Different Light - The Burden Of Paradise

Artur Chachlowski,

ImageWraz z nastaniem nowego miesiąca czas na kilka słów o naszej małoleksykonowej Płycie Miesiąca, jaką w marcu jest album „The Burden Of Paradise” grupy Different Light.

Different Light to projekt, którego szefem jest Trevor Tabone – wszechstronny muzyk i kompozytor pochodzący z… Malty. Przyznacie, że to dość egzotyczny kierunek, jeżeli chodzi o rock progresywny. A właśnie rock progresywny, i to najczystszej próby, jest domeną jego zespołu. Nie ukrywam, że wydany przed kilkoma dniami nowy album Different Light jest moim drugim odkryciem tej grupy. Po raz pierwszy przeczytałem o niej blisko 20 lat temu, kiedy to w magazynie Classic Rock Society znalazłem recenzję debiutanckiej płyty pt. „All About Yourself”. Zaintrygowany tym tekstem skontaktowałem się wtedy z redaktorem naczelnym pisma (a były to czasy, kiedy od czasu do czasu pisywałem do tego periodyku donosząc brytyjskim czytelnikom o nowościach progresywnego rocka znad Wisły), Martinem Hudsonem, który był tak miły, że zaopatrzył mnie w egzemplarz tego wydawnictwa. Wiem, że płyta bardzo mi się spodobała. O ile dobrze pamiętam (niestety nie zachowały się playlisty audycji MLWZ z tamtych czasów), prezentowałem jej fragmenty na antenie krakowskiego Radia Alfa. Potem minęło trochę czasu i, przyznam szczerze, byłem pewien, że działalność grupy Different Light to już dawno zamknięty rozdział, że okazała się ona muzyczną efemerydą, która nie przetrwała w tym tak egzotycznym dla progrockowych twórców, śródziemnomorskim środowisku. Tymczasem okazuje się, że Different Light w 1999 roku wydał następcę debiutanckiego albumu w postaci EP-ki „A Kind Of Isolation”, następnie po 10 latach przerwy w działalności, kolejny album „Icons That Weep” oraz kompilację swoich nagrań zatytułowaną „Il Suono della Luce” (2015). Te dwie ostatnie pozycje ukazały się w… Czechach, gdyż właśnie w tym kraju osiedlił się Trevor Tabone (i jest tam nauczycielem w jednej z praskich szkół języka angielskiego) i tam do dziś funkcjonuje ze swoją formacją, którą aktualnie tworzą czescy muzycy: Petr Lux (gitary), Petr Matoušek (perkusja) i Jirka Matoušek (gitara basowa). Trevor obsługuje instrumenty klawiszowe i odpowiedzialny jest za wszystkie partie wokalne. W tym właśnie składzie została nagrana i pod koniec ubiegłego miesiąca wydana płyta zatytułowana „The Burden Of Paradise”.

Jest to album na poły koncepcyjny, który opowiada o potrzebie wolności jednostki oraz o samoakceptacji. Pod względem tekstowym jest to bardzo osobista płyta opisująca wydarzenia z życia Trevora, wynikające z nich doświadczenia oraz jego osobisty pogląd na życie. Trzeba przyznać, że Trevor opowiada swoje historie w subtelny sposób, nie tylko nie narzucając nikomu swojej filozofii, ale pozostawiając odbiorcy spory margines na własną interpretację i powodując tym samym, że teksty poszczególnych utworów nabierają uniwersalnego charakteru.

Program płyty wypełnia osiem kompozycji, z których większość podzielona jest na krótsze, indywidualnie zaindeksowane, odcinki. Utrzymane są one w czysto neoprogresywnym stylu, który doskonale pamiętam jeszcze ze wspomnianej już wcześniej debiutanckiej płyty. Podkreślmy, że w dobrym neoprogresywnym stylu… Dwa najważniejsze utwory na płycie to trwające po ponad 20 minut muzyczne mamuty: „In The Grand Schemes Of Things” oraz „Eternal Return”. Są to niezwykle efektowne, wielowątkowe kompozycje, które pomimo swojej złożoności zachwycają naturalną lekkością i zaskakującą płynnością rozwoju muzycznych wypadków. Pomiędzy nimi zamieszczono krótsze tematy: chwytliwy numer „Voice Of Outside”, instrumentalny „A St. Martin’s Summer”, błyskotliwy „Transient Dream”, pełniący rolę interludium  „Mare Imbirium”, a na zakończenie dwie kolejne muzyczne perełki w postaci dwuczęściowej kompozycji „Love And War” oraz chwytającego za serce utworu „All For You”. Obie stanowią wspaniałe zakończenie ponadgodzinnego seansu tym w wielkim muzycznym teatrze wyobraźni.

Album jest bardzo spójny. Wszystkie kompozycje idealnie mieszczą się w stylistyce ‘neoprogress', poszczególne tematy precyzyjnie się ze sobą zazębiają, a liczne efektowne partie solowe, czy to gitar, czy keyboardów, robią naprawdę bardzo dobre wrażenie. Album nie ma dłużyzn ani żadnych mielizn, muzyka gra płynnie, tematy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Naprawdę jest to imponujące. No i podkreślić też trzeba czysty, przejrzysty i niesamowicie miły dla ucha wokal Trevora Tabone, który czaruje swoim śpiewem oraz pastelowymi plamami dźwięków dobywających się z jego syntezatorów. Tak, „The Burden Of Paradise” to jeden wielki wspaniały muzyczny spektakl i zdecydowanie najmocniejsza pozycja w dorobku grupy Different Light. Ale też i jedna z najciekawszych neoprogresywnych płyt wydanych na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. To album z gatunku tych, które „wchodzą” od pierwszego momentu, a przy każdym kolejnym przesłuchaniu uchylają kolejny rąbek pewnej tajemnicy, czyniąc poznawanie tej muzyki czynnością niesamowicie przyjemną i praktycznie nigdy nie nużącą. Wiem co mówię, bo zanim powstał niniejszy tekst przesłuchałem ten album chyba z trzydzieści razy. I za każdym razem czyniłem to z coraz większą przyjemnością. I wiecie co? Czuję, że ciągle mi mało. Wierzę, że dzięki cośrodowym marcowym prezentacjom w audycji MLWZ przybliżę Wam muzykę grupy Different Light w takim stopniu, że uznacie ją nie tylko za Płytę Miesiąca. Kto wie czy nie będzie to jedna z Płyt Roku. Na chwilę obecną przynajmniej na to się zanosi.

MLWZ album na 15-lecie