High Wheel - Back From The Void

Artur Chachlowski,
ImageZespół High Wheel powinni pamiętać wszyscy dobrze zorientowani sympatycy progresywnego rocka. W pierwszej połowie lat 90 wydał 3 udane albumy, lecz następnie bardzo długo milczał. Wydawało się nawet, że zespół przestał istnieć, aż tu nagle – zgodnie z tytułem płyty – powrócił znikąd w  niezmienionym składzie i udowodnił, że czasami warto zrobić sobie dłuższą przerwę w działalności artystycznej. Album „Back From The Void” jest płytą bardzo udaną, intrygującą od pierwszej do ostatniej minuty. Posiada on dość skomplikowaną konstrukcję: zawiera kilka pojedynczych utworów, kilka nagrań wieloczęściowych, jedną długą suitę podzieloną na 10 fragmentów. W sumie powoduje to, że mamy na płycie aż 17 indeksów, opisujących poszczególne części, które jednakowoż  mogłyby śmiało istnieć samodzielnie. Tyle o konstrukcji, a teraz kilka słów o samej zawartości płyty. Niewiele zmieniło się pod względem muzycznym w porównaniu z poprzednimi albumami. High Wheel to wciąż zespół zapatrzony w dobre wzory z lat 70 (Pink Floyd!), budujący swoje utwory wokół powracających tematów, lubujący się w długich, rozbudowanych formach muzycznych (suita „Blind Archer” trwa 32 minuty,  a utwór „The Scream” ponad 12!). Być może na nowej płycie High Wheel nie ma zbyt wielu łatwo wpadających w ucho melodii, ale aranżacje (fenomenalnie orkiestrowy „Man In The Cloud”), perfekcja wykonania (porywające tematy „Arrows” i „Hall Of Fame”), czy doskonałe pomysły muzyczne (polecam utwory „Harvest” i „Sleepless”) potrafią oczarować i powodują, że albumu „Back From The Void” chce się słuchać niemal bez przerwy. To naprawdę dobra płyta, godna polecenia słuchaczom lubiącym nie ograną i nie wylansowaną jeszcze muzykę. Słuchaczom poszukującym niezliczonych nie odkrytych jeszcze źródeł wspaniałych, satysfakcjonujących progresywnych wrażeń.
MLWZ album na 15-lecie