992 roku krążek „From The River To The Sea” będący kolekcją wczesnych nagrań grupy) albumem Big Big Train. I jest chyba najbardziej dojrzałym zbiorem nagrań w historii zespołu.

Na płycie śpiewa David Longdon. Jest to nowy człowiek w zespole, udanie zastępujący nieobecnego już w składzie, a przecież i tak nieźle prezentującego się na poprzednich płytach, Seana Filkinsa. Longdona pamiętamy z ubiegłorocznej solowej płyty Martina Orforda (ex-IQ) „The Old Road”. Śpiewał na niej w dwóch utworach („Ray Of Hope” i „Endgame”) i ich ciekawą interpretacją zwrócił na siebie uwagę licznej rzeszy fanów prog rocka. Mało kto jednak wie, że był on wokalistą nr 2 na shortliście kandydatów na objęcie posady w Genesis przygotowującym album „Calling All Stations”. Jak wiadomo, posadę tę otrzymał Ray Wilson, a David Longdon udzielał się w zespole The Gifthouse, a także (w 2004 roku) wydał solowy krążek pt. „Wild River”, na którym jako gość specjalny towarzyszył mu m.in. znany z XTC, Dave Gregory. Te projekty odległe były jednak o lata świetlne od prog rockowej stylistyki i dopiero wspomniana już współpraca z Martinem Orfordem zaowocowała dołączeniem do Big Big Train. Stało się to za sprawą producenta Roba Aubreya, który polecił jego osobę dwóm filarom zespołu: Gregowi Spawtonowi (g, bg, k) oraz Andy’emu Poole’owi (bg, k).

Na okładce płyty „The Underfall Yard” widnieje jednoznaczne stwierdzenie: „Big Big Train is: David Longdon, Andy Poole and Greg Spawton”. Nie ma więc wątpliwości, kto aktualnie jest, a kto nie, członkiem tej, od lat posiadającej płynny skład, grupy. Liczne jest grono towarzyszących temu triu muzyków i obejmuje ono m.in. tak znane nazwiska, jak: Nick d’Virgilio (Spock’s Beard), Dave Gregory (XTC), Francis Dunnery (ex-It Bites) i Jem Godfrey (Frost*). Oprócz nich na płycie występują też mniej znani muzycy, którzy grają na takich instrumentach, jak wiolonczele, rożek angielski, tuba, kornet, flety, trąbki i mandoliny. I ma to swoje odbicie w muzyce, którą słyszymy na „The Underfall Yard”. Ale o tym za chwilę.

Album jest godzinnym zbiorem sześciu utworów, z których każdy opowiada jakąś historię. „Victorian Brickwork” mówi o znojnej pracy ludzi morza oraz o trudzie robotników drążących kolejowe tunele w czasach wiktoriańskich, „Last Train” w sentymentalny sposób opowiada o panu Delia – dróżniku stacji kolejowej Hurn położonej o kilkaset metrów od rodzinnego domu Grega Spawtona, „Winchester Yard” mówi o nurku – śmiałku, który ocalił przed katastrofą słynną katedrę, której fundamenty podmywała woda, a najdłuższa na płycie kompozycja tytułowa to historia inżyniera Isambarda Kingdoma Brunela – jednego z najsłynniejszych umysłów epoki wiktoriańskiej, a zarazem symbolu epoki postępu. Historia ta jest też pochwałą wizjonerstwa i kreatywności człowieka, a przy tym pełnym obaw apelem o twórczy rozwój humanizmu we współczesnych, zdominowanych przez rozwój informatyki, czasach.

Muzycznie nie ma na tym albumie zbyt wielu niespodzianek. Kto zna dotychczasową twórczość Big Big Train, ten nie będzie zawiedziony. Z jednej strony zespół kultywuje najlepsze tradycje symfonicznego rocka utożsamianego z twórczością Genesis, PFM, King Crimson i Yes, a z drugiej – w jego muzyce słychać brzmieniowy minimalizm i charakterystyczną dźwiękową lapidarność w stylu grup Sigur Ros czy Oceansize.

Płyta rozpoczyna się od tematu instrumentalnego (choć słychać w nim wokalizę w wykonaniu Longdona) zatytułowanego „Evening Star”. Utwór ten sygnalizuje szereg melodii, które powrócą później w rozbudowanej formie w dalszej części płyty. Zwraca tu uwagę słyszana w ostatniej minucie intrygująca sekcja dęta, która w formie potężnej repryzy pojawi się ponownie w kończącej album tytułowej suicie.

Drugi utwór na płycie to „Master James Of St.George”. To z kolei historia słynnego średniowiecznego angielskiego architekta i budowniczego zamków. Jest to zarazem metafora stosunków łączących Spawtona z jego niedawno zmarłym ojcem. W dzieciństwie razem budowali zamki na plażach niedaleko Bournemouth, a w dorosłym życiu wyrosły między nimi wysokie mury fortec niezrozumienia. Nostalgiczna i melancholijna muzyka idealnie oddaje temperaturę ich szorstkich stosunków.

Po tych dwóch fragmentach czas na 13-minutowy utwór „Victorian Brickwork”, który jest wyróżniającym się fragmentem płyty. Oprócz jakby nieco leniwie, lecz konsekwentnie rozwijającej się melodii, w nagraniu tym zachwyca fenomenalna kilkuminutowa partia orkiestralna (palce lizać!), która prowadzi do podniosłego, przysparzającego ciarki na plecach, finału.

Dwa kolejne nagrania – „Last Train” oraz „Winchester Diver” - to także bardzo dobre punkty programu płyty. Szczególnie „Winchester Driver” ze swoim wpadającym w ucho refrenem i tematem instrumentalnym zagranym przy użyciu melotronu, wiolonczeli i fletu, może się naprawdę podobać.

Ale i tak jest wszystko to nic w porównaniu z prawdziwym magnum opus tej płyty i chyba szczytowym osiągnięciem w całym dorobku zespołu. Mam na myśli 23-minutową tytułową kompozycję „The Underfall Yard”. To świetnie skonstruowana i bezbłędnie rozwijająca się suita z przepięknymi partiami i harmoniami wokalnymi Longdona, cudownymi pasażami instrumentalnymi, rewelacyjnymi orkiestracjami, a także przepełniona naprawdę licznymi, zachwycającymi momentami i punktami zwrotnymi. I do tego zanurzona jest on w dość niezwykłej - trochę tajemniczej, trochę mrocznej - atmosferze.

„The Underfall Yard” to kolejna bardzo udana pozycja w dyskografii Big Big Train. Zmieniają się muzycy tworzący ten zespół, ale nie zmienia się jego muzyka. I bardzo dobrze. Dzięki temu otrzymujemy w tym roku kolejną bardzo dobrą płytę, która pozwala wierzyć, że rock progresywny nie rdzewieje, a dzięki takim zespołom jak Big Big Train rozwija się wręcz w nadspodziewanie dobrym kierunku. To album na pewno nie gorszy od wydanego w 2007 roku krążka „The Difference Machine”, na pewno nie mniej ciekawy od „Gathering Speed” (2004) i na pewno nie mniej fascynujący niż cieszący się swego czasu sporą popularnością „Bard” (2002). Jeżeli znacie te płyty, koniecznie sięgnijcie po najnowsze dzieło Big Big Train. Gwarantuję, że spędzicie w trakcie jego słuchania mnóstwo naprawdę udanych chwil.

MLWZ album na 15-lecie