Fröberg, Hasse & Musical Companion - Future Past

Artur Chachlowski,

ImageKwiatowi Królowie zrobili sobie dłuższy urlop, więc ich poszczególni członkowie udzielają się aż miło w pobocznych projektach. Roine Stolt rozkręcił machinę pod nazwą Agents Of Mercy, Jonas Reingold wraz z kolegami pracuje nad nową płytą projektu Karmakanic, a wokalista Hasse Fröberg z towarzyszeniem efemerycznego zespołu o nazwie Musical Companion nagrał album zatytułowany „Future Past”. Co ciekawe, Hasse, jako jedyny ze składu The Flower Kings, sięgnął po muzyków nigdy wcześniej nie związanych z tą formacją. Jednak to nie „muzyczni towarzysze” są na tej płycie najważniejsi, choć to m.in. dzięki ich pomocy udało się Fröbergowi z powodzeniem zrealizować plan wydania swej pierwszej, podkreślmy od razu, bardzo dobrej, płyty solowej. W świetle reflektorów i w epicentrum muzycznych wydarzeń na płycie „Future Past” jest niemal przez cały czas Hasse, jego głos i skomponowana przez niego muzyka.

Jest jej na tym krążku dużo – ponad 73 minuty. Ten czasowy mamut to pewnie efekt odziedziczenia pewnych przyzwyczajeń z epoki gigantycznie długich płyt The Flower Kings. Tak więc, pod tym względem, niedaleko padło jabłko od jabłoni, czy – być bardziej precyzyjnym – upadł płatek z królewskiego kwiatu. Stylistycznie, aczkolwiek muzyka, która wypełnia solowe dzieło Fröberga, pozbawiona jest charakterystycznych „stoltowskich i „reingoldowskich” elementów, też nie jesteśmy zbyt daleko od brzmienia a’la The Flower Kings. Niemniej, wydaje mi się, że jest to płyta o wiele bardziej przystępna od „średniej statystycznej” macierzystego zespołu Hasse Fröberga. Przede wszystkim prawie w ogóle nie ma tu jazz rockowych naleciałości oraz rozwlekłych improwizowanych partii instrumentalnych. Nasz bohater postawił raczej na zwartość, precyzję i dźwiękową kondensację (kompozycyjnie) oraz na solidną szkołę tradycyjnego rocka wplatając weń szereg pierwiastków ze świata rocka artystycznego (stylistycznie).

Nad „Future Past” – za sprawą rozpoznawalnego głosu Fröberga – cały czas unosi się jednak duch muzyki The Flower Kings. Jednakowoż, gdy tak słucham tego albumu w te i wewte (a robię to za każdym razem z prawdziwą przyjemnością, bowiem jest to – podkreślam po raz kolejny – naprawdę bardzo udane wydawnictwo), to wyraźnie słyszę też echa dokonań innych wykonawców: Spock’s Beard, Moon Safari, Queen, Yes, Muse, Argent, Manfred Mann, Tod Rundgren… Dużo tego Ale i tak mógłbym pewnie jeszcze długo tak wymieniać, a lista artystów, którzy zainspirowali Fröberga do skomponowania materiału wypełniającego to wydawnictwo, byłaby z pewnością znacznie dłuższa. Tak czy inaczej, solowy album wokalisty The Flower Kings czerpie z wielu dobrze sprawdzonych źródeł i zdecydowanie należy zapisać go do grona bardziej udanych prog rockowych płyt, które ukazały się w 2010 roku.

Pytacie o moje ulubione utwory na płycie? Co najmniej trzy są genialne: „Fallen Empire” (10:20), „Piece Of The Sky” (14:18) oraz „On My Blood” (13:01). Jak łatwo obliczyć, stanowią one ponad połowę materiału stanowiącego program tego wydawnictwa. Pozostałe nagrania też nie są złe. Są one może w mniej ewidentny sposób „progresywne”, a to poprzez zaimplementowanie w nich przebogatej palety różnych składników z bardziej mainstreamowo rozumianego rocka: brzmienia amerykańskiego Południa w „The Ultimate Thrill”, bluesa w „I Wouldn’t Change A Thing”, prog metalu w „Above” czy chyba zbyt ewidentnej „kradzieży” kilku podstawowych taktów z klasycznego hitu „You Keep Me Hanging On” w utworze „Everyday”.

Tytuł płyty jest wymowny. Mówi praktycznie wszystko. Na solowym krążku Fröberga tradycja miesza się z nowoczesnością, nigdy jednak nie schodząc poniżej bardzo przyzwoitego poziomu. Zastanawiam się nawet czy nie zaryzykować stwierdzenia, że jest to najlepszy solowy projekt muzyka wywodzącego się z The Flower Kings. Nawet jeżeli tak do końca nie jest, to, obiektywnie rzecz biorąc, album „Future Past” przynosi naprawdę mnóstwo przyjemnych wrażeń przy słuchaniu. Bo - powtórzę to już po raz nie wiadomo który - to dobra płyta jest. Dla koneserów wysmakowanej prog rockowej muzyki – jazda obowiązkowa.                                               

MLWZ album na 15-lecie