Howling Aliens - Bolę mnie ja

Artur Chachlowski,
ImageTo już trzeci album w dorobku krakowskiego zespołu, który swoimi niebanalnymi i nie tylko muzycznymi pomysłami zasłużenie zdobywa sobie powoli coraz większą popularność. Założycielami grupy są Mariusz Augustyn (g) oraz Paweł Baran, którzy jako jedyni przetrwali liczne przetasowania personalne, jakie miały miejsce od 1992 roku, a więc czasu, gdy Howling Alians rozpoczynali swoją działalność. Na najnowszej płycie duet założycieli uzupełniają: Glu (bg), Piotrek (g), Sztorcu (dr) oraz liczne grono zaproszonych gości, wśród których znalazły się 3 piękne dziewczyny. Ich udział odcisnął wyraźne piętno na muzyce z płyty „Bolę mnie ja”. Bo w brzmieniu zespołu oprócz tradycyjnych rockowych instrumentów ogromną rolę odgrywa sekcja smyczkowa (Anna Ostachowska – Basia Gąsior) oraz doskonale współbrzmiący z wokalem Pawła Barana głos Ani Strączek. Większość utworów wypełniających ten album to spokojne i nastrojowe ballady. Poetyckie, a często dość przewrotne teksty w połączeniu z wysublimowanym brzmieniem akustycznych gitar przybliżają Howling Alians w stronę piosenek spod znaku Krainy Łagodności („Filili”, „Port”, „Bolę mnie ja”). Inteligentna interpretacja poetyckich tekstów często przypomina stylistykę znaną z nagrań grupy Raz Dwa Trzy („W twoich oczach”, „Masochista”, „Raz ostatni”). Zaś skrzypcowe szaleństwa („Lullaby’ka, „Pewność”) przywodzą na myśl skojarzenia z nagraniami formacji RSC. Czasami zespół przyspiesza i gra zdecydowanie dynamiczniej („Hiszpańska mucha”, „Leżę pod ścianą”). Wtedy to odzywają się echa twórczości The Doors, Deep Purple, a nawet Pearl Jam. Na osobną uwagę zasługuje kończące płytę i jedyne w całym zestawie nagranie śpiewane po angielsku „In The Garden Of Evil III”. Howling Aliens pokazuje w nim inne, zdecydowanie bogatsze, rozmarzone i atmosferyczne oblicze. A po tym długim, 10-minutowym utworze na samym końcu płyty słyszymy jeszcze odgłosy padającego deszczu i przechodzącej nad głowami gwałtownej burzy. Jeszcze kilka uspokajających dźwięków zagranych na gitarze akustycznej i następuje koniec. Wspaniały to koniec tej niewątpliwie interesującej płyty.
MLWZ album na 15-lecie