Introitus - Anima

Artur Chachlowski,

Image„Anima” to trzeci album w dorobku tej szwedzkiej grupy. Podkreślmy, bardzo dobrej szwedzkiej grupy, która – z niewiadomych względów – wciąż pozostaje w cieniu innych skandynawskich wykonawców spod znaku progresywnego rocka i niezasłużenie wciąż balansuje na granicy anonimowości i ledwie średniej rozpoznawalności. Powtarzam: niezasłużenie. I to z kilku względów. Po pierwsze dlatego, że zespół Introitus posiada już w swoim dorobku dwa bardzo udane albumy, a po drugie dlatego, że w jego muzyce jest tyle świeżości, autentyczności, a zarazem tyle atrakcyjnych pierwiastków, że niesprawiedliwym jest fakt, że twórczość tej szwedzkiej formacji nie zawędrowała jeszcze pod progresywne strzechy, a jej popularność mierzy się wciąż niszową, a nie powszechną skalą.

Nie będę się dziś rozpisywać o historii zespołu Introitus. Można ją prześledzić sięgając po małoleksykonowej recenzje dwóch poprzednich płyt: „Fantasy” (2007) oraz „Elements” (2011). W porównaniu z poprzednim wydawnictwem nic się w zespole nie zmieniło, działa on w tym samym, nieomal rodzinnym składzie. Za muzykę odpowiada grający na instrumentach klawiszowych Mats Bender, a za teksty oraz ich wokalną interpretację – jego żona Anna Jobs Bender, która „w cywilu” uczy młodzież śpiewu. Jeżeli jest tak dobrą nauczycielką jak wokalistką, to jestem pewien, że wychowa mnóstwo interesujących śpiewaków, o których z pewnością usłyszymy jeszcze niejeden raz.

Po osiągnięciu stanu swoistej równowagi artystycznej, czego mogliśmy doświadczyć na poprzednim albumie, na płycie „Anima” w grupę Introitus wstąpiła jakby nowa energia. Zespół złapał drugi oddech i po raz kolejny przygotował prawdziwy ocean wspaniałych kompozycji, lawinę niesamowicie pięknych melodii, intrygujących klimatów, magicznych brzmień i dźwięków. To 66-minutowa, doskonale skomponowana i idealnie skontrastowana dawka rocka o mocno progresywnym, a nawet symfonicznym zabarwieniu. Wszystko jest tu na miejscu: jest instrumentalny wstęp „Initiare”, który niczym uwertura wprowadza niektóre muzyczne tematy, które ulegną potem rozwinięciu w dalszej części płyty. Jest wypływająca z tego intro epicka kompozycja „Broken Glass”, która stanowi wspaniały opener i zabiera słuchacza w magiczny świat wspaniałych dźwięków. Jest tutaj potencjalny przebój w postaci „Who Goes There” (o ile siedmiominutowe utwory można w ogóle rozpatrywać jako potencjalne przeboje) z niezwykle chwytliwym riffem granym na syntezatorze. To motyw pokroju nieśmiertelnego tematu z kompozycji „Final Countdown” autorstwa muzycznych rodaków z grupy Europe. Nie wierzycie? To sprawdźcie i przekonajcie się sami. Jest też tutaj spokojna, powoli rozwijająca się kompozycja „Slipping Away”, która już po pierwszym przesłuchaniu jest w stanie zadomowić się na długi czas w umyśle odbiorcy. Jest bardzo osobista piosenka „You Will Always Be My Girl” pełna rodzicielskiej troski i miłości do córki (adresatka tekstu, córka Matsa i Anny Jobs, Johanna, śpiewa na tej płycie w chórkach, a także pozuje, wraz ze swoim narzeczonym, Patrickiem Morenem, na okładce albumu). Jest też w tym zestawie folkrockowe nagranie „Free” – prawie w całości instrumentalne, z niezwykle chwytliwymi melodiami i świetnymi wokalizami. Jest wreszcie 16-minutowa tytułowa suita, której epicka melodyjność jest po prostu powalająca. Tyle się w niej dzieje, tyle przewija się w niej tematów, a wszystkie one skutecznie i na długo zapadają w pamięć… Zespół doskonale buduje tu atmosferę, gra nastrojami, bez przerwy zaskakuje jakimś niekonwencjonalnymi pomysłami. Jest tu fenomenalny dziecięcy chórek, jest stanowiący przeciwwagę dla śpiewu Anny męski wokal, na krótką chwilę pojawia się tu nawet growl (w wykonaniu grającego na perkusji syna Matsa i Anny Jobs, Mattiasa Bendera!), a instrumentalne partie dowodzą, że Mats Bender, jak mało kto we współczesnym świecie, idealnie czuje progresywnego „bluesa”. Anima” jest po prostu ze wszech miar udaną kompozycją. Stanowi ona finał godzien prawdziwie wielkiego albumu. Bo takim „Anima” niewątpliwie jest. A ilość emocji, szczególnie w rozbudowanym finałowym utworze, jest tak duża, że odbiorcę na ziemię jest w stanie sprowadzić dopiero kilkudziesięciosekundowy fortepianowy temat „Exire”, który umieszczony na samym końcu płyty pełni rolę sonicznego wyciszenia, uspokojenia, miękkiego lądowania w otaczającej nas rzeczywistości. A zarazem zachęca do „zapętlenia” całej płyty i płynnego przejścia na sam początek tej fascynującej muzycznej przygody, by przeżyć ją raz jeszcze.

Duże brawa! Dla całej załogi zespołu Introitus. I to zarówno tej „rodzinnej” jego części (Mats, Anna Jobs, Mattias, Johanna Benderowie), jak i pozostałych członków grupy: Dennisa Lindqvista (bg), Henrika Björlinda (flety, syntezatory) oraz Pära Helje, który swoimi gitarowymi solówkami (zwracam uwagę na jego niezwykłej urody partię gitary w końcówce utworu „You Will Always Be My Girl”) dodaje całej płycie dodatkowych walorów atrakcyjności. „Anima” grupy Introitus zwiastuje początek dobrej progresywnej jesieni AD 2014. Oby tak udanych płyt jak najwięcej.

www.progressrec.com
MLWZ album na 15-lecie