Kinetic Element - Powered By Light

Robert "Morfina" Węgrzyn,

ImageWydana w 2009 roku płyta „Powered By Light” grupy Kinetic Element to produkcja mocno osadzona w rocku progresywnym z naciskiem na symfonikę. Całym mózgiem i operatorem projektu jest kompozytor i klawiszowiec oraz wokalista, pochodzący z Richmond, Mike Visaggio. Na płycie wspiera go „trzech muszkieterów”: Tony D’Amato grający na basie, Michael Murray obsługujący perkusję i udzielający swojego głosu oraz Todd Russell na gitarach. Geneza powstania zespołu wydaje się być dosyć ciekawa. Otóż w 2006 roku Mike Visaggio stworzył swój pierwszy solowy album i szukał dodatkowych muzyków do wykonywania utworów z tej płyty na żywo. Dołączyli wówczas do niego trzej ludzie, wspomniani wyżej Todd Russell i Michael Murray oraz Matt Harris (bas). Współpraca tak dobrze się układała, że wkrótce postanowili rozwinąć ją do projektu muzycznego. Szybko nazwano go Kinetic Element. Od tego czasu wystąpili wielokrotnie na koncertach na żywo, ale zaczęli również nagrywać nowe utwory.   W 2008 roku Harrisa zastąpił Tony D’Amato, który jednak pod koniec 2009 r., z powodów osobistych, zmuszony został do opuszczenia zespołu.  

„Powered By Light” to bardzo fajna propozycja muzyczna. Mike Visaggio naparza w niej ile wlezie. Wykorzystuje on różne dźwięki klawiatury, które obejmują wiele gatunków, starając się połączyć różne podejście do rocka progresywnego. Klawisze są tu instrumentem przewodnim.

Na płytce mamy siedem długich, dobrze dopracowanych numerów. Możemy wsłuchać się zarówno w melancholię, delikatność i subtelność otrzymanych dźwięków, jak również w wyrafinowane solówki na instrumentach klawiszowych, jak i strunowych (czytaj: gitarze). Muzyka zamieszczona na tym wydawnictwie ma wiele zakrętów. Są chwile ponure, wyrażające ciemności, ale dla równowagi wiele jest też tych jasnych, świetlistych. Mike nie daje się wciągnąć w pokazywanie jak zły jest otaczający nas świat i z jakimi negatywnymi rzeczami mamy do czynienia na co dzień. Daje raczej słuchaczowi bardzo pozytywne doświadczenia. Wszystko tutaj brzmi bardzo dobrze. Pomimo tego, że Mike nie jest najlepszym wokalistą prog rocka, jego wokale są przyjemne w odbiorze. 

Każdy fan dobrze dobranych aranży i interesujących melodycznych wędrówek wydobywających się z klawiatury znajdzie tu coś dla siebie.  To pozycja godna uwagi. Jakieś siedem punktów na dziesięć możliwych…

MLWZ album na 15-lecie