Memories Of Machines - Warm Winter

Przemysław Stochmal,

ImageCztery lata wspólnej pracy nad materiałem, zaangażowanie do projektu pokaźnego grona znanych osobistości ze świata rocka progresywnego i oto nareszcie płyta zatytułowana „Warm Winter” jest dostępna na rynku. Muzyka Memories Of Machines, bo tak nazwali swój projekt jego twórcy, a więc Giancarlo Erra z włoskiego Nosound oraz Tim Bowness, znany przede wszystkim jako połowa duetu No-Man, jest w stanie zachwycić nie tylko tych, którym bliska jest melancholijna muzyka włoskiego zespołu czy sentymentalne dokonania Brytyjczyka w różnych personalnych konfiguracjach z ostatnich kilku lat.

Z uwagi na listę zaproszonych do współpracy gości, można było pokusić się o przypuszczenia, że panowie Bowness i Erra, art-rockowi muzycy kojarzeni naturalnie z delikatną odmianą gatunku, są w stanie stworzyć dzieło paradoksalnie wyjątkowo barwne i stylistycznie różnorodne. Bo jakże znaleźć wspólny mianownik materiału wykonywanego przez tak różnych artystów, jak chociażby Peter Hammill, Jim Matheos czy śpiewająca w All About Eve Julianne Regan? Okazało się jednak, że duet Memories of Machines, zachowując pełną kontrolę nad dziełem, zdecydował się w sposób niezwykle wyważony i inteligentny skorzystać z usług kolegów „z branży”, co w przypadku niektórych artystów zyskało efekt właściwie niemal symbolicznego wkładu – o ile bowiem nie można mieć żadnych wątpliwości, gdy za gitarę chwyta Steven Wilson, a za perkusją siada na co dzień bębniący w Paatos Huxflux Nettermalm, o tyle trzeba by wyjątkowo wprawnego ucha, by w odpowiednich momentach rozpoznać udział gitarzysty Fates Warning czy Petera Hammilla.

Mimo udziału znamienitych gości w niemal każdym utworze na płycie, muzyka Memories of Machines nie straciła zatem nic z charakteru dokonań Bownessa i Erry, a delikatnie przystrojona gościnnymi występami, stała się przepiękną wypadkową dokonań obu artystów. Bez burzących nastrój niespodzianek, od początku do końca jest romantycznie i melancholijnie. Momentami nieco bardziej przebojowo („Before We Fall”, „Warm Winter”), przede wszystkim jednak bardzo nostalgicznie i refleksyjnie. Im bardziej posępnie, tym piękniej, chciałoby się rzec, wszak takie utwory, jak „Lost And Found In The Digital World” i „At The Centre Of It All” to najwyższej klasy i absolutnie wyjątkowej urody przykłady muzycznego smutku pióra niezwykle uzdolnionych kompozytorów. W ów sentymentalny muzyczny krajobraz znakomicie wpisują się również i nagrania, które w pewnym stopniu można było poznać wraz ukazaniem się tworzonego przez pewien czas równolegle do „Warm Winter” ostatniego studyjnego albumu No-Man – na nowo, delikatniej zaaranżowany „Beautiful Songs You Should Know” oraz „Schoolyard Ghosts”, z całą pewnością pochodzący z tego samego szkicu, co zamykający album Bownessa i Wilsona „Mixtaped”.

Znajdą się tacy, którzy sięgną po „Warm Winter” z sympatii do Bownessa, znajdą się też tacy, którzy zapoznają się z tą muzyką z zamiłowania do Nosound, znajdą się w końcu i tacy, których najsilniej skusi po prostu lista nazwisk na okładce. Jakiekolwiek nie byłyby to pobudki, materiał zawarty na płycie właściwie nie może nie poruszyć. To czyste piękno zamknięte w pięćdziesięciu minutach, za każdym nowym „seansem” wyjątkowych. To muzyka, którą się delektuje.

MLWZ album na 15-lecie