Hamadryad - Safe In Conformity

Artur Chachlowski,
ImageHamadryad to nimfa strzegąca lasy i drzewa. Taką nazwę nadali swojej grupie młodzi Kanadyjczycy, którzy pod koniec lat 90-tych zakładali zespół, którego celem miało być kultywowanie najlepszych tradycji artrockowego gatunku. I rzeczywiście, na wydanej przed 5 laty płycie „Conservation of Mass” zespół dał się poznać jako zdolny kontynuator progresywnych klimatów z elementami jazz rocka, o stylistyce zbliżonej do produkcji grupy Yes. Tamtym albumem Hamadryad przebił się do czołówki obiecujących wykonawców młodego pokolenia i gdy już wydawało się, że zespół szybko potwierdzi swoje ogromne możliwości kolejnymi płytami, niespodziewanie słuch po nim zaginął na szereg długich lat. Jak się okazuje, przyczyną tak długiej przerwy były kłopoty personalne związane  z opuszczeniem zespołu przez wokalistę Jocelyna Beaulieu. Poszukiwanie nowego frontmana zajęło sporo czasu i, jak historia muzyki rockowej niejednokrotnie już to pokazała, najlepszym rozwiązaniem było przejęcie obowiązków wokalnych przez jednego z instrumentalistów. I to dzięki grającemu na basie, obdarzonemu ciepłym, lekko zachrypniętym głosem Jean-Francois Desilets akcenty w muzyce Hamadryad przechyliły się od klimatów a’la Yes ku brzmieniu Genesis. Towarzyszący mu Denis Jalbert (g), Francis Doucet (k,g) oraz Yves Jalbert (dr) wyraźnie podporządkowali się temu trendowi i w efekcie nowa płyta zespołu z pewnością będzie mogła spodobać się miłośnikom wczesnego wydania Genesis. Najlepszymi przykładami tego mogą być utwory „Anatomy Of A Dream’, „Self Made Man”, czy „Alien Spheres”. Na osobne wyróżnienie zasługuje zamykający program płyty ponad 10 –minutowy utwór „Omnipresent Umbra”. Dzieje się w nim tak wiele dobrego, że można by śmiało obdzielić tym szereg innych krążków. Byłbym jednak bezkrytyczny, gdybym pochwalił ten album od A do Z. Znalazłem na nim dwa utwory, z którymi – mimo najszczerszych chęci – nie mogę się jakoś pogodzić. Zarówno w „One Voice”, jak i „Polaroid Vendetta” więcej jest chaosu i hałasu, niźli przemyślanej muzyki. Ale i tak to zaledwie 2 niewypały na tle 9 bardzo udanych kompozycji. Stąd też wysoka ocena tej płyty, gdyż wyraźnie słychać, ze 5 lat pracy spędzonej nad jej przygotowaniem wcale nie poszło na marne.
MLWZ album na 15-lecie