Millenium - In Search Of The Perfect Melody

Andrzej Rafał Błaszkiewicz,

ImageKiedy tak zerkam na półkę z albumami Millenium, ogarnia mnie niczym nieskrępowany zachwyt nad tą dyskografią. To kilkanaście płyt, w tym dziewięć pełnowymiarowych dyskograficznych wydawnictw, jedna epka, trzy kompilacje z perłami Millenium (jedna z nich – dwupłytowa) oraz wyśmienite wydawnictwo koncertowe do słuchania i oglądania. Pomijam już kolejne mutacje płyt z podstawowej dyskografii. One zazwyczaj dostawały od autora tego całego pozytywnego zamieszania drugie, a nawet i trzecie życie – w digipacku, z bonusami, a nawet zapisane na tak kochanych przeze mnie płytach analogowych. Z łatwością możemy dostrzec, że dorobek Millenium jest większy niż dyskografia niejednego rockowego giganta. Muszę w tym miejscu napisać, że cała dyskografia Millenium to pasmo niebywałych sukcesów artystycznych.

Leży na moim biurku okładka najnowszego, jak wspomniałem już wcześniej dziewiątego albumu Millenium „In Search Of The Perfect Melody” – oczywiście okładka jest pusta w środku. Płyta okupuje odtwarzacz i nie zanosi się na to, by ta sytuacja miała ulec zmianie przez najbliższych kilka dni. Sama okładka wzbudza ogromne zainteresowanie, zdradzając poniekąd zawartość albumu. Zresztą to jedna z ładniejszych okładek w historii zespołu. Tym razem oczekiwanie na ten nowy album było podsycanie jak nigdy przedtem. Ryszard Kramarski prócz wrodzonego talentu kompozytorskiego, aranżacyjnego oraz producenckiego ma niesamowicie wyczulone ucho dla potrzeb rynku, a także niebywały zmysł marketingowy. Aby rozpalić do czerwoności emocje swoich fanów, oprócz trailerów w internecie, licznych zapowiedzi na oficjalnym profilu facebookowym, jeden z utworów – „In The World Of Fantasy?” – moim zdaniem najlepszy na płycie, zamieścił na wydanej latem kompilacji pod tym samym tytułem. Wydawnictwo – oprócz tej nowej rewelacyjnej kompozycji – zawiera kilka znanych utworów w ciekawych, odmiennych aranżacjach. Fani doceniają takie kompilacje, na których artysta dzieli się z nimi swoimi skarbami. Kompozycja „In The World Of Fantasy?” w połączeniu z internetowym filmikiem zwiastującym nadejście „In Search Of The Perfect Melody” wystawiła moją cierpliwość na wręcz nieludzką próbę. Trzeba w tym miejscu pamiętać o ogólnym klimacie politycznym, jaki panuje na świecie od dłuższego czasu. „In The World Of Fantasy?” to antywojenny protest song, który w obecnych, tak niespokojnych czasach nabiera jeszcze większego znaczenia. Ten warczący pies żądny krwi, wokale Metusa złowieszczo pohukujące z głośników czynią z tej kompozycji naprawdę solidny kawał rockowego mięsiwa. Zanim jednak dotrzemy do tej kompozycji, przed nami pięć innych, równie doskonałych muzycznych zdarzeń.

Owe millenijne arcydzieło otwiera tytułowa kompozycja „In Search Of The Perfect Melody”. Jest to prawie dwudziestominutowa suita składająca się z czterech części. W dotychczasowej historii fonograficznej zespołu to najdłuższy samodzielnie egzystujący byt muzyczny. Opowiada on o obłędzie, w jaki popada kompozytor szukając melodii, która sama w sobie byłaby skończoną doskonałością. W swojej obsesji jest on gotów podpisać pakt z diabłem. Szybko okazuje się, iż czarne moce są bezsilne wobec twórczego obłąkania i olbrzymiej zapaści twórczej. Bohater zwraca się o pomoc do niebiańskich sfer. One tak jak i ciemna strona mocy są bezradne. Ukojenie przychodzi samo. Ów tytułowy bohater – kompozytor dokonuje w sobie odkrycia na miarę epoki. Nie potrzebna mu już tytułowa perfekcyjna melodia, gdyż taka nie istnieje. A samo jej poszukiwanie może sprawiać olbrzymią satysfakcję. To trochę tak jak w mitach o Królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu. Bo czy ktoś widział Świętego Graala? Muzycznie to ukłon w stronę klasycznych rockowych pomników, takich jak choćby „Echoes” Pink Floyd czy „Supper’s Ready” Genesis i tym podobnych, jak również hołd dla wielkiej symfoniki. Inspiracją do napisania tej muzycznej perły Millenium był film „Amadeus” Milosza Formana. Ach, cudny to obraz, chyba też po latach sięgnę po płytę z tym filmem, aby sobie go odświeżyć w pamięci. Jednak, drogi czytelniku, napiszę coś od siebie. Słuchając „In Search Of The Perfect Melody” nie mogę oprzeć się przewrotnemu wrażeniu, iż zespół wcale nie ma trudności z odnalezieniem tej perfekcyjnej melodii. Jest chyba zupełnie na odwrót. Millenium to niewyczerpane źródło ożywczych i niebanalnych melodii, które – mam nadzieję – tak szybko nie wyschnie. W moim odczuciu owa suita bliska jest kompozycjom formacji IQ. Struktura „In Search Of The Perfect Melody” jest bardzo zbliżona do „Harvester Of Souls” czy „The Seventh House”. Niezwykle lekko i płynnie następują po sobie kolejne jej części, nie burząc przy tym wytworzonego już we wstępie klimatu. Cała ta misternie ułożona z dźwiękowych puzzli konstrukcja nie przygniata słuchacza swoim rozmiarem. Suita „In Search Of The Perfect Melody” jest doskonałą spadkobierczynią tego, co najszlachetniejsze w muzyce progresywnej. Ach, i jeszcze jedno: w samym zakończeniu tego utworu Łukasz Gall śpiewa po niemiecku, a Rysiek gra na rozstrojonym, bardzo wiekowym niemieckim pianinie. Musicie tego doświadczyć. W ustach Łukasza język Goethego to rozkosz dla uszu. Te same wersy śpiewa również po polsku. Brzmi to równie pięknie i wcale nie gorzej, niż w języku angielskim. Podążając za myślą, jaka przyświecała Ryszardowi podczas tworzenia tego utworu, ze zdumieniem odkryłem, jaki olbrzymi wkład w rozwój muzyki mają kompozytorzy niemieccy. Może to jest temat na następny album. Kiedy tak opisuję to muzyczne cacuszko, myślę czasem o sobie. Może to zabrzmi nieskromnie, jednak parafrazując tytuł tej zacnej kompozycji mogę stwierdzić, że ciągle jestem w drodze, poszukując perfekcyjnego słowa, idealnego zdania, błyskotliwej i oryginalnej myśli, kiedy tak siedzę przed monitorem komputera i staram się napisać o mojej ukochanej muzyce coś sensownego. A tu często pustka w głowie, a z tekstu wyziera pustka i nicość…

„Girl From A Glass Sphere” to następna kompozycja na albumie. Na pierwszy ogień wyróżnię zabójcze solo na klawiszach w wykonaniu Ryśka Kramarskiego. Uwielbiam takie brzmienie instrumentów klawiszowych. Ekspresja oraz wirtuozeria Ryśka zasługuje po raz kolejny na wyróżnienie. Nie bez znaczenia jest też tekst napisany i po mistrzowsku zaśpiewany przez Łukasza Galla. Utwór ten dedykowany jest córce jednego z przyjaciół zespołu, a zarazem oddanego wielbiciela muzyki Millenium. Dziewczynka, która stała się inspiracją dla zespołu, na imię Natalia i zmaga się z autyzmem. Żywiołowo i radośnie reaguje na muzykę Millenium. Nadmienię, że to ostatni utwór, który dostał się na zamkniętą już całość albumu.

„The Mirror Of Memories” to refleksyjnie snująca się, nieco leniwa instrumentalna kompozycja, okraszona niezwykle naturalnym i ciepłym brzmieniem saksofonu, nad którym znakomicie panuje Dariusz Rybka znany artrockowym fanom z poprzedniej płyty Millenium „Ego”, a także z działalności w zespole Another Pink Floyd. Wprowadzenie saksofonu oraz wiolonczeli do muzyki Millenium ociepliło w znacznym stopniu brzmienie zespołu. Ta instrumentalna kompozycja może wydać się na pozór banalna, jednakże znając wydarzenia losowe i związanie z nimi przeżycie kompozytora, widzimy ją w zupełnie innym świetle. To taka rozmowa bez słów. Czasem za życia brakuje nam czasu na to, by drugiej bardzo bliskiej osobie powiedzieć o wielu sprawach. Muzyka może być doskonałym medium do przekazania na drugą stronę tęczy tego wszystkiego, czego nie udało się wcześniej wypowiedzieć. To taki rodzaj terapii, czasem jedynej. Uwagę moją przykuł drobny dźwiękowy szczegół pojawiający się na samym początku tej kompozycji. Słyszymy mianowicie dźwięk starego analogowego projektora na celuloidową taśmę filmową. Tak, wiem, ten dźwięk wielu młodym słuchaczom nic nie mówi. Taśma filmowa to najlepszy nośnik do utrwalenia wspomnień, by wyświetlać je na intymnych seansach w bezsenne, długie jesienne i zimowe noce.

Kompozycja „Blood On The Rain” doskonale studzi emocje gromadzące się w duszy słuchającego. Utwór rewelacyjnie zaśpiewany przez Łukasza Galla. Opowiada o okolicznościach śmierci genialnego polskiego wokalisty jazzowego Andrzeja Zauchy. To właśnie tutaj pojawia się wspomniane w poprzednim akapicie naturalne brzmienie wiolonczeli. Pragnę was zapewnić, iż nie jest to żadna syntezatorowa sztuczka.

„Over & Over” to najlżejszy spośród pięciu utworów na płycie. Paradoksalnie, ta kompozycja może przynieść zespołowi wiele korzyści. Zresztą Ryszard zapowiada jej edycję radiową, która – mam taką nadzieję – powędruje do wielu rozgłośni. Życzę jej tego, by wkradła się na kilka playlist. Może urozmaiciłaby wiejącą nudą radiową przestrzeń.

Wspomniany już „In The World Of Fantasy?” to prawdziwa perła tego wydawnictwa. Ta kompozycja w swojej literackiej warstwie wprost odnosi się do wydarzeń na Ukrainie. Dużo dobrego do tej kompozycji wniosła charyzmatyczna postać ukrywająca się pod pseudonimem Metus. Jego muzyczny świat należy opisać w odrębnym tekście, bo jest zaiste wyjątkowy. Piętno, jakie Metus odcisnął na tym utworze, jest wyraźne. Majestatyczny, podniosły, niespokojny, a zarazem dramatyczny w swojej wymowie utwór to prawdziwy majstersztyk.

Śledzę historię Millenium od samego jej początku i dlatego po raz kolejny z dumą piszę o nowej płycie tego nietuzinkowego zespołu. Twórczość zespołu to nie tylko układanka z artrockowych puzzli. To także znakomite teksty, poruszające i ważne tematy, ważkie sprawy dotykające nas wszystkich. To nie jest śpiewanie o niczym, a muzyka nie zawiera pustych kalorii i zostaje w świadomości słuchacza na zawsze.

Głowię się, jak podsumować ten powyższy tekst. Muszę się powtórzyć i zrobię to z ogromną przyjemnością. „In Search Of The Perfect Melody” to kolejna w dyskografii Millenium pozycja, którą mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim bez wahania. Jak zwykle jest to od każdej strony starannie przygotowany album. Doskonałe melodie, klarowne brzmienie najwyższej próby oraz genialna realizacja. Szata graficzna przygotowana z pietyzmem. Gdybym nawet chciał znaleźć jakiś mankament tego wydawnictwa, to z ręką na sercu mówię, że takowego nie ma. Millenium należy do grona tych zespołów, które osiągnęły pewną „stałą”, będącą gwarantem bardzo wysokiego poziomu. Kłopot polega jedynie na tym, że za dużo nie mogę napisać o każdej nowej płycie zespołu, gdyż tekst składać się będzie z powtórzeń epitetów, którymi obsypywałem zespół wielokrotnie, wyrażając przy tym swoje bezgraniczne uwielbienie dla fenomenu, jakim jest Millenium. Poza treścią kompozycji, która za każdym razem dotyka innych tematów, nic więcej się nie zmienia. Osobiście uwielbiam taki stan rzeczy. Ja po prostu jestem milleniumoholikiem uzależnionym od twórczości Ryszarda Kramarskiego i jego załogi. Pozostaje jedynie życzyć sobie i fanom zespołu więcej spotkań z tą muzyką na żywo. Nie ma nic piękniejszego od słuchania wykonywanej na żywo muzyki płynącej ze sceny.

Niechaj po raz kolejny będzie mi wolno wymienić załogę odpowiedzialną za ten muzyczny zawrót głowy, w jaki wprawiła mnie ta bez wątpienia płyta roku 2014. Panie i Panowie: Ryszard Kramarski – dyrygent tej całej orkiestry – instrumenty klawiszowe, Łukasz „Gall” Gałęziowski – jak zwykle rewelacyjny śpiew, aż brakuje mi słów, Piotr Płonka – najlepsza gitara w Rzeczpospolitej, Krzysztof Wyrwa – gitara basowa najwyższej próby oraz Tomasz Paśko – perkusja, doskonała jak zawsze. Jest jeszcze spora lista gości: Marek „Metus” Juza – fenomenalne chórki i kosmiczne murmuranda, Dariusz Rybka – saksofon, Karolina Leszko – śpiew oraz Piotr Bylica – wiolonczela.

Ten wzbudzający nieokiełznany zachwyt kolejny album Millenium został wydany przez niezależną oficynę Lynx Music, która działa pod kierownictwem lidera zespołu Ryszarda Kramarskiego. Zespół obchodzi w tym roku swoje piętnaste urodziny. Cieszy mnie, iż z tej okazji zamiast okolicznościowego „The Best Of” Millenium podarowało nam kolejny w dyskografii, klasycznie rockowy krążek. O fonograficznej działalności Ryśka, która jest nie do przecenienia pisałem wielokrotnie. Nadmienię tylko, iż płyty wydawane w Lynx Music są doskonałej jakości technicznej, jak i merytorycznej. Są również estetycznie pakowane. Mam całą długą półkę z tej oficyny wydawniczej. Jest ona ozdobą mojej kolekcji. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak zarekomendować wam to nowe dzieło Millenium. Radość z przeżywanej muzyki – gwarantowana.

A gdyby tak się stało, drodzy czytelnicy, że mielibyście nadmiar wrażeń związanych z ostatnim oszałamiającym, zniewalającym, a co najważniejsze uzależniającym, opisywanym w tym tekście wydawnictwem, to możecie zapisać się do powstałego właśnie FanClubu Millenium. W księdze gości możecie dać upust swoim pozytywnym emocjom.

MLWZ album na 15-lecie