Enid, The - Dust

Artur Chachlowski,

ImageO biografii formacji The Enid pisaliśmy obszernie przy okazji recenzji wydanej w 2010 roku płyty „Journey’s End”. Dlatego dziś tylko kilka najważniejszych faktów. Ten wielce zasłużony oraz bardzo szanowany na Wyspach Brytyjskich zespół z krótkimi przerwami działa od połowy lat 70. Utworzony został przez Roberta Johna Godfreya, który miał już wtedy za sobą epizod w grupie Barclay James Harvest. I właściwie tylko on oraz wciąż działający w The Enid perkusista Dave Storey pamiętają czasy początku ich zespołu. Oprócz nich The Enid tworzą obecnie: gitarzysta Max Reed (odpowiada on także za partie chórów), basista Dominic Tofield, wokalista Joe Payne oraz gitarzysta Jason Ducker. W sumie przez wszystkie lata przez zespół przewinęło się kilkudziesięciu różnych muzyków, a wśród nich m.in. tak znane nazwiska, jak Troy Donockley, Nick Magnus, Martin Russell czy Francis Lickerish, ale zawsze całość koordynowana i dowodzona była przez Roberta Johna Godfreya. Niedawno ogłosił on fanom, że ze względu na zdiagnozowaną kilka lat temu i niestety postępującą u niego chorobę Alzheimera zmuszony jest on zaprzestać działalności koncertowej. Nie przeszkodziło to na szczęście w nagraniu nowej studyjnej płyty „Dust”, która ukazała się w kwietniu br. i nawiązuje swoim poziomem do najwspanialszych osiągnięć The Enid sprzed lat.

Zespół Godfreya pozostaje na „Dust” wierny swojemu wypracowanemu przez lata stylowi, w którym dominują przebogate orkiestracje oraz potężne partie chórów. To one stanowią osnowę muzyki zespołu i dopiero na ich tle budowane są partie rockowych instrumentów oraz wokale. Całość ma jak zawsze w przypadku The Enid symfoniczno-orkiestrowy charakter z mocno kojarzącymi się z operą partiami śpiewanymi. Doskonale odnajduje się w nich nowy nabytek (od 2012 roku) – młody śpiewak Joe Payne, który nadał muzyce The Enid głębi oraz szerszego wymiaru, czego przykładem mogą być wspaniałe utwory: „Someone Shall Rise”, „When The World Is Full” czy „Monsters”. Zresztą cała płyta „Dust”, na program której składa się 7 premierowych kompozycji, to spójne, wyraziste i posiadające należny ciężar gatunkowy dzieło, na którym nie ma praktycznie słabego punktu. Imponuje orkiestrowy rozmach, przestrzeń, bogactwo aranżacyjne, a także klimat, melodie, które nuci się już po paru przesłuchaniach, a także samo wykonanie.

„Dust” to płyta z pogranicza rocka, opery i symfonii. To album bardzo kinematyczny, kojarzący się z soundtrackami do hollywoodzkich produkcji. To płyta nieoczywista, niekonwencjonalna, chwilami wręcz nierzeczywista. Ale jakże piękna i wspaniała. Świąteczna! Tak, to dobre słowo, gdyż słuchanie nowej muzyki The Enid to dla słuchaczy o szeroko otwartych uszach i o rozległych horyzontach prawdziwe muzyczne święto.

MLWZ album na 15-lecie