RanestRane - Shining

Robert "Morfina" Węgrzyn,

ImageZespół w składzie: Riccardo Romano (instrumenty klawiszowe, harmonia, programowanie), Daniele Pomo (perkusja, wokale), Maurizio Meo (bas), Massimo Pomo (gitara elektryczna, klasyczna i akustyczna), czyli jakby nie czytać zespół rodem z krwi i kości prosto z Włoch, nosi nazwę RanestRane (recenzja ich poprzedniego wydawnictwa „Nosferatu Il Vampire” dostępna jest pod tym linkiem). „Shining” to nowy dwupłytowy album Włochów. Inspiracją do jego stworzenia, podobnie jak w przypadku poprzedniego albumu, był film. Tym razem Włosi wzięli na tapetę kolejny sławny horror pt. „Lśnienie” w reżyserii Stanleya Kubricka.

„Od czasu powstania naszego pierwszego filmowo-koncertowego dzieła „Nosferatu Wampir” prawie rok zajęło nam zidentyfikowanie nowego tematu na drugi album i rozpoczęcie komponowania „Shining Cineconcerto”. Mieliśmy różne możliwości, ale w mojej głowie było jasne, że hołd dla Stanleya Kubricka stanowiłby dla nas najlepszy wybór. W rzeczywistości żaden z jego filmów nie jest może arcydziełem, ale wyzwaniem było stworzenie nowej opery rockowej, choć wiadomo, że filmy Kubricka są trwale związane z ich ścieżkami dźwiękowymi, a publiczność zna je i kocha. Gdy już stwierdziliśmy, że „Lśnienie” jest najbardziej odpowiednim filmem, staraliśmy się znaleźć właściwy klucz do reinterpretacji. I podpowiedź przyszła w ciągu jednego dnia, w czasie słuchania utworu „Darkness” z płyty „Up” Petera Gabriela. Tkwiła ona w bardziej klaustrofobicznej, psychodelicznej i agresywnej muzyce, niż tej prezentowanej na „Nosferatu Wampir”, ale z wciąż typową dla RanestRane rotacją piosenek i utworów instrumentalnych”. - takimi słowami pracę nad krążkiem określa perkusista zespołu, Daniele Pomo.

Część pierwsza albumu zawiera 12, a druga 11 kompozycji. Wszystkie dopracowane są pod każdym względem, nie ma tutaj mowy o przypadkowym dźwięku czy jakiejkolwiek improwizacji, wszystko jest wyważone i precyzyjnie dopasowane. To poważny, świetny album, a zespół z powodzeniem może konkurować z najlepszymi z gatunku. Słychać i czuć ich inspiracje rodem z Pink Floyd czy Porcupine Tree. Panowie odnoszą spore sukcesy w branży filmowej, niejednokrotnie ich muzyka wypełniała lub dopełniała tła kinowych obrazów. Na uwagę zasługuje też niebanalna harmonia okładki, notabene przedstawia ona obraz autorstwa Zdzisława Beksińskiego, i jej ewidentne nawiązanie do muzyki przedstawianej przez RanestRane.

Na płycie jest bardzo tajemniczo i klimatycznie, piękne ballady płyną spod palców gitarzysty i klawiszowca, wokale oraz liczne filmowe dialogi doskonale uzupełniają tę harmonię. Polecam przesłuchać ten album o nastrojowej porze, w lekki wieczór lub w ciemną, czarną noc, przy delikatnym szumie wiatru, no może z malutką burzą za oknami. I wtedy nastrój i klimat „Lśnienia” może być mega intrygująco–interesujący. Mocno polecam też skorzystanie z zaleceń zamieszczonych na okładce płyty, ażeby słuchać ją równolegle z włączonym na DVD filmem Kubricka. Podobno wtedy efekt jest najlepszy. To nowa jakość w przemyśle muzycznym. Nie wiem, nie próbowałem. Ale muzykę, samą w sobie, tą z obu krążków CD, oceniam bardzo wysoko.

MLWZ album na 15-lecie