Glacier - Monument

Artur Chachlowski,
ImageNiektórzy twierdzą, że rock progresywny lat 70. odszedł w niepamięć w chwili, gdy nastała era punk. Niektórzy twierdzą też, że początek lat 80. był  bardzo ograniczonym renesansem gatunku. Ale przecież oprócz takich grup, jak Marillion, Pallas, IQ, Pendragon, czy Twelfth Night działały wtedy  inne  zespoły, którym nie udało się zdobyć tak wielkiej popularności. Czy ktoś pamięta dziś o zespołach LaHost, Airbridge, czy Glacier? No właśnie: Glacier... Zespół powstał w 1979r. jako kwintet: John Youdale (g,v), Dave Dawson (g,v), Dale Harborn (bg), Mick King (dr) i Alan Husband (k). Po kilku latach działalności i licznych występach na żywo Glacier zawiesił działalność w 1982r. Drugie podejście nastąpiło 3 lata później, gdy do grupy dołączyli Bob Mulvey (bg) i Peter Cornforth (k). I znów, pomimo tego, że powstało wówczas sporo premierowego materiału, nie udało się podpisać kontraktu płytowego i Glacier rozpadł się ponownie. Wydawało się, że już bezpowrotnie, jednakże w myśl zasady „do trzech razy sztuka” w 1995r. miała miejsce reinkarnacja zespołu. Oprócz Youdale’a i Mulveya grupę Glacier reaktywowali Dave Birdsall (v), Dave Kidson (k,v) i Graeme Ash (dr). I tym razem powiodło się. Po kilku latach przygotowań ukazał się album „Monument” zawierający przede wszystkim materiał powstały jeszcze na początku działalności zespołu. Nie dziwią więc klimaty zbliżone do twórczości IQ („Beyond The Wave”), Twelfth Night („East Of Arabia”), czy Pallas („The City Gates”). W tym ostatnim utworze warstwa liryczna nawiązuje do słynnej płyty „The Sentinel”. W obu przypadkach mowa o Atlantydzie. Nie znaczy to jednak, że muzyka zamieszczona na płycie „Monument” jest na wskroś przepełniona symfonicznym brzmieniem. Spora część spośród 13 utworów to proste rockowe piosenki. Niekiedy bogato zaaranżowane, często wykonane z towarzyszeniem melotronu i chwytające za serce, jak chociażby przepiękna pieśń „Bring Down The Rain”. Album ten dowodzi, że ciągle istnieje sporo nie do końca odkrytego jeszcze materiału o zadziwiająco wysokiej jakości, pochodzącego z nieco pokrytej już kurzem półki z nazwą „rock progresywny”.
MLWZ album na 15-lecie