Lucifer's Friend - Live @ Sweden Rock 2015

Artur Chachlowski,

ImageW ubiegłym roku na naszym portalu recenzowaliśmy przekrojowy (ale zawierający też premierowe utwory) album „Awakening” powracającej na scenę legendarnej formacji Lucifer’s Friend. Tym razem zespół przypomina się raz jeszcze demonstrując swoje aktualne możliwości w wersji live. A są one niemałe. Niemłodzi już muzycy (początki Lucifer’s Friend sięgają końca lat 60.) ciągle znajdują się w rewelacyjnej formie scenicznej i na płycie „Live @ Sweden Rock 2015” potwierdzają to w każdej sekundzie trwającego ponad godzinę koncertu. Odbył się on w piątkowy wieczór 5 czerwca 2015 roku na renomowanym festiwalu Sweden Rock, a na tracklistę występu trafiły zarówno największe przeboje zespołu z lat 70., jak i trzy nowe piosenki, które poznaliśmy na wspomnianej już płycie „Awakening”. Nie muszę więc mówić, że koncert posiadał niesamowicie gorącą temperaturę i mógł zadowolić chyba każdego konesera hardrockowych dźwięków. Ale nic w tym dziwnego. Obchodzący niedawno (11 czerwca) swoje 70. urodziny wokalista John Lawton tryska młodzieńczym wręcz entuzjazmem, a jego głosowi nic a nic nie ubyło z siły, którą miał, gdy w latach 1976-1979 był frontmanem grupy Uriah Heep. Zaś gra reszty instrumentalistów, na czele ze wspaniale prezentującym się gitarzystą Peterem Hessleinem i jeszcze wspanialszym keyboardzistą Jogi Wichmannem, to prawdziwe mistrzostwo świata.

Stare dobre hity zespołu „In The Time Of Job”, „Fire And Rain”, rockowa ballada „Keep Going”, niezwykle efektownie wykonany „Hey, Driver” czy „High Flying Lady” brzmią tak soczyście i świeżo, że chciałoby się ich słuchać i słuchać i słuchać… Zresztą festiwalowa publiczność po każdym utworze ogromnym aplauzem docenia fantastyczną dyspozycję zespołu i głośno domaga się jeszcze gorętszego grania. Nawet stosunkowo nowy i, siłą rzeczy, najmniej znany utwór „Pray” spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem. Cały koncert to prawdziwy pokaz doskonale zagranego hard rocka. Choć trzeba wiedzieć, że co najmniej kilka utworów pokazuje jakby bardziej progresywne oblicze zespołu. Weźmy takie „Ride The Sky”, „Did You Ever”, fortepianowe staccato w „Riding High”, cały „Moonshine Rider” czy dający odrobinę klimatycznego wytchnienia „Burning Ships” – toż to prawdziwa gratka dla uszu.

Jeżeli ktoś z czytających ten tekst jeszcze nigdy nie słyszał ani o zespole Lucifer’s Friend, ani o jego muzyce, to gorąco polecam to wydawnictwo. Z jednej strony jest ono doskonałym przewodnikiem po bogatym dorobku tej grupy, a z drugiej – pokazuje aktualną, podkreślmy: bardzo wysoką, sceniczną formę muzyków, których trudno już nazwać młodzieniaszkami. Przyznam szczerze, iż bez reszty kupili mnie swoją porywającą grą, którą słyszymy na albumie „Live @ Sweden Rocks 2015”. I chyba nie przesadzę, gdy powiem, że po jego wysłuchaniu marzy mi się zobaczyć Lucifer’s Friend na żywo. Przez skórę czuję, że ich koncerty nie ustępują atrakcyjnością występom ich słynniejszych kolegów z wciąż na szczęście doskonale funkcjonujących grup Deep Purple czy Uriah Heep.

MLWZ album na 15-lecie