Bainbridge, Dave - Veil of Gossamer

Artur Chachlowski,
ImageAleż piękna płyta! Może ciut za bardzo eklektyczna, bo trochę rockowa, trochę akustyczna, trochę celtycka... Ale cały czas piękna, eteryczna i zniewalająca. Jakby Dave Bainbridge nie mógł do końca się zdecydować na co oprócz zniewalającego piękna postawić w swoich kompozycjach. A może tak właśnie zaplanował sobie realizację swoich muzycznych planów ten muzyk, będący na codzień czołową postacią zespołu Iona? Korzystając z przerwy w działalności macierzystej formacji (wokalistka Joanne Hogg wybrała się na „urlop macierzyński”) postanowił wydać swój solowy album, na który złożyły się utwory komponowane na przestrzeni kilku raczej „do szuflady”, niż z myślą wykorzystania ich na kolejnych płytach Iony. Teraz Dave najwyraźniej uznał, że nadszedł czas na wydanie ich na jednym krążku, do nagrania którego zaprosił kolegów z zespołu. Frank van Essen gra na perkusji, Troy Donockley na dudach, Tim Harries na basie, a oprócz nich w sesji wzięli jeszcze udział William Scofield (sax), Nick Beggs (bg), Peter Whitfield (viol) oraz Pete Fairclough (perc). No i trzy śpiewające panie: wspomniana już Joanne Hogg, Rachel Jones z grupy Karnataka oraz znana chociażby z ostatnich płyt Camel Mae McKenna. Jakże one wspaniale śpiewają! Niczym chór aniołów w idealnej harmonii z dostojną, natchnioną i uduchowioną muzyką. Szczególnie ostatnia z wymienionych wokalistek wypada niezwykle efektownie. Jej śpiewana w Gaeliku interpretacja kilkunastominutowych suit „Star-Filled Skies” i „The Everlasting Hills” budzi najwyższy podziw i uznanie. Z kolei śpiewana przez Joanne Hogg piosenka „Until The Tide Turns” z oczywistych względów wypada niczym jakiś nieznany utwór z repertuaru grupy Iona. Reszta spośród pozostałych utworów to kompozycje instrumentalne, w których niepodzielnie króluje kunszt i klasa naszego głównego bohatera. Dave Bainbridge zarówno gdy chwyta za gitarę akustyczną („The Seen And The Unseen”), elektryczną („The Homeward Race”), mandolinę („Over The Waters”), czy siada za fortepianem („The Veil Of Gossamer”) po prostu czaruje magicznymi dźwiękami, tonami i akordami dobywającymi się spod jego palców. Veil Of Gossamer... Welon babiego lata... Przepiękna płyta... Niczym mądra księga z muzycznymi opowieściami o trudnej wędrówce dusz z krainy „Tu i teraz” do królestwa „Tam i zawsze”...
MLWZ album na 15-lecie