Big Big Train - Far Skies Deep Time EP

Artur Chachlowski,

ImageSzanowni Państwo, nisko chylę czoła przed grupą Big Big Train. W grudniu ubiegłego roku wydała ze wszech miar udaną płytę „The Underfall Yard”, aktualnie intensywnie pracuje nad nowym albumem „English Electric” (prawdopodobna premiera: koniec przyszłego roku), a tymczasem, niejako mimochodem, wydaje 40-minutową EP-kę zawierającą pięć premierowych utworów. I to jaką EP-kę!!! Po prostu genialną, szczególnie zważywszy na fakt, że ukazała się ona ot tak, niejako „przy okazji”.

Jestem pod ogromnym wrażeniem muzyki wypełniającej „Far Skies Deep Time”. Słucha się jej gładko, dobywające się z głośników dźwięki chłonie się z przyjemnością równą łykom źródlanej wody w trakcie górskiej wycieczki w upalny dzień. To Big Big Train w całej okazałości. W stylu, który wypracowany był przez lata na kolejnych, bardzo dobrych płytach, począwszy od niesłusznie niedocenianego oficjalnego debiutu (choć nie było to tak naprawdę pierwsze wydawnictwo firmowane nazwą Big Big Train) pt. „Goodbye To The Age Of Steam” (1994), poprzez „English Boy Wonders” (1997; rozszerzona reedycja miała miejsce w 2008 roku), płyty: „Bard” (2002), „Gathering Speed” (2004), „The Difference Machine” (2007), aż po wspomniany już przez mnie fenomenalny album „The Underfall Yard” (2009).

To majestatyczne, typowo angielskie prog rockowe brzmienie grupy Big Big Train sprawia, że tych utrzymanych w nieśpiesznym, uduchowionym tempie utworów słucha się z przeogromną radością i z wypiekami na twarzy. Ten pochodzący z Bournemouth zespół wydaje się być z jednej strony spadkobiercą dojrzałego stylu The Beatles, a z drugiej – naturalnym przedłużeniem twórczości grup pokroju Genesis, Yes i The Enid. Dzieje się to zapewne dzięki temu, że grupę tworzą naprawdę wielkie indywidualności. Na perkusji gra (już nie ma mowy o występach gościnnych, jest on w książeczce wymieniany jako pełnoprawny członek zespołu) Nick d’Virgilio, na gitarze i klawiszach założyciel zespołu – Greg Spawton, na basie – drugi pod względem długości stażu w grupie – Andy Poole, na gitarach akustycznych Dave Gregory (z XTC!), a na wokalu udziela się (gra też na flecie, akordeonie i mandolinie) obdarzony przewspaniałym głosem David Longdon (był podobno genesisowskim „planem B” wobec Raya Wilsona w trakcie pracy nad płytą „Calling All Stations”). Mało tego, na EP-ce „Far Skies Deep Time” wśród gości pojawił się podobno po raz ostatni, przerywając na chwilę swoją muzyczną emeryturę, sam Martin Orford (ex-IQ), który obdarzył utwór „Fat Billy Shouts Mine” dwiema wspaniałymi solówkami zagranymi na syntezatorze.

EP-kę otwiera utwór „Master Of Time”. To jedyny w tym zestawie cover. Utwór z repertuaru Anthony’ego Phillipsa, który opracowywany był dla potrzeb jego pierwszej solowej płyty „The Geese And The Ghost” (1977). Nie muszę mówić, że nagranie to zostało potraktowane przez Big Big Train w rzetelny, pełen szacunku dla oryginału, sposób. Stanowi ono świetny wstęp do tego krążka. Zaraz po nim mamy wspomniany już utwór „Fat Billy Shouts Mine”. Jest to opowieść o legendarnym bramkarzu Williamie Foulke, który na przełomie XIX i XX wieku bronił barw Sheffield United i reprezentacji Anglii. Zmarł on w dramatycznych okolicznościach na plaży w Blackpool, a jego legenda i pamięć o tym wydarzeniu przetrwała do dziś. Utwór ten miał być pierwotnie częścią tytułowej suity z ubiegłorocznego albumu „The Underfall Yard”, lecz ostatecznie znalazł się tutaj jako niespełna sześciominutowy niezależny numer, który należy do najbardziej udanych fragmentów niniejszej EP-ki. „British Racing Green” i „Brambling” to dwa kolejne utwory, które tym razem opowiadają o rozpadających się związkach. Pierwszy z nich dotyczy smutnego rozstania dwóch dojrzałych osób w dzień Bożego Narodzenia, a drugi – nieco lżejszy – o końcu pierwszej, jeszcze niewinnej miłości. Na finał tego wydawnictwa, zgodnie z niepisanymi prawidłami, grupa Big Big Train zachowała najlepsze: blisko osiemnastominutową, wieloczęściową suitę „The Wide Open Sea”. To epicka kompozycja opowiada o autorze piosenek Jacquesie Brelu (stąd zaskakujące, acz urocze solo na akordeonie mniej więcej w połowie tego utworu; odnosi się ono do paryskiego okresu twórczości tego francuskiego barda), a właściwie jego duchu, bo warto wiedzieć, że ta epicka opowieść snuta jest z punktu widzenia żeglującej wyimaginowanym statkiem po oceanie duszy Brela. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że to utwór-marzenie. Prawdziwa wizytówka stylu zespołu Big Big Train, który wcześniej dał się już poznać jako autor niebanalnych epików, ale ten utwór swoim brzmieniowym majestatem i brawurowym wykonaniem przywodzi na myśl najwspanialsze dzieła gatunku, z chociażby takim „Heart Of The Sunrise” na czele.

I tak sobie myślę słuchając EP-ki „Far Skies Deep Time”, że grupa Big Big Train z każdym kolejnym swoim wydawnictwem staje się lepsza i lepsza… Jeszcze niedawno uważałem ją za dobry zespół. Teraz mówię o nim: świetny!

MLWZ album na 15-lecie