Edison's Children - The Final Breath Before November

Andrzej Barwicki,

ImageMuzyczny projekt, któremu przewodzą Pete Trewavas i Eric Blackwood wraz z zaproszonymi instrumentalistami, nagrał swój drugi, po „In The Last Waking Moments…”, studyjny album. W oczekiwaniu na to wydawnictwo mogliśmy posłuchać utworów z EP-ki zatytułowanej „In The Last Waking Moments”, na której między innymi zamieszczono nowy utwór „Through The Ages”.

Na najnowszym wydawnictwie Edison’s Children, któremu nadano tytuł „The Final Breath Before November”, pierwszym zaskoczeniem może być dla nas spis kompozycji, gdyż są one tylko trzy, a najdłuższa trwa aż… 67 minut. To ciekawe i dosyć odważne podejście do umieszczenia tak rozbudowanego utworu na albumie, ale również nie lada wyzwanie kompozytorskie. Jak na to zareaguje słuchacz? Czy wystarczy mu determinacji, by wytrwać w skupieniu do samego końca?

Ale zanim posłuchamy tego „długasa”, wcześniej zabrzmią dwa krótsze nagrania: „Final Breath” i „Light Years”. W utworze pierwszym, który rozpoczyna nasze spotkanie z nową muzyką Edison’s Children, po dłuższym instrumentalnym wstępie, następuje wokalny duet panów Blackwooda i Trewavasa. Dodatkowy pogłos wytwarza niesamowitą atmosferę tego nagrania. Natomiast „Light Years” zaskakuje nas melodyjnym śpiewem, ładnymi partiami gitar i instrumentami klawiszowymi w neoprogresywnym odcieniu. To utwór, który nie tylko swoim stylem, ale i melodią przypomina nagranie „A Million Miles Away” z poprzedniej płyty. I zaraz potem przychodzi wreszcie kolej na bardzo epickie nagranie nr 3 zatytułowane „Silhouette”. Składa się ono z trzynastu części, jednak nie jest podzielone na kolejne fragmenty, a słucha się go nieprzerwanie ponad godzinę. Od pierwszych minut zachwyca nas nostalgiczne, wokalno-instrumentalne brzmienie realizowane przez znakomitych muzyków, kreujących w misternie odgrywanych fragmentach czarujący urok swych dźwięków. Melancholijny charakter kompozycji wprowadza nas momentami w chwile zadumy i głębokiej refleksji, a taka twórczość nieustannie pobudza naszą wyobraźnię. W „Silhouette”- cz. III, o podtytule „Where Were You”, słyszymy recytację i mocniejszy wyrazisty przekaz w postaci gitarowej solówki. Warto zwrócić uwagę na fragment gdzie słyszymy tekst: …In My Head. I’ve wanted to walk back out into the warmth of the morning sun. It’s in my head… Take me back to where the rivers run. It’s in my head…. Won’t you let me be there when it all was still so young? It’s in my head… Do samego końca trwania tego fragmentu poraża on nas swym niesamowitym klimatem. Trwając w tak cudownej muzycznej aurze słuchamy części IV pt. „The Longing”. Eric Blackwood gra na dwunastostrunowej gitarze i śpiewa, a Pete Trewavas towarzyszy mu na… skrzypcach. Wspólnie, w umiejętny sposób, ze smakiem, tworzą podniosłą orkiestralną aranżację. Ta nieskazitelna harmonia zostaje przerwana, gdy nastaje część V „Morphlux” wzbogacona dźwiękiem fletu. W tym fragmencie akustyczny początek przeradza się w progresywne zakończenie, które dalej jest kontynuowane w kolejnej odsłonie (cz.VI) „I Am Haunted”. To nie koniec tak dynamicznych propozycji bowiem teraz z rozmachem wykonano „Silhouette” cz. VII - „What Did You Want?”. Zmienne tempo, z którym spotykamy się słuchając poszczególnych części tej suity doskonale oddaje epicki charakter tego wydawnictwa, dawkując nasz emocjonalny odbiór. Bardzo mocnym atutem jest również głos obu panów, pozwalający na różnorodne interpretacje w poszczególnych momentach, przez co nadstawiamy ucha, tak by żadna nuta nie umknęła naszej uwadze. Wsłuchując się w kolejne fragmenty rozbudowanej suity „Silhouette” - „The Seventh Sign” (cz. VIII), „The Second Coming Of The Morphlux” (cz. IX), „Silence Can Be Deafening” (cz. X) i „Welcome To Your Nightmares” (cz. XI) - fascynuje nas ich klimat, urzekające brzmienie poszczególnych instrumentów oraz znakomita aranżacja. Wszystko to budzi prawdziwy podziw aż do ostatniego finałowego akordu w postaci „The Clock Strikes November” (cz. XIII).

Słuchałem wielokrotnie tego - chyba najdłuższego w historii prog rocka – nagrania, za każdym razem odkrywając ciekawe i porywające brzmienie, łączące się w jedną piękną, spójną i finezyjną całość. Filharmonia wokalno-instrumentalna kreowana przez Edison’s Children na ich najnowszym albumie zachwyci wszystkich miłośników tak wysublimowanych artystycznie nagrań, którymi można będzie się rozkoszować bardzo długo. Z każdym odtworzeniem albumu jestem podekscytowany jego muzyczną zawartością i pełen podziwu dla umiejętności tworzenia tak wysublimowanego klimatu. Płyta „The Final Breath Before November” jest potwierdzeniem i kontynuacją bardzo interesującej muzycznej wizji uczestniczących w tym projekcie artystów, którzy z wyczuciem i wielką pasją realizują swe kompozycje dając wielką radość koneserom tej wzniosłej sztuki. Wolność, swoboda i kreatywność nieskrępowana chwilą potrafi wyzwolić u artysty tak monumentalny utwór, którego tutaj jesteśmy zahipnotyzowanymi odbiorcami. To po prostu genialne!

A oto mistrzowie tak misternie wykonanych kompozycji: Pete Trewavas (bass, guitar, vocal, orchestral programming, synth, percussion programming, violin), Eric Blackwood (vocal, guitar, synth. orchestral programming, bass), Henry Rogers (drums) i Wendy “Darling” Pastore (backing vocals). Przy miksowania materiału udzielali się: John Mitchell, Robin Boult, Jakko Jakszyk, Mike Hunter i Pete Trewavas.

Słuchaczu, pozwól oddychać tej muzyce w Tobie, daj się porwać jej krystalicznemu brzmieniu, jest to bowiem muzyka, która - jak sam tego doświadczyłem - powoduje przyjemne uczucie emocjonalnego dreszczu na ciele!

MLWZ album na 15-lecie