Camel - The Snow Goose

Artur Chachlowski,

ImageNiektórzy już w to nie wierzyli. Tymczasem jak feniks z popiołów powrócił wreszcie do życia kultowy zespół Camel. Wprawdzie koniec ubiegłego roku przyniósł tylko nowe wersje doskonale znanych już utworów, ale kto wie, być może 2014 rok okaże się znowu rokiem popularnego Wielbłąda?

Kiedy dziesięć lat temu dobiegała końca trasa koncertowa o znamiennej nazwie "Farewell Tour", kiedy kilka lat później pojawiły się niepokojące wieści dotyczące zdrowia Andy'ego Latimera (artysta rozpoczął walkę z groźną chorobą mielofibrozą - nowotworem szpiku kostnego), wydawać się mogło, iż historia zespołu Camel to zamknięta księga. Na szczęście Andy wyszedł z tej batalii zwycięsko, co ogłosił na swojej stronie internetowej w 2010 roku.

Co więcej, nieco później pojawiły się informacje, że Latimer nie wyklucza nagrania nowego albumu i kolejnej trasy koncertowej. To drugie niedawno stało się faktem. 19 października ubiegłego roku dawno wyprzedanym koncertem w Harrogate wystartowała trasa "Retirement Sucks" (Pieprzyć emeryturę!). I podobno jest nadzieja, że w przyszłym roku pojawi się nowy, studyjny album…

Na tym nie koniec niespodzianek. Pragnąc zaostrzyć apetyty przed rozpoczynającą się trasą, członkowie Camel nagrali ponownie album "The Snow Goose", który w całości jest prezentowany podczas koncertów - po raz pierwszy od 1975r., kiedy zagrali go w Royal Albert Hall. Trasę i nową wersję albumu przygotowano dla uczczenia pamięci zmarłego w 2002r. klawiszowca Petera Bardensa.

Tak więc „Śnieżna Gęś AD 2013” to na razie tylko powrót grupy Camel w ograniczonym zakresie, a drobne zmiany, jak wydłużone partie instrumentalne w utworach „Sanctuary”, „Migration”, „Epitaph” i „Rhyader Alone”, choć stanowią swoistą ciekawostkę, nie są chyba wystarczającą zachętą dla fanów, by nowy album potraktować jako rzecz wnoszącą coś nowego w stosunku do oryginału. A przypomnijmy, że album zatytułowany „Music Inspired By The Snow Goose” ukazał się pierwotnie w 1975 roku. Była to muzyczna adaptacja opowiadania Paula Gallico „The Snow Goose” ukazującego historię przyjaźni dziewczynki o imieniu Fritha, artysty Rhyadera i dzikiej gęsi nazwanej La Princesse Perdue. Akcja tej baśni dzieje się w trakcie II wojny światowej, a muzyczna opowieść grupy Camel, która wypełniła album nr 3 w jej dorobku pozwoliła przebić się zespołowi, któremu wówczas przewodzili Andy Latimer oraz nieżyjący już keyboardzista Peter Bardens, do ówczesnej czołówki brytyjskiego art rocka. Później, jak wiadomo, Camel ugruntował swoją pozycję tak pamiętnymi albumami, jak „Moonmadness”, „Rain Dances”, „The Single Factor”, „Stationary Traveller”, czy wydanymi już w latach 90. i bijącymi rekordy popularności płytami „Dust And Dreams”, „Harbour Of Tears” , „Rajaz” czy ostatnim, jak dotąd całkowicie premierowym krążku, wydanym przed dwunastu laty, „A Nod And A Wink”. Dziś Camel to już zupełnie inny, jeżeli chodzi o personalia, zespół. Inny niż ten, który nagrał oryginalną „Śnieżną Gęś”. Powracającemu do zdrowia, 66-letniemu już dzisiaj Andy’emu Latimerowi towarzyszą muzycy, którzy stanowili podstawowy człon formacji, zanim zawiesiła ona swą działalność. Na instrumentach klawiszowych gra lider kanadyjskiej grupy Nathan Mahl, Guy LeBlanc, na perkusji – Denis Clement, a na gitarze basowej – ulubieniec sympatyków późnego wcielenia Camela, Colin Bass.

Jako się rzekło, nowa wersja „Śnieżnej Gęsi” być może nie wnosi zbyt wiele do naszej wiedzy o zespole Camel, ale po pierwsze stanowi materialny ślad po wznowionej przez tę popularną grupę działalności, a po drugie – daje nadzieję na płytowy powrót z prawdziwego zdarzenia. Kto wie? Być może już w tym roku?… 

MLWZ album na 15-lecie