Taniec na jednej nodze - wywiad z Ianem Andersonem

Artur Chachlowski,
Nie ukrywam, że od ponad 25 lat, a więc od chwili, kiedy w sposób świadomy słucham muzyki, uważnie śledzę losy grupy Jethro Tull i jej lidera. Nie dziwcie się więc, że gdy redaktor Świtała zaproponował mi przeprowadzenie wywiadu z Ianem Andersonem aż podskoczyłem z radości. Nie dziwcie się też, że odczuwałem lekką tremę przed tą rozmową. Jak to? Jeden z najznakomitszych artystów rockowych, jeden z moich idoli ma do mnie zadzwonić i poddać się próbie moich pytań? Nie dziwcie się zatem, że byłem mocno podekscytowany. Tymczasem, gdy Ian zadzwonił, przestawił się, miło przywitał i zaczął gawędzić. Okazał się nadzwyczaj sympatycznym człowiekiem. I nie wiedzieć kiedy, z zaplanowanych 20 minut zrobiła się nam blisko godzina rozmowy.

 

MH: O ile wiem to właśnie dobiega końca amerykańskie tournee Jethro Tull.

IA: Tak, właśnie wczoraj mieliśmy ostatni koncert w Illinois i teraz możemy zrobić sobie krótką przerwę.

MH: A co z koncertami w Europie i Polsce?

IA: Oczywiście, że planujemy koncerty, w tym także w Europie Wschodniej, ale nie wcześniej niż dopiero na początku lata przyszłego roku. Nie mamy jeszcze zafiksowanych wszystkich terminów, ale z tego co wiem, to mamy odwiedzić Polskę, Czechy, Węgry, Rumunię, Bułgarię i… Armenię.

MH: To będzie  chyba Wasza pierwsza wizyta w tym kraju?

IA: (śmiech) To będzie chyba pierwszy raz, gdy ktokolwiek zagra w Armenii! (śmiech)

MH: A pamiętasz pierwszą wizytę w Polsce?

IA: Przez wiele lat nie udawało nam się przyjechać do Polski, ale w ostatnich latach odwiedziliśmy wasz kraj dwukrotnie. Jestem pod wrażeniem ciepłego i entuzjastycznego przyjęcia przez polską publiczność, która przyszła zobaczyć występy Jethro Tull. Wiem, że mamy w Polsce bardzo lojalnych fanów, a dla takich zawsze chętnie się gra na żywo. Poza tym nie ma co ukrywać: Polacy i Szkoci (Ian jest Szkotem – przyp. AC) mają wiele wspólnych cech, które powodują, że od razu czuje się, że nadajemy na wspólnych falach. Polacy i Szkoci to ludzie o ogromnych sercach i małych portfelach (śmiech).

MH: W tym roku obchodzisz 40-lecie swojej pracy artystycznej. Zastanawiam się skąd bierzesz tyle sił, a przede wszystkim motywacji, by niemal co roku nagrywać nową płytę? Czy artyści o takim dorobku, jak Ty nie woleliby przypadkiem zaszyć się gdzieś głęboko na przykład na Hawajach i wypoczywać przez długie miesiące, zamiast przemierzać świat z koncertami?

IA: Nie potrzeba mi Hawajów do dobrego odpoczynku. Wiesz, ja teraz odpoczywam. Siedzę w hotelowym pokoju w sercu Stanów Zjednoczonych, rozmawiam z tobą przez telefon, właśnie skończyła się trasa, zaraz będę się pakował, wsiądę do auta i przez kilka godzin będę jechał na lotnisko w Chicago, potem kilka godzin lotu, a jutro zobaczę się z rodziną. Ja naprawdę lubię podróżować i koncertować. Wydaje mi się, że właśnie wtedy odpoczywam. Po co mi te Hawaje? Poza tym wydaje mi się, że pomimo swoich 57 lat wcale nie marzę o wypoczynku i oddaniu się lenistwu. Gdybym był na przykład ekonomistą, to właśnie wchodziłbym zapewne  w najlepszy okres życia zawodowego. Zarabiałbym pewnie duże pieniądze na emeryturę. Wcale nie czuję się zmęczony tym, co robię na co dzień. Wręcz odwrotnie, jako muzykowi ciągle chce mi się próbować nowych rzeczy i wprawdzie nie wiem na jak długo starczy mi jeszcze sił, ale zapewniam cię, że wcale nie w głowie mi artystyczna emerytura.

MH: W tych dniach w Polsce ma premierę Twoja nowa solowa płyta „Rupi’s Dance”. To już Twój czwarty solowy album. Uważam, że jest on dość podobny do wydanej w 2000 roku Twojej poprzedniej płyty „The Secret Language Of Birds”.

IA: Moja pierwsza, wydana 20 lat temu płyta była bardzo eklektyczna i napchana elektroniką. Drugi album był zbiorem instrumentalnych tematów wzorowanych na folklorze różnych stron świata, ale zarówno nowy album, jak i „The Secret Language Of Birds” jest po prostu zbiorem kilkunastu piosenek. Piosenek pisanych z podobnej perspektywy, często bardzo osobistych. Tak, jak i poprzedni album nagrywałem ją za pomocą akustycznych instrumentów i grona zaprzyjaźnionych muzyków. Po prostu: głos, gitara, bas, perkusja i flet. No, może czasami smyczki. To bardzo akustyczny, a zarazem prawdziwie brzmiący album. Ale kto wie, być może już następna płyta będzie zupełnie inna, być może będzie bardziej „konceptualna”, może bardziej złożona? Ale zbyt wcześnie mówić o tym teraz. Mogę tylko dodać, że „Rupi’s Dance” jest płytą, która dokładnie oddaje mój obecny stan ducha. Dlatego jest właśnie taka, a nie inna. Prawdziwa... Tak, to słowo przyszło mi teraz do głowy. To bardzo prawdziwa płyta. A tak w ogóle, to przyznam ci się, że lubię eksperymentować przy okazji swoich solowych albumów. Jest na to zdecydowanie więcej miejsca, niż w przypadku kolejnych płyt Jethro Tull. W tym roku niemal równolegle z „Rupi’s Dance” przygotowywałem nowy studyjny album Jethro Tull. Świąteczny album. Spędziłem więc niemal non stop 4 miesiące w studiu nagraniowym i teraz z drżącym sercem czekam na reakcje (śmiech).

MH: No właśnie, zatem kiedy premiera „świątecznego” albumu Jethro Tull i jaka muzyka go wypełni? Kolędy w opracowaniu Jethro Tull”?

IA: Nie wiem kiedy akurat w Polsce ukaże się ta płyta, ale w Anglii już chyba pod koniec września. A jaka znajdzie się na niej muzyka? Zasadniczo podzieliłbym ją na 4 rodzaje. Po pierwsze będzie tam trochę nowego, całkiem premierowego materiału Jethro Tull, po drugie trochę naszych starszych utworów związanych z Bożym Narodzeniem, ale nagranych na nowo, a po trzecie znajdzie się na niej kilka nagrań, które dość luźno związane są zimowym nastrojem, śniegiem, gorączką przedświątecznych zakupów, czy dziecięcymi zabawami na śniegu. I wreszcie po czwarte, będzie tam trochę klasycznej muzyki. I to nie tylko tradycyjnych kolęd.

MH: Już nie mogę się doczekać…

IA: Ja też. Nie mogę też doczekać się samych świąt.

MH: Lubisz święta?

IA: No pewnie. Czy gdybym ich nie lubił, to czy nagrywalibyśmy album z bożonarodzeniową muzyką? Mam nadzieję, że ci się spodoba.

MH: Z pewnością. Powróćmy jednak na chwilę do płyty „Rupi’s Dance”. Gdzie szukasz inspiracji do lirycznej warstwy swoich piosenek?

IA: Uwielbiam obserwować rzeczywistość. To wszystko, co się wokół nas dzieje. Idę ulicą, wywołuję film u fotografa, oglądam telewizję, spotykam ciekawego człowieka. To wszystko może być bardzo inspirujące. Wkoło nas jest tyle interesujących tematów. Kiedyś wraz z przyjaciółmi byłem w berlińskim Zoo. Oglądaliśmy te wszystkie zwierzęta w klatkach i nagle nad naszymi głowami przeleciał gołąb. Wolny, jak…ptak. Zrobił jedno koło, drugie, trzecie…Po prostu cieszył się wolnością. To był niesamowity kontrast ze zwierzętami w klatkach. I od razu przyszła mi do głowy refleksja: czy aby na pewno te zwierzaki zazdrościły gołębiowi? Czy naprawdę wolałyby żyć teraz na wolności? A może dobrze im po drugiej stronie ogrodzenia? Może nie przeżyłyby jednego dnia, gdyby ktoś je nagle uwolnił? I odwrotnie, ten gołąb pewnie też nie czułby się dobrze w zamknięciu. Trzeba znać swoje miejsce w życiu i nie robić nic na siłę. Ale obserwacja to tylko jedno ze źródeł inspiracji. Drugim jest po prostu upływający termin (śmiech). Gdy masz przed sobą kalendarz i wiesz, że do juta masz napisać tyle i tyle utworów, to wtedy po prostu siadasz i piszesz. A wtedy do głowy przychodzą zupełnie przypadkowe rzeczy. Nie mówię, że gorsze, ale to całkowicie inny sposób tworzenia.

MH: Czy potrafisz żyć bez oglądania CNN?

IA: (śmiech) Wiem o co pytasz. W piosence „Not Ralitsa Vassileva” nawet poruszam ten temat. Po prostu, gdy jesteś w trasie, nie masz dostępu do gazet i ulubionych programów telewizyjnych. Po kilku dniach czujesz się jak przybysz z innej planety. Kompletnie nie wiesz co dzieje się na świecie. A przecież dzieje się tyle ważnych i przerażających rzeczy. Lubię nastawić telewizor w hotelu na CNN i tak trochę go słucham, trochę oglądam. Staram się być na bieżąco.

MH: Ian, czy wiesz, że dokładnie dzisiaj w Polsce rozpoczyna się rok szkolny (rozmawialiśmy 1 września – przyp. AC)? Sądząc po utworze „Two Short Planks” chyba nie za bardzo lubiłeś szkołę?

IA: Ach te linijki, cyrkle, chemia, fizyka, algebra… Brrr... Początkowo byłem pilnym uczniem, ale potem coraz bardziej ciągnęło mnie do innych, przyjemniejszych zajęć.

MH: No tak, kto lubi szkołę? Pozwól, że na koniec zapytam Cię o coś bardziej ogólnego. Od ponad 30 lat Ty oraz Jethro Tull utożsamiani jesteście z nurtem rocka artystycznego. Co osobiście radziłbyś młodym artystom neoprogresywnym, którzy nie mają podpisanych kontraktów z dużymi wytwórniami, a tym samym nie mogą liczyć na marketingowy rozmach w lansowaniu swoich dokonań? Wiem, że swego czasu wspierałeś takich „młodych progresywnych”, jak Solistce, czy Magellan. Jak jest Twoja rada dedykowana takim zespołom?

IA: Przede wszystkim wyrzućcie na śmieci stare płyty Jethro Tull! (śmiech). Zresztą nie tylko Jethro Tull, ale i Genesis, Yes, ELP i innych, którzy utożsamiani są z tym gatunkim. Młodzi powinni spróbować komponować muzykę wypływającą prosto z ich głowy, serca, duszy, „ich” muzykę, a nie wzorować się na tym, co ktoś nagrał już kiedyś przed laty. Najgorszą rzeczą jest usłyszeć młody zespół progresywny, który stara się za wszelką cenę wyłącznie naśladować np. wczesny Genesis. Wkoło nas z łatwością można znaleźć wiele ciekawych brzmień, tyle inspiracji, więc radziłbym im, by uważnie rozglądali się wokół siebie, słuchali co ciekawego dzieje się w muzyce ludowej, jazzowej, czy jeszcze innej. Powinni szeroko otworzyć się na paletę różnorodnych inspiracji i poczuć, jaka muzyka tak naprawdę gra im w sercach. Weźmy na przykład takich wykonawców jak Faith No More, Soundgarden, Red Hot Chilli Peppers, czy Offspring. Oni często wywodzą się jeszcze z nurtu punk, ale w umiejętny sposób znaleźli pomysł na swoją muzykę. Dlaczego? Bo uważnie słuchali tego, co dzieje się wokół nich, bo byli kreatywni i otwarci na nowe muzyczne zjawiska. Bardzo niebezpieczne jest machanie flagą z napisem „prog rock” i zamykanie własnych horyzontów na nowe idee. Gdyby Genesis, Yes, czy Jethro Tull nie rozwijały się w miarę upływu lat, to dzisiaj nikt by o nich nie pamiętał. Niechaj to wszystko ci młodzi progresywni wezmą sobie pod rozwagę. I niech nie boją się poszukiwać, kombinować, eksperymentować. Nie ma nic złego w mieszaniu różnych inspiracji, kultur, czy muzycznego dziedzictwa. Z doświadczenia wiem, że z reguły wychodzi z tego coś bardzo interesującego.

MH: W takim razie w imieniu wszystkich sympatyków ambitnej muzyki serdecznie dziękuję za te rady. Pamiętaj, że czekamy na Twoje przyszłoroczne koncerty w naszym kraju.

IA: Czekajcie cierpliwie. Na pewno przyjedziemy!

                                                                                              Rozmawiał: Artur Chachlowski

 

MLWZ album na 15-lecie