Millenium - Deja Vu + Millenium 1999 (15th Anniversary 2CD limited edition)

Paweł Świrek,

ImageDziś wieczorem w trakcie koncertu w krakowskim Kinie Kijów grupa Millenium będzie rejestrować swoje nowe DVD. Będzie to zarazem ukoronowanie jubileuszu 15-lecia działalności tej grupy. Grupy, która jest dziś czołowym reprezentantem progresywnego rocka  w naszym kraju, a za granicą słusznie uważana jest za jednego z najciekawszych przedstawicieli tego gatunku. Na tę pozycję zespół pracował długo i mozolnie. Nie raz potykając się i popełniając błędy, ale potrafił wyciągać z nich wnioski, a  małe porażki przeistaczać w spore sukcesy. Dziś kilka słów o takich właśnie trudnych początkach…

Pod koniec 2014 roku nakładem wytwórni Lynx Music ukazało się dwupłytowe wznowienie albumu „Deja Vu”. Pierwsza z płyt w tym zestawie zawiera dokładnie ten sam materiał, co pierwsze wydanie z 2004 roku. Utwór „Greasy Mud” ukazał się w wersji tanecznej, identycznie jak na pierwszym wydaniu (na wznowieniu zamieniono ją na wersję ascetyczno-akustyczną). Krążek zawiera nowe aranżacje utworów znanych z debiutu Millenium oraz z płyty projektu muzycznego o nazwie Framauro, a zatytułowanego „Etermedia”. Z jednej strony można powiedzieć, że to odgrzewany kotlet, ale czy aby na pewno? Faktycznie, tylko „Drunken Angels” i „Tears Of Yesterday” są bliskie oryginałom. Pozostałe kompozycje zostały całkowicie przearanżowane, także w warstwie tekstowej (właściwie to „Greasy Mud part 1” jest tłumaczeniem na język angielski utworu „Ekopieśń” - z drobnymi zmianami). Płyta zawiera także premierową w 2004 roku kompozycję „Deja Vu”, która dość dobrze została wpasowana w pozostałe utwory. Dla osób nie znających debiutu Millenium oraz płyty Framauro całość może okazać się całkiem interesująca, a dla pozostałych… niekoniecznie. Dlaczego? Wzbogacone aranżacje niektórych kompozycji momentami sprawiają wrażenie nieco przedobrzonych, dlatego też w mojej opinii otrzymaliśmy dość przeciętnie prezentujące się wydawnictwo, które jednak w związku z licznymi prośbami o wznowienie debiutanckiego albumu grupy Millenium, zostało dołączone jako bonusowy krążek.

A jak wygląda ten wznowiony debiut Millenium? Mamy tu w zdecydowanej większości nowsze aranżacje utworów z dema nagranego jeszcze w 1997 roku. Większości z nich zmieniono tytuły. Pierwotnie te kompozycje brzmiały dość surowo (dużo klawiszy, przeciętna gitara, automat perkusyjny i nieszczególny wokal). Po przesłuchaniach, które miały miejsce z początkiem 1999 roku próbowano wyłonić nowego wokalistę kapeli. Z kilkorga kandydatów jedynie osobnicy płci męskiej wydawali się interesujący, choć żaden z nich do nie pasował do stylu i brzmienia zespołu. Do chórków udało się pozyskać jedną z dwóch przesłuchiwanych dziewczyn, a na wokal, po krótkim epizodzie z jednym z męskich kandydatów, zaproponowano osobę właściwą: Łukasza Gałęziowskiego. Gdy pierwszy raz usłyszałem ten materiał, całość wydawała mi się obiecująca, ale gdy po raz kolejny zacząłem przesłuchiwać całość, to niestety w paru momentach czar prysł. Łukasz to bardzo dobry wokalista, lecz wtedy nie miał jeszcze takiego doświadczenia i niestety niektóre partie wokalne zostały spaprane (szczególnie w „Betonowy świat” i w środkowej części „Baśniowe alternatywy”). Utwór „Ekopieśń” był lansowany na przebój, lecz w tej wersji zdecydowanie zabrakło mu ciekawej linii basu. Zamiast tego mamy elektronikę, która trochę psuje efekt końcowy. Instrumentalny „Chaos” posiada bardzo zbliżoną linię melodyczną do jego pierwotnej wersji zatytułowanej „Był sobie kraj”, zaś „Ona i on” to nowa wersja utworu „Rozdzieleni”. Do kompletu brakuje w tym zestawie tylko nowych wersji utworów „Chaos” i „Był sobie kraj” czyli „Where’s My Way” i „Plastic World” (dostępnych pierwotnie na rozszerzonym wydaniu „Deja Vu”), ale zespołowe wersje tych kompozycji wypełniły kilka lat wcześniej składankę „White Crow”, więc chyba nie było sensu ich powtarzać.

Zanim album ujrzał światło dzienne, mówiło się, że będzie to coś lepszego od wszystkiego, co na polskim rynku wówczas się ukazywało i miało to brzmieć tak, jakby to miksował sam Alan Parsons. Takie były zapowiedzi, a wyszło tak, że nie do końca wszystko się udało. Wydawnictwo miało być czymś zupełnie nowym i przełomowym, nagranym na bazie materiału znanego z lat 90., a otrzymany efekt końcowy jest co najwyżej średni. Patrząc przez pryzmat całej dyskografii Millenium, otrzymaliśmy - w formie tego podwójnego albumu - dwie najsłabsze płyty zespołu. Na minus trzeba zapisać też błędy w przypasowaniu utworów z debiutu do utworów z „Deja Vu” na wewnętrznej stronie okładki („Fumbled” i „Tears Of Yesterday” zamienione są miejscami, zaś „Drunken Angels” i „Ultraviolet” to nie są fragmenty „Ona i On”, lecz nowe wersje utworów „Nakarmieni massmediami” i „Poznać siebie”).

Generalne całość tego wydawnictwa uznaję raczej za ciekawostkę niż pozycję wnoszącą coś szczególnego do twórczości zespołu Millenium. Ale dziś, gdy zespół świętuje swój wspaniały jubileusz warto wspomnieć też o rzeczach, które nie do końca się udały. Bo jak to w życiu – nic nie jest usłane różami, raz jest lepiej, raz gorzej, a sukces okupiony jest zwykle ciężką pracą. Dziś Millenium to o wiele dojrzalszy zespół. A trudne początki nie zniechęciły tworzących go muzyków z Ryszardem Kramarskim na czele, który od ponad 15 lat świadomie i skutecznie buduje markę i pozycję swojej grupy. Panowie potrafili wyciągnąć wnioski i dziś są w zupełnie innym miejscu. Chwała im za to. Wszystkiego najlepszego na następne lata!

MLWZ album na 15-lecie