Anekdoten - Kraków, 24.10.2003

Artur Chachlowski,

To był jeden z trzech koncertów Anekdoten w ramach pierwszej trasy po Polsce tego szwedzkiego zespołu. Koncert bez wielkich fajerwerków, bez zbędnej feerii świateł, bez odlotowych kostiumów i bez zbytecznej w takich przypadkach choreografii. Na scenie stanęło po prostu czterech ubranych w jeansy ludzi, którzy wiedzą jak grać i potrafią to robić doskonale. A sam koncert był bardzo długim widowiskiem. Podzielony na dwie, trwające po godzinie części, a po nich jeszcze pół godziny bisów. Publiczność usłyszała chyba wszystko to, na co czekała, bo Anekdoten odbył prawdziwy rekonesans po materiale ze wszystkich swoich czterech płyt studyjnych. Były też nagrania, które znane są wyłącznie posiadaczom japońskich wersji albumów tego zespołu (rewelacyjny „Sad Rain”). Wszystkie zabrzmiały świetnie, a dla mnie prawdziwym punktem kulminacyjnym całego koncertu było wykonanie tytułowej kompozycji z najnowszego krążka zespołu pt. „Gravity”. Lecz tak naprawdę takich wzniosłych momentów było więcej. Zachwycały przede wszystkim melotronowe brzmienia dobywające się spod palców Anny Sofie Dahlberg, która na dodatek od czasu do czasu chwytała za elektroniczną wiolonczelę, by z boku sceny czarować publiczność magicznymi wręcz dźwiękami. Wspaniale współpracowali ze sobą obaj śpiewający gitarzyści: Nicklas Barker i Jan Erik Lijestrom. To głównie dzięki nim podczas całego występu panował nastrój bliski brzmieniu grupy King Crimson z płyty „Red”. I choć nigdy na własnej skórze nie doświadczyłem odlotowej atmosfery koncertów rockowych początku lat 70-tych, to właściwie przez cały czas czułem się jak uczestnik jakiegoś psychodeliczno – progresywnego misterium sprzed 30 lat, jak członek zasłuchanej i w spokoju odbierającej magiczne frazy wspólnoty zgromadzonej przed sceną. Znalazł się na nieszczęście jakiś matołek, który pod koniec koncertu wtargnął na scenę, dorwał się do mikrofonu i zaczął bełkotać coś o „Pink Floyd XXI wieku”. Polak potrafi… Choć nie popieram takich zachowań, to głęboko w duchu czułem, że koleś miał rację…

MLWZ album na 15-lecie