Apogee - Mystery Remains

Artur Chachlowski,

ImageApogee to solowy projekt lidera niemieckiej grupy Versus X, Arne Schäfera. Jak się okazuje, album „Mystery Remains” jest już czwartym dziełem firmowanym przez jego poboczny projekt. Arne gra na tym krążku na wszystkich, za wyjątkiem perkusji, instrumentach, a także śpiewa, a towarzyszą mu właściwie tylko dwaj ludzie: Thomas Reiner i Uwe Völlmar – odpowiednio aktualny i były perkusista Versus X.

Wydawałoby się, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, jednak Apogee wpisuje się w odmienną od Versus X stylistykę. Schäfer gra na „Mystery Remains” muzykę, którą stylistycznie można porównać z dokonaniami starego King Crimson, Van Der Graaf Generator, Petera Hammilla czy – z nieco bardziej współczesnej półki – The Tangent. Produkcje Apogee są może bardziej refleksyjne i odrobinę bardziej melodyjne niż utwory wyżej wymienionych wykonawców, a chwilami zahaczają wręcz o nastrój kontemplacji, wyciszenia i błogiego spokoju.

Program płyty stanowi 5 długich (od 9 do 20 minut) utworów, w których pełen zadumy nastrój tylko czasami przerywany jest nieco bardziej energicznymi wstawkami. Generalnie wszystkie one, utrzymywane są w elegijnym nastroju o spokojnym, równym tempie. Najciekawiej prezentują się na tym krążku partie gitar. Szczególnie te solowe. A jest ich na „Mystery Remains” niezliczona ilość. W mrocznym, tajemniczym klimacie budowanym przez syntezatory pojawiają się od czasu do czasu orkiestracje, które wzbogacają brzmienie Apogee. A w nich, z kolei, zatapia się lekko nosowy, dość monotonny głos Schäfera, który pewnie w jakimkolwiek innym otoczeniu w ogóle by się nie sprawdził. Jednak z jakiegoś trudnego do opisania względu, idealnie pasuje on do tego melancholijnego aranżu muzyki Apogee. Za to chwała temu muzykowi, gdyż w błyskotliwy sposób potrafił znaleźć poletko do zagospodarowania dla swoich naturalnych możliwości wokalnych. Często posługuje się on melorecytacjami w stylu Hammilla (jak na przykład w „The Claws Of Insanity”), bardzo często swoim pozornie beznamiętnym sposobem wokalnej ekspresji podkreśla jeszcze smutek i nostalgię, która panuje w tej muzyce.

Pewnie przez wielu album „Mystery Remains” zostanie uznany za wtórny. Nie dość, że cała płyta zanurzona jest w atmosferze starych płyt King Crimson i Van Der Graafa, to jeszcze słychać – prawdopodobnie niezamierzone, gdyż wypełniające ją utwory zarejestrowano w latach 2004-2008 – naśladownictwo The Tangent. Spotkałem się nawet z określeniem, że Apogee to właśnie taki „The Tangent dla ubogich”. Coś w tym niewątpliwie jest, choć po głębszym przemyśleniu wydaje mi się, że to porównanie jest trochę krzywdzące dla tego albumu. Niemniej jednak dobrze i celnie oddaje ono charakter muzyki, z jaką na „Mystery Remains” mamy do czynienia.

www.musearecords.com

MLWZ album na 15-lecie