Elysium Theory - Modern Alchemy

Artur Chachlowski,

ImageOmawianie płyty amerykańskiego zespołu Elysium Theory rozpocznę od przedstawienia tworzących go muzyków. Wokalista Dan Peterson to na co dzień nauczyciel w ośrodku dla młodocianych przestępców, gitarzysta Tim Reid uczy w zwykłej szkole, basista Jeff Fister to geodeta, grający na perkusji Ted Feeney jest policjantem, a keyboardzista Benny Reyes to z kolei oficer policji pracujący w elitarnych jednostkach SWAT. Zespół, który tworzą to ucieczka od codziennych obowiązków i swoiste hobby. Ale jak na działalność stricte hobbystyczną muzyka grupy Elysium Theory wypada nad wyraz profesjonalnie.

Ich kompozycje oscylującą gdzieś na pograniczu prog rocka i prog metalu. Wspólne próby rozpoczęli w 2006r., choć dopiero w lutym ubiegłego roku wykrystalizował się obecny skład i Elysium Theory zagrali swój pierwszy koncert. I nie był to byle jaki występ, gdyż zespół zagrał jako support popularnej formacji Three w „The Bearsville Theater” w Woodstock, w stanie Nowy Jork. Od tego czasu występowali na jednej scenie z Gov’t Mule, Union Station, Lesem Claypoolem i Alison Krauss. Do przyjaciół zespołu należy sam Tony Levin, który nie tylko mieszka w jednym mieście z członkami grupy (Upstate, New York), ale regularnie odwiedza ich w trakcie prób i podczas scenicznych występów.

Tyle tytułem wstępu. Teraz kilka słów o muzyce wypełniającej debiutancki album zespołu zatytułowany „Modern Alchemy”. Jak już wspomniałem, Elysium Theory porusza się gdzieś po obrzeżach progresywno-metalowego rocka. W muzyce grupy dużą rolę odgrywają wyraziste melodie oraz finezyjne solówki grane na gitarach i syntezatorach. Na stylowym brzmieniu duże piętno odciska też barwa głosu wokalisty, który skupia w sobie elementy metalowej ekspresji Jamesa LaBrie (Dream Theater) i epickich harmonii w stylu Michaela Sadlera (ex-Saga).

Płytę otwiera instrumentalne intro „Lorimer’s Pulse”, które łagodnie przechodzi w nagranie tytułowe, będące jednym z 2-3 kamieni milowych tego albumu. Majestatycznie brzmiące klawisze i pompatyczne gitarowe dźwięki od razu definiują po jakich terytoriach się poruszamy. Ciężar gatunkowy wyznaczany metalowymi zagrywkami co pewien czas łagodzony jest przez spokojniejsze klimaty. Podobnie jest w następnym, też bardzo dobrym, utworze, „Spiritcom”. Zresztą niemal w każdym kolejnym fragmencie płyty Elysium Theory stosuje zabieg częstych zmian tempa, co z jednej strony powoduje, że nie ma, na tym długim skądinąd krążku, miejsca na monotonię, a z drugiej – panuje na nim równowaga pomiędzy cięższymi, a lżejszymi momentami.

Po dobrym początku albumu, mamy w jego połowie pewien zastój, który niosą ze sobą oparte na hard rockowych riffach utwory „All Seeing Eye”, „Chaos” i „Russian Winter”. Z drugiej zaś strony barykady mamy w tym fragmencie płyty takie nagranie, jak „The Source”, które ze swoimi dziewięcioma minutami pozostawia sporą przestrzeń na efektowne popisy instrumentalne. Podobne rozmiary ma kończąca płytę kompozycja „Intrigued By Faith” z ciekawymi liniami melodycznymi, pełnym uroku fortepianowym interludium oraz bardzo pompatycznym finałem. Jest jeszcze obowiązkowa ballada – „River In The Sky” – która jest najspokojniejszym utworem w całym zestawie, i – jeśli chodzi o moje osobiste gusta – jest też jednym z najpiękniejszych momentów na płycie. Polecam szczególnej uwadze następujące w tym nagraniu po sobie bajecznie piękne solówki grane na syntezatorze i gitarze. Naprawdę ładnie grają…

Podsumowując, w przypadku tej płyty mamy do czynienia z dość dobrym debiutem. Nie wydaje mi się wprawdzie, że albumem „Modern Alchemy” uda się grupie Elysium Theory zrewolucjonizować prog metalowy gatunek, ale jakość prezentowanego na płycie materiału zdecydowanie przewyższa średni poziom docierających do Małego Leksykonu płyt z melodyjnym metalem. Bardzo dobry wokal, świetne partie solowe, niezłe melodie, dobrze współpracująca ze sobą sekcja rytmiczna – to wszystko sprawia, że w grupie Elysium Theory znajdujemy dobrze naoliwioną maszynę, w której muzyce wszystko jest dobrze poukładane i każdy tryb pracuje w odpowiedni sposób. Stąd wysoka ocena tego albumu. Zdecydowanie ponadprzeciętna.

MLWZ album na 15-lecie