Skys, The - Journey Through The Skies

Artur Chachlowski,

ImageNiby działają na peryferiach świata progresywnego rocka, ale gdy już wydają płytę, to staje się ona wydarzeniem. I to nie tylko z artystycznego, ale i towarzyskiego punktu widzenia. O kim mówię? Panie i Panowie, oto litewski zespół o nazwie The Skys.

Na wydanym cztery lata albumie „Colours Of The Desert” zagrali gościnnie Dave Kilminster, John Young oraz Ann Marie Helder. Pod koniec ubiegłego roku The Skys wydali nowy album zatytułowany „Journey Through The Skies”, a na nim, znów gościnnie, wystąpili: ponownie Ann Marie Helder, gitarzysta Snowy White oraz saksofonista Robert Townsend (tak, tak, to ten sam Townsend z zespołu Steve’a Hacketta!). I choć sam udział tych artystów nie wpływa na ostateczną ocenę tego wydawnictwa, ale niewątpliwie świadczy on o renomie, jaką na Zachodzie cieszy się ten litewski zespół. A płytą „Journey Through The Skies” udowadnia on, że cały czas trzyma poziom i coraz pewniej puka do przedsionka najciekawszych i najbardziej oryginalnie brzmiących współczesnych wykonawców spod znaku progresywnego rocka. Bardzo dobra jest ta nowa płyta, pełna ciekawych pomysłów, niezłych melodii, a udział wymienionych wyżej gości to taka prawdziwa wisienka na tym progrockowym muzycznym torcie.

Jest co najmniej kilka fragmentów tego wydawnictwa, w trakcie których serce prog fana zabije mocniej. Zaliczyłbym do nich utwory „Should Stop Now” i „Love Of Life” (w obu brylują panowie Snowy White i Rob Townsend), połączone ze sobą „This Is What You’ve Got” i „Take A Look Inside” oraz wykonany w mistrzowski sposób „Virtual Reality”. W tym ostatnim główną partię wokalną prowadzi grająca na syntezatorach Bozena Buinicka, która ilekroć sięga po mikrofon (a jest na tej płycie takich momentów więcej) zdecydowanie rozjaśnia brzmienie The Skys. W większości utworów wiodący wokal należy jednak do gitarzysty Jonasa Ciurlionisa (który jest zarazem głównym kompozytorem w The Skys) i, moim zdaniem, jest to najsłabsze ogniwo w zespole. Jego często raczej mówione niźli śpiewane partie jakby odrobinę nie pasują do muzyki, ale – co ważne i dlatego nie zalecam przedwczesnego zniechęcania się – po jakimś czasie, tzn. po kilku, kilkunastu przesłuchaniach tej w końcu niedługiej, bo trwającej trzy kwadranse płyty, moja percepcja jakoś wreszcie zaczęła akceptować ten nieco męczący na samym początku sposób jego wokalnej ekspresji. Można się przyzwyczaić, choć przez pewien czas wrażenie jest podobne jak przed laty przy słuchaniu płyt włoskiego zespołu Fancyfluid (czy ktoś jeszcze pamięta zespół Fancyfluid???), na których wokalista Fabrizio Goria swoim śpiewem, akcentem i artykulacją anglojęzycznych tekstów zarzynał piękno muzyki. W przypadku nowej płyty grupy The Skys sprawy może nie idą aż tak daleko, ale – powtórzę to raz jeszcze – zdecydowanie przyjemniej robi się, gdy wokalne stery przejmuje Bozena.

Podsumowując, nowy album The Skys może się podobać, słucha się go wyśmienicie – być może dlatego, że składa się on wyłącznie ze stosunkowo krótkich, szybko przechodzących w siebie piosenek - a że tu i ówdzie pojawiają się jakieś wady i drobne niedociągnięcia, to świadczy to tylko o tym, że przed grupą The Skys jest jeszcze sporo wyzwań i przestrzeni na jeszcze większe udoskonalenie swoich, podkreślmy to jednoznacznie, i tak już bardzo udanych produkcji

Tak czy inaczej, płytę „Journey Through The Skies” oceniam równie wysoko, co poprzedni album Litwinów i z pewnością jeszcze niejeden raz z przyjemnością powrócę do niego w 2016 roku.

MLWZ album na 15-lecie