Chociaż Kazik Staszewski ze swym projektem KNŻ – Kazik Na Żywo - odwiedza Kraków dość regularnie, obecna trasa miała być w zamyśle artysty pożegnalną, odbywaną pod tym szyldem. W związku z tym były różne spekulacje na ten temat. Tak, czy siak koncert w krakowskim Kwadracie został wyprzedany do ostatniego miejsca.
Nim artysta pojawił się na scenie, publiczność rozgrzewało trio o wdzięcznej nazwie Pies Mazowiecki. Zagrali raptem kilka utworów, ale po pierwszej kompozycji nastąpiła przerwa techniczna spowodowana awarią jednego z naciągów w perkusji. Po uporaniu się z usterką, kontynuowali koncert, grając w sumie około 40 minut. W tym czasie publiczność powoli schodziła się do klubu. Około 20-tej sala wypełniona była już po brzegi. Śmiem twierdzić, iż w tym konkretnym przypadku klub Kwadrat okazał się być zbyt małym miejscem na taki koncert.
Punktualnie i zgodnie z planem na scenę wszedł Kazik Staszewski z ekipą. Jako pierwszy wybrzmiał utwór „Nie ma litości”. Podczas wykonywania drugiego, pt. „Artyści”, publiczność już zaczęła szaleć. Nie brakowało amatorów crowd-surfingu, więc ochrona miała pełne ręce roboty. Potem publiczność mogła się bawić przy pierwszym z coverów przeznaczonych na ten wieczór – „California Űber Alles” grupy Dead Kennedys. Niestety dla jednego z amatorów ekstremalnych zabaw, crowd-surfing okazał się być o tyle pechowy, że pod koniec tego utworu ochrona musiała mu pomóc dojść do siebie, a skutkiem tej „zabawy” była zakrwawiona twarz. Wyprzedana impreza poskutkowała niestety innym poza koncertowym incydentem – niedostateczna ilość miejsc parkingowych w okolicy klubu oraz dzikie parkowanie doprowadziło do tego, że kończący na pętli pod klubem autobus miał problemy z wyjechaniem z niej, co z kolei wymagało interwencji policji.
Dalszy ciąg koncertu obfitował głównie w autorski repertuar Kazika. Chociaż zdarzały się też pojedyncze covery („Konsument” KULTu czy „W południe” Kazimierza Grześkowiaka). Jednak najciekawsze moim zdaniem kawałki artysta zostawił dopiero na koniec występu. „Plamy na Słońcu”, „Andrzej Gołota”, „Biały Gibson” czy „Tata Dilera” były utworami oczekiwanymi przez wiele osób. W czasie wykonywania ostatniego z wymienionych artysta przedstawił towarzyszących mu muzyków. Główną część koncertu zakończył utwór „Prawda”. Potem był jeden zestaw bisów obfitujący głównie w covery. Po zaśpiewaniu trzech z nich, już na sam koniec został zagrany kawałek „Spalam się”. Do tego utworu mam dość osobisty stosunek. Pamiętam, jak był grany w radiu w wersji stylizowanej bardziej na rap, zaś w wersji „na żywo” brzmiał on zawsze bardziej rockowo. Artysta pozwalał sobie też na drobne zmiany aranżacyjne w stosunku do oryginału, co uatrakcyjniło wykonanie.
Pomimo ogromnej frekwencji, na koncercie nie było aż tak duszno jak w zeszłym roku, chociaż klub i tak pękał w szwach. Sala wypełniona po brzegi dowodzi ogromnej popularności artysty. W razie, gdyby Kazik zapowiedział za jakiś czas reaktywację swojego projektu, może warto pomyśleć o wynajęciu większej powierzchni, np. tej w Teatrze Nowa Łaźnia?
Setlista:
Nie ma litości
Artyści
California Über Alles (Dead Kennedys cover)
Świadomość
Spalaj się
Tańce wojenne
Konsument (Kult cover)
Legenda ludowa
Jeśli kochasz więcej to boisz się mniej
Las Maquinas de la Muerte
Nie ma Boga
Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego
Polska jest ważna
Przy słowie
Mój synku
W południe (Kazimierz Grześkowiak cover)
Czemu ah czemu
Łysy jedzie do Moskwy
Marzenia swoje miej
Plamy na słońcu
Andrzej Gołota
Biały Gibson
Ballada o Janku Wiśniewskim
Tata dilera
Prawda
Bisy:
Celina (Kult cover)
Odpad atomowy (Zacier cover)
Ballada o kobiecie żołnierza (Kurt Weill cover)
Spalam się