D Project

Fatal Fusion - The Ancient Tale

Robert "Morfina" Węgrzyn,

ImagePo raz pierwszy zderzyłem się z twórczością Norwegów z Fatal Fusion, chociaż wydana pod sam koniec ubiegłego roku „The Ancient Tale” to ich już druga  płyta, wydana przez Karisma Records (z małoleksykonową recenzją pierwszej, „Land Of The Sun”, można zapoznać się tutaj).

Sam nastrój płyty oscyluje jednoznacznie w klimatach znanych z lat 70. W każdym znaczeniu. Aranże kompozycji, sposób gry czy wreszcie brzmienia, które pięciu panów postanowiło również dopracować tak, by pozostać w tamtych klimatach, nic a nic nie uwspółcześniając, mówi samo za siebie. Słuchaczu, jeżeli jesteś fanem Pink Floyd, Genesis, Camel czy Procol Harum, to na pewno i ten zespół przypadnie Ci do gustu. Bo niełatwe to jest faktycznie, już w gąszczu takich zespołów (powstaje ich coraz więcej, prawie jakby to była moda), wyróżnić się na tle innych, czymś zaabsorbować słuchacza, zwrócić na siebie uwagę. Nie wystarczy pięknie grać, technicznie wymiatać, wiele już z tego słyszeliśmy, często te same patenty się powtarzają. A ja szukam ciągle tego „czegoś” w muzyce danego wykonawcy i Fatal Fusion jakoś w wyraźny sposób mnie nie przekonuje. Pomimo zauważalnej lekkości i wielobarwności, wydaje mi się, że idę do tyłu, gdzieś gdzie wcale mnie nie ciągnie. Może to tylko kwestia gustu, a może przejadłem się już tuzinami tych art-pop-rockowych składów, ich hammondowych klawiszy czy słodkich, rzewnych i smutnych solówek.

Na plus tej produkcji pragnę zauważyć, że wokalista Knut Erik Grøntvedt, pomimo tego, że nie jest posiadaczem nie wiadomo jakiego wokalu, chwilami mnie zainteresował (np. w „Tears I've Cried” – to najciekawsze nagranie na płycie, nie tak długie jak reszta, z ciekawym wokalem, ładną melodią i fenomenalną partią klawesynu). Mam słowo, które w stu procentach oddaje określenie muzyki komponowanej i granej przez Fatal Fusion – „sentymentalna”. Zawartość krążka podzielona została jakby na pięć części, w których znajduje się odpowiednia dawka muzyki i opowieści muzycznej. W całości tworzą one jedną całość, a suit na tym albumie jest – zgodnie z wymogami gatunku - pod dostatkiem.

MLWZ album na 15-lecie