Sea Vine - Król i Królowa

Artur Chachlowski,

ImageZgodnie z obietnicą daną w opublikowanej dwa lata temu na naszym portalu recenzji debiutanckiego krążka trójmiejskiej grupy Sea Vine, informujemy o jej kolejnych muzycznych przedsięwzięciach. W przypadku nowego albumu zatytułowanego „Król i Królowa” jest to duży krok naprzód. Sea Vine prezentuje się na nim jako zespół dojrzały, gotowy do ambitnych wyzwań i proponujący kawał solidnej, wartościowej muzyki adresowanej do wymagającego słuchacza.

Drogi Czytelniku, jeżeli szukasz w muzyce czegoś niebanalnego i nieoczywistego, a przy tym wciągającego od pierwszej do ostatniej minuty, sięgnij koniecznie po tę intrygującą i przełamującą pewne konwencje płytę. Tak, na takie właśnie określenie zasługuje bez wątpienia 40-minutowa porcja nowej muzyki grupy Sea Vine wypełniająca program albumu „Król i Królowa”. Pośród 5 utworów na miano najważniejszego zasługuje otwierająca całość „Transformacja”. To blisko dziesięciominutowe arcydzieło muzyki programowej przywodzące na myśl najstarsze produkcje spod znaku SBB, z niezwykłym ilustracyjnym intro zagranym na syntezatorze przez Michała Cywińskiego. Ten sam motyw powraca pod koniec utworu spinając go niczym klamra, a pomiędzy tymi dwoma fragmentami Sea Vine oferuje słuchaczowi coś, co nazwałbym fuzją muzyki elektronicznej i artrockowej osadzonej w postmodernistycznej awangardzie. Na osobną uwagę zasługuje wokalistka Milena Szymańska. Dzięki ciekawej partii wokalnej w jej wykonaniu nagranie to nabiera niezwykłej mocy. Industrialny dźwięk perkusji (gra na niej nowy człowiek w zespole – Wojciech Warmijak) spina końcówkę „Transformacji” z elektronicznym utworem „Mind Confusion”. Tym razem Milena śpiewa po angielsku i znowu robi to z dużą klasą. Trzecie nagranie na płycie, „Modliszka” (również płynnie połączone z poprzednim), to znowu powrót do śpiewania w ojczystym języku i zarazem chyba najbliższe formalne zbliżenie do tradycyjnego modelu piosenki. Trudno nazwać ten utwór przebojowym, ale myślę, że przy odpowiednim wypromowaniu i delikatnym wyedytowaniu miałby spore szanse, by zaistnieć na falach eteru, nawet w komercyjnych rozgłośniach radiowych.

Od szumu ni to fal, ni to wiatru, rozpoczyna się oznaczona indeksem 4 kompozycja tytułowa. Napędza ją monotonny dźwięk uderzeń w klawisze fortepianu, by po chwili muzyczna machina Sea Vine rozpędziła się w zgiełku elektronicznych, mocno jazzujących klimatów. Jest to jedyna w tym zestawie kompozycja instrumentalna zawierająca w sobie z jednej strony doskonale przemyślaną „improwizację”, a z drugiej – znowu zdradzająca pewną fascynację twórczością grupy SBB. W tym ostatnim elemencie Sea Vine nie pozostawia żadnych złudzeń w kompozycji, która zamyka płytę. „Pamięć w kamień wrasta” to nowa wersja znanej z drugiej płyty SBB „Pamięć” (1975) kompozycji Józefa Skrzeka. Ze suity trwającej w oryginale blisko 20 minut, zespół Sea Vine dokonał niemal o połowę krótszej syntezy rzucając całkowicie nowe światło (znowu zwracam uwagę na ciekawą wokalną interpretację Szymańskiej i świetny klimat kreowany przez rozbudowane instrumentarium Cywińskiego) na tę legendarną już dzisiaj, przynajmniej w pewnych kręgach, kompozycję.

Sea Vine nie gra łatwej muzyki. Nie wybiera drogi na skróty. Swoimi propozycjami nie sili się na schlebianie gustom krytyki, ani nie stara się za wszelką cenę wbić w umysł tzw. masowego słuchacza. Zespół idzie dziarskim krokiem we własnym kierunku, nie oglądając się na mody i obowiązujące trendy. Idą pod prąd, ale robią to z głową i w dobrze przemyślany sposób. Nie wiem czy albumem „Król i Królowa” uda im się zdobyć liczne grono nowych fanów, ale ci, którym muzyka Sea Vine przemówi do wyobraźni, z pewnością pokochają ich z całego serca.

MLWZ album na 15-lecie