Fish - Raingods With Zippos

Artur Chachlowski,
ImageFish ostatnio często gości w tym miejscu. Ale nic w tym dziwnego. Chyba nikt tak, jak on nie dba o swoje publicity. Gdy jesienią ubiegłego roku podpisał kontrakt płytowy z firmą Roadrunner Records, która błyskawicznie dokonała kompaktowych reedycji wszystkich jego dotychczasowych dzieł, we wszystkich wywiadach opowiadał on głównie o zbliżającej się premierze jego nowej studyjnej płyty. Mówił o niej jak o ukochanym, dopiero co narodzonym dziecku, podkreślając przy tym, że to bez żadnych wątpliwości najdoskonalsza płyta w jego solowym dorobku. Czy rzeczywiście tak jest? Trudno jednoznacznie tak powiedzieć, bo przecież po odejściu z Marillion przed dziesięcioma laty Fish przeszedł naprawdę długą drogę pełną artystycznych wzlotów i upadków. Dla sympatyków wczesnego Marillion z pewnością na zawsze niedoścignionym wzorem pozostanie album „Vigil In The Wilderness Of Mirrors”, najbliższy klimatem macierzystej grupy Fisha. Dla tych, którzy czekali, by Fish otrząsnął się z wiszącego nad nim widma progresywnego rocka najciekawszym dokonaniem pozostanie zapewne nowocześnie brzmiący rockowy album „Sunsets On Empire”. Dla tych, którzy kochają Fisha jako nowonarodzonego artystę muzyki środka ulubioną płytą pozostanie album „Suits”. Jak zatem na tle poprzednich wydawnictw wypada album „Raingods With Zippos”? To bez wątpienia kolejna „inna” płyta Fisha. Pokazuje on na niej zupełnie nowe oblicze, które z pewnością nie tylko ucieszy dotychczasowych fanów Wielkiej Ryby, ale i zapewne przysporzy mu nowych sympatyków.

Lwia część materiału z płyty „Raingods With Zippos” powstała w trakcie muzycznego eksperymentu, do którego doszło na zamku Marouatte we Francji. Tym samym, w którym zespół Marillion w 1993 roku dokonał nagrań na płytę „Brave”. Przed rokiem wraz z 23 innymi muzykami Fish został zaproszony przez Milesa Copelanda, na codzień managera Stinga, do wzięcia udziału w tygodniowej sesji muzycznej, w trakcie której pracując w małych grupkach komponowano i dokonywano wstępnych nagrań nowych utworów. Owocem tego eksperymentu było kilka kompozycji, z których dwie Fish umieścił na ubiegłorocznym składankowym albumie „Kettle of Fish” („Mr.Buttons” i „Chasing Miss Pretty”), a trzy kolejne zachował na pełno wymiarowy album studyjny. Zanim doszło do jego realizacji Fish podjął się kolejnego wielkiego wyzwania w swoim życiu. Wystąpił w komediowym sitcomie „The Young Person’s Guide To Becoming A Rock Star”, w którym zagrał prawie samego siebie, bowiem odtwarzał rolę zmęczonego życiem artysty pracującego w studiu nagraniowym, do którego trafiają niewydarzeni muzycy. Po sprawdzeniu się w roli aktora Fish wkroczył do studia Millenium Recording i zrealizował album, który właśnie trafia nam w ręce. Oprócz trzech kompozycji z sesji Marouatte, których współkompozytorami są m.in. Rick Astley („Mission Statement”) i Elizabeth Antwi, która w utworze „Incomplete” towarzyszy wokalnie Fishowi, tworząc z nim niepowtarzalny duet wokalny na płycie „Raingods With Zippos” znajdujemy dwa utwory skomponowane przez starego  przyjaciela Fisha Mickeya Simmondsa.  Pierwszy z nich, „Tumbledown” po przepięknym fortepianowym intro Simmondsa przeradza się w ostry, rytmiczny i łatwo wpadający w ucho rockowy numer. Z kolei „Rites Of Passage” to bardzo melancholijna ballada, która klimatem przypomina solowe dokonania Rogera Watersa. Ponadto, a może przede wszystkim, wśród nagrań zamieszczonych na nowej płycie Fisha znajdujemy stary klasyk „Faith Healer” autorstwa zespołu The Sensational Alex Harvey Band. Wersja Fisha jest kompozycją pełną polotu, dramaturgii, dynamizmu i niesamowitych efektów akustycznych. Jest też zarazem hołdem złożonym zespołowi, który zawsze należał do faworytów Fisha. Warto przypomnieć, że Fish już kiedyś w swej karierze zmierzył się z tym utworem, zamieszczając jego koncertową wersję na stronie B maxisingla „Big Wedge”. To z grubsza tyle, jeśli chodzi o piosenki, które znajdujemy na albumie „Raingods With Zippos”. Ale to przecież nie wszystko. Jest jeszcze coś, co zaskoczy chyba wszystkich. I tych, którzy nie wierzyli już, że były lider Marillionu powróci do dłuższych form muzycznych, i tych, którzy twierdzili, że wypowiada się on najlepiej poprzez krótkie, mało skomplikowane utwory. Ostatnie 25 minut albumu „Raingods With Zippos” wypełnia sześcioczęściowa suita „Plague Of Ghosts”. To bardzo nowocześnie brzmiący, zróżnicowany i przepiękny utwór. Często zmienia się tu tempo, spokojne i melancholijne fragmenty sąsiadują z dynamicznymi, Fish śpiewa jak natchniony, muzycy na czele z gitarzystą Stevenem Wilsonem wznoszą się na wyżyny, a całość znajduje prawdziwie zapierającą dech w piersiach kulminację w fenomenalnym finale. W roli współkompozytorów tego monumentalnego dzieła występuje tu duet brytyjskich specjalistów od wszelkiego rodzaju remixów, sampli i radiowych reklamówek: Mark Daghorn - Tony Turrell. Tak, tak, to ci sami panowie, którzy przed rokiem zajęli się przeróbką nagrań z płyty „This Strange Engine” grupy Marillion i zamieścili je na albumie „Tales From The Engine Room” firmowanym jako Marillion And The Positive Light. To już drugi, po zamku Marouatte, „postmarillionowski” element na płycie  „Raingods With Zippos”. Jak widać, Fish i jego byli koledzy ciągle chadzają tymi samymi ścieżkami, chociaż wszystko  (przynajmniej na pozór) wskazuje, że dzieje się to przez przypadek. Muzycznie, poza charakterystycznym głosem Fisha, na płycie „Raingods With Zippos” nie znajdujemy zbyt wielu cech wspólnych z duchem muzyki Marillion. Ale i tak, tu i ówdzie pojawiają się plotki, że już całkiem niedługo może dojść do jakichś wspólnych nagrań... Czy rzeczywiście kiedykolwiek do nich dojdzie? A to już inna sprawa. Póki co powinniśmy cieszyć się z kolejnej bardzo dobrej płyty Wielkiej Ryby. Płyty brzmiącej niezwykle niekonwencjonalnie, płyty zdecydowanie przełamującej stereotypy, płyty dalekiej od przeciętności, płyty odbiegającej od wszelkich muzycznych mód i trendów. Nie oznacza to wcale, że nie brzmi ona nowocześnie. Wręcz odwrotnie. „Raingods With Zippos” to album, na którym słychać, że Fish to artysta bardzo niepokorny, że wyznaje on niekonwencjonalne podejście do tego, co  w branży określa się mianem przeboju. Adresatem swoich najnowszych dokonań czyni on słuchaczy, którym nie wystarcza zwykła przeciętność. Proponuje on w zamian coś innego: odkrywczą muzykę, piękna poezję, hipnotyzującą atmosferę, przestrzeń i lirykę. Taka jest właśnie płyta  „Raingods With Zippos”. I bardzo dobrze. Tak trzymać, panie Fish!

MLWZ album na 15-lecie