Majestic - Epsilon2

Andrzej Barwicki,

ImagePod koniec sierpnia ukazała się druga część albumu „Epsilon” amerykańskiego projektu  Majestic. O części pierwszej można przeczytać tutaj.

Druga odsłona to właściwie dokończenie historii, którą zespół opowiadał na poprzednim wydawnictwie. Całość mitycznego seansu rozpoczyna się od instrumentalnego nagrania  „Epsilon IV – Generations”. Tym mocnym progresywnym akcentem grupa Majestic kontynuuje swą opowieść dokładnie w tym miejscu, gdzie skończyła się część pierwsza. To bardzo udany początek, z którego w dość płynny i naturalny sposób przechodzimy do kompozycji „Epsilon V - The River (Eridanus)”, której urzekające partie instrumentalne oraz wokalne wpływają na pozytywne odczucia słuchacza, nie pozostawiając obojętnym chyba nikogo, kto słucha tych intrygujących dźwięków. Wsłuchując się w porywające i zmienne brzmienie zespołu Jeffa Hamela, które stanowi kolejny etap zdarzeń wpływających na dźwiękową ilustrację historii odkrywamy, że mamy do czynienia z misternie przemyślaną koncepcją.  Jej realizacja bezbłędnie oddaje nastrój i klimat tej mrocznej opowieści, co jest ważne przy tego typu koncept albumie. Kreowanie i budowanie odpowiedniego, istotnego w danej chwili dźwięku może nie zawsze nam się podobać, ale jako całość nabiera innej wartości, do której musimy się odpowiednio nastroić wsłuchując się w kolejne nagrania: „Epsilon VI - Incandescence” i „Epsilon VII – Ancient Echoes”. Oba stanowią bardzo mocne punkty programu płyty.                                                                                                                                                

Dużą rolę w brzmieniu Majestic odgrywają instrumenty elektroniczne, tworzące specyficzną aurę i pobudzające naszą wyobraźnię na tak tajemnicze brzmienie kolejnej części cyklu: oto rozpoczyna się, bowiem „Epsilon VIII - The Journey Back”. Utwór rozwija się powoli, ale nagle, w efektownej wokalnej oprawie wyłania się pięknie wykonany „Epsilon IX – Welcome Home”. Niesieni kobiecym wokalem niepostrzeżenie przechodzimy do następnego fragmentu: „Epsilon X – Convergence”. Czym bliżej końca płyty, tym z każdym odegranym akordem muzyka nabiera coraz to bardziej zmiennych i zaskakujących walorów trudnych do ogarnięcia za pierwszym przesłuchaniem.                                                                                                      

Pozwólmy więc, aby emocje opadły. Wtedy doznamy olśnienia odkrywając to majestatyczne, w pełni twórcze i kreatywne spojrzenie przez pryzmat artystycznego nieznanego nam świata zdarzeń i historii, która toczy się nada w innej czasoprzestrzeni. Kompozycja „Epsilon XII – Fade” w spektakularny sposób zamyka kolejną część epizodu tej niełatwej w odbiorze płyty. Z całą pewnością warto jednak pokonać uprzedzenia i wyruszyć w nieznany bezkresny muzyczny horyzont muzyki Majestic.                                                                                                                                         

Ciekawość niejednokrotnie powoduje w nas chęć zapoznania się z różną muzyką, ale w tym przypadku jestem głęboko przekonany, że najnowsza produkcja Majestic nas znowu nie zawiedzie i z pewnością wszyscy docenimy kolejne udane wydawnictwo zrealizowane przez Jeffa Hamela (gitary, instrumenty klawiszowe), Mike’a Kosaceka (perkusja) oraz udzielających się wokalnie Davida Cagle’a, Chrisa Hodgesa i Jessiki Rasche.       

MLWZ album na 15-lecie