Arena - Contagion

Artur Chachlowski,
ImageW poprzednim numerze MH redaktor Świtała zamieścił entuzjastyczną recenzję nowej płyty grupy Arena. Nie dziwię się jego pozytywnemu tonowi, gdyż nowe dzieło Areny, którego premiera przewidziana jest na 27 dzień stycznia, to album pod każdym względem bardzo udany. Rzeczywiście nawiązuje on do muzycznych korzeni zespołu, a poprzez zręczne połączenie poszczególnych utworów w większą całość, a właściwie w 4 kilkunastominutowe części, sprawia on wrażenie, że wypełniają go długie i rozbudowane kompozycje. Można by rzec, że Arena znowu znajduje się w wysokiej formie, choć tak naprawdę w swojej prawie dziesięcioletniej historii zespól Clive’a Nolana i Micka Pointera nigdy nie obniżył lotów. Tym bardziej cieszy fakt, że po dwóch latach milczenia Arena powraca z tak doskonałym materiałem. O pracy nad albumem „Contagion” rozmawialiśmy z klawiszowcem Clivem Nolanem.

MH: Na wcześniejszych płytach z zespołem pracował producent Simon Hanhart. Dlaczego zabrakło go przy realizacji albumu „Contagion”?

CN: Akurat w czasie, gdy pracowaliśmy nad płytą był on po prostu zajęty innymi projektami. Poza tym od samego początku planowaliśmy dokonać kilku istotnych zmiany w porównaniu z poprzednimi albumami. Pierwotnie chcieliśmy, by producentem był Mike Stobbie (były członek grupy Pallas – przyp. AC), a Simon miał zająć się miksowaniem całości, ale jak widzisz nic nie wyszło z naszych planów.

MH: W efekcie to ty razem z Johnem Mitchellem (gitarzysta Areny – przyp. AC) jesteście wymienieni na okładce jako producenci płyty.

CN: W trakcie pracy w studio okazało się, że Mike Stobbie nie ma wystarczająco dużo czasu, więc pewne sprawy zaczęły się opóźniać. Zawaliliśmy kilka terminów, zrobiło się nerwowo i w końcu nie było wyboru i  obaj z Johnem zajęliśmy się produkcją. Było to trochę tak, jakbyśmy nagrywali cały materiał po raz drugi, co patrząc na to wstecz wyszło chyba tej płycie na dobre. Ale w trakcie samej pracy przy stole nie wyglądało to tak różowo. Uważam jednak, że takie krytyczne sytuacje wyzwalają u ludzi pokłady najlepszej energii. W naszym przypadku tak właśnie się stało.

MH: Na czym polega zatem praca producenta? Jaka jest, albo jaka byłaby różnica, gdyby w fotelu producenta zasiedli Hanhart i Stobbie, a nie Nolan i Mitchell?

CN: Generalnie to sprawa dość płynna, bo jaka jest na przykład różnica między producentem, a inżynierem dźwięku? W świecie muzyki  sprawy te często nakładają się na siebie. W kinematografii za producenta uważa się kogoś, kto finansuje realizację filmu. Natomiast jeśli chodzi o moje zdanie, to w przemyśle muzycznym to właśnie producent odpowiedzialny jest za pewną i ostateczną wizję poszczególnych fragmentów, które składają się na pełen obraz i wizję konkretnej płyty. Jest on odpowiedzialny za całość brzmienia oraz za to, by z gry muzyków wydobyć to wszystko, co potrzebne jest do zrealizowania jego wizji. Z kolei inżynier ma za zadanie przenieść to wszystko na taśmę, czy twardy dysk. Różnica pomiędzy Stobbiem, Hanhartem i mną, czy kimkolwiek innym sprowadza się zasadniczo do tej ogólnej wizji, perspektywy i pełnego obrazu całości.

MH: Album „Contagion” nagrywany był w trzech różnych studiach.

CN: Główna część materiału powstała w Arena Studios (studio Mike’a Stobbiego – przyp. AC). Tam wszystkie swoje partie na basie nagrał Ian Salmon. W Thin Ice (studio Clive’a Nolana – przyp. AC) nagraliśmy perkusję oraz większość moich partii na klawiszach. Za stołem mikserskim pomagał nam  w tym Karl Groom (gitarzysta Thresholdu). Cały materiał przenieśliśmy potem do Outhouse Studios (studio Johna Mitchella – przyp. AC) i tam dograliśmy głos Roba Sowdena i partie gitary Johna. I tam też zmiksowaliśmy całość.

MH: Na początku utwory Areny były dziełem spółki Nolan – Pointer. Ale już w przypadku poprzedniej płyty „Immortal?” do waszego duetu kompozytorskiego dołączył John Mitchell. Jak było w  przypadku nowego albumu?

CN: Pracowaliśmy niemal identycznie, jak nad materiałem do „Immortal?”. Główne pomysły kompozytorskie wyłoniły się podczas moich wspólnych prób z Mickiem Pointerem. Następnie dołączył do nas John ze swoim jak zawsze świeżym spojrzeniem i dołożył niesamowitą ilość pomysłów. W rezultacie powstało tak dużo materiału, że pewnie starczyłoby na podwójny album. Ale od początku naszą intencją było wydanie pojedynczej płyty. Prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości materiał, który nie zmieścił się na „Contagion” wydany zostanie na specjalnej EP-ce, albo nawet ba dwóch EP-kach...

MH: Zauważyłem, że po raz pierwszy podpisujecie poszczególne utwory indywidualnie. Do tej pory było inaczej.

CN: Tak, trochę zmieniło się pod tym względem. Uważam, że w siłą rzeczy „Cotagion” stał się głównie moim osobistym „dzieckiem”. Chociażby dlatego, że jego treść powstała w oparciu o opowiadanie, które kiedyś napisałem. To w naturalny sposób znalazło swoje odbicie w klimacie poszczególnych kompozycji. Odnoszę wrażenie, że pozostałym członkom zespołu odpowiadały moje muzyczne pomysły, będące swego rodzaju fundamentem pod nowy album. Ludzie często pytają nas kto skomponował jaki fragment, ale tak naprawdę niezwykle trudno jest to jednoznacznie określić. Choć nie kryję, że w przypadku płyty „Contagion” jest to łatwiejsze, niż kiedykolwiek wcześniej.

MH: Wspomniałeś o opowiadaniu. Czy znaczy to, że oprócz muzyki piszesz też powieści?

CN: Może nie powieści, ale krótsze historie, opowiadania, nowele. Kiedyś, przed laty powstało tego sporo i teraz chciałbym do tego powrócić. Na początku przygotowań do pracy nad „Contagion” nie zakładaliśmy powstania concept – albumu, ale już od chwili gdy sięgnąłem po to opowiadanie wszyscy zgodzili się, że to idealny temat, na którym można byłoby oprzeć słowną warstwę płyty. Od samego początku czułem zresztą, że treść opowiadania pomaga nam wszystkim w budowaniu odpowiedniej atmosfery naszej muzyki.

MH: Nie myślałeś zatem, by opublikować to opowiadanie?

CN: Powiem szczerze, że jako autor nie czuję się tak pewnie, jak za moimi syntezatorami i z pewnością minie sporo czasu zanim zdecyduję się na ten krok. Patrząc na to jednak z drugiej strony myślę, że jeśli ludzie nie przeczytają moich opowiadań, to nie będę miał możliwości przekonania się czy są one dobre, czy złe...

MH: Zatem myślisz jednak o ich wydaniu?

CN: Chyba tak. Ale nie wiem jeszcze kiedy. Odpowiem tak: ujrzą one światło dzienne we właściwym czasie.

MH: W takim razie zanim fani Areny sami nie przeczytają opowiadania pt. „Contagion” opowiedz nam o czym ono jest. Z pewnością ułatwi to słuchaczom właściwy odbiór waszej płyty.

CN: Opowiem raczej  w skrócie o treści samego albumu, która w dużej mierze oparta jest na treści mojego opowiadania. Jak większość concept – albumów dotyczy ona podróży, którą musi odbyć główny bohater. W tym przypadku musi on zrobić coś, co powstrzymałoby zło, które zaczęło się dziać za jego sprawą w przeszłości. Musi on swoimi czynami wymazać pewne złe wydarzenia ze swego wcześniejszego życia, które skutkują na jego teraźniejszość i przyszłość. To zadanie staje się celem życia naszego bohatera. Podąża on przez różne krainy i poszukuje rozgrzeszenia oraz odkupienia. I w końcu je znajduje. Finał tej historii jest optymistyczny. Wiem, że brzmi to trochę abstrakcyjnie, ale dokładnie tak miało być. Całą resztę pozostawiam wyobraźni słuchaczy.

MH: Jak określiłbyś muzyczne różnice pomiędzy płytą „Contagion”, a  wcześniejszymi albumami Areny?

CN: Może zabrzmi to banalnie, ale naprawdę myślę, że pod względem muzycznym to najbardziej dojrzały album Areny. Zawiera sporo zdecydowanie cięższych elementów, których na próżno szukać w naszym wcześniejszym repertuarze. Sądzę, że to kolejny krok do przodu dla całego zespołu i dowód na ciągłą ewolucję naszego stylu. Przy pracy na  „Contagion” staraliśmy się podejść do nowej płyty w sposób zdecydowanie inny, niż do poprzednich albumów. Ale nie możemy zapomnieć też, że spora elementów charakterystycznych dla naszego zespołu nadal pozostała w naszej muzyce. Dlatego wydaje mi się, że przy tych różnych zmianach i związanym z nimi naturalnym rozwojem, Arena pozostała wierna sobie i niezmienna w tym ciągle zmieniającym się środowisku.

MH: Przysłuchując się niektórym kompozycjom z waszej nowej płyty, jak chociażby „Riding The Tide” wydaje mi się, że twoja gra przypomina ekspresją i kolorytem grę Tony Banksa z Genesis. Czy zgodziłbyś się z takim stwierdzeniem?

CN: To zależy co masz na myśli. Na „Contagion”  słychać nieustanny pojedynek pomiędzy keyboardami i gitarami. W drugiej części albumu być może rzeczywiście syntezatory osiągają pewną dominację. Słychać to właśnie w nagraniu „Riding The Tide”. Po raz pierwszy w historii  Areny jest to utwór, będący tak naprawdę jednym długim syntezatorowym solo. Napracowałem się przy nim sporo, ale równocześnie sprawiło mi to ogromną frajdę i już nie mogę doczekać się koncertów, by zagrać ten utwór na żywo. Kilkuminutowe solo na klawiszach... To dopiero będzie zabawa!!!

MH: Okładkę do „Contagion” zaprojektował David Wyatt. Współpracujecie z nim chyba po raz pierwszy?

CN: David na co dzień zajmuje się projektowaniem okładek książkowych. Znamy się od wielu lat i już jakiś czas temu wyraził on chęć opracowania konceptu okładki nowego albumu Areny. Na etapie pierwszych pomysłów przesłałem mu nawet moje opowiadanie, a potem w miarę powstawania tekstów poszczególnych utworów dostarczałem mu je na bieżąco, a on zaskakiwał mnie umiejętnością idealnego graficznego oddania ich treści. Można więc powiedzieć, że od samego początku David był osobą najlepiej poinformowaną  o treści płyty. I wywiązał się ze swojego zadania w sposób perfekcyjny. Projekt graficzny idealnie oddaje ducha całej historii, jej zakręconą i z lekka tajemniczą atmosferę.

MH: Pozostaje mi zatem pogratulować wam kolejnej bardzo udanej płyty i niecierpliwie czekać na prezentację materiału wypełniającego „Contagion” na żywo. 

CN: Dziękuję. Też nie mogę doczekać się koncertów. Jestem przekonany, że nasza wiosenna trasa nie ominie tym razem Polski. Bardzo dawno nie graliśmy u was na żywo.

MH. A zatem do zobaczenia.

Już po rozmowie z Clivem Nolanem dowiedzieliśmy się, że już niedługo Arena zagra w Polsce aż pięciokrotnie: 10.04 we Wrocławiu, 11.04 w Katowicach , 12.04 w Warszawie, 13.04 w Bydgoszczy oraz 14.04 w Krakowie. Na czterech ostatnich koncertach Arena wystąpi z Johnem Wettonem i grupą Jadis. Oj, szykują się nam prawdziwe  progresywne festiwale.

MLWZ album na 15-lecie