Brainpool - Junk: A Rock Opera

Artur Chachlowski,
ImageJestem pod ogromnym wrażeniem tej płyty. Górnolotnie określana  przez sam zespół jako rock opera, jest ona po prostu świetnym rockowym koncept – albumem, którego „operowy” charakter zasadza się głównie na historii opowiadanej na dwóch srebrnych krążkach. Mówi ona o pewnym niespełnionym romansie dziejącym się w środowisku biznesowym. Jest tu sekretarka, dyrektor wytwórni płytowej, szef wielkiej korporacji, solistka zespołu rockowego, pracownik firmy porządkowej. Są wreszcie trzej muzycy: David Birde (g), Jens Jansson (dr) i Christoffer Lundqvist (b,k,fl). Nie dość, ze wszyscy są świetnymi instrumentalistami, to doskonale potrafią śpiewać i z powodzeniem interpretują partie wokalne rozlicznych postaci występujących w tej fabule. Album „Junk” ma nieźle przemyślaną konstrukcję z powracającymi tematami, repryzami i składa się on z kilkudziesięciu krótkich tematów. Wszystkie są ze sobą umiejętnie połączone, tak że przy słuchaniu ma się wrażenie, że mamy do czynienia ze spokojnie rozwijającą się, niesamowicie spójną całością. Pod tym względem „Junk” przypomina mi słynną pinkfloydowską „Ścianę” i choć to z pewnością przedsięwzięcie nie tego kalibru, to trudno odmówić produkcjom grupy Brainpool niepowtarzalnego uroku. Muzyczne pomysły tria są chwilami zgoła zaskakujące, skaczące często po różnych epokach muzyki rozrywkowej. Znajdziemy to sporo odniesień do beatlesowskiego popu lat 60-tych, do bogato aranżowanych partii wyjętych żywcem z epoki flower – power, do tanecznych rytmów lat 80-tych, są też i współczesne samplingi i efekty komputerowe. Wszystko to włożone w ramy zgrabnych, połączonych ze sobą piosenek i co najważniejsze, całość wcale nie sprawia wrażenia muzycznego misz maszu. Tu wszystko ma swój cel, swoje miejsce, każdy dźwięk i temat pojawia się w odpowiednim czasie, każda fraza pada w odpowiednim momencie. Dużą radość sprawia to ambitne dzieło przy każdorazowym kolejnym przesłuchaniu. Choć to rzecz długa i lirycznie dość pokomplikowana, to muzyka nie nuży ani przez chwilę. Jest ona radosna, pełna uroku i młodzieńczej fantazji, nie odkryta jeszcze nawet przez najbardziej wytrwałych poszukiwaczy nowych ambitnych produkcji. I z tego powodu warta jest solidnej rekomendacji.
MLWZ album na 15-lecie